niedziela, 20 marca 2016

Recenzja - "Kamień i sól"

"KAMIEŃ I SÓL" - Victoria Scott 


Wydawnictwo - IUVI 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 365 


Tella ma za sobą przerażającą przeprawę przez dżunglę i pustynię. Nie może się już wycofać. W kolejnych etapach wyścigu zmierzy się z ukrytymi niebezpieczeństwami oceanu, mrożącym oddech górskim zimnem oraz… nowymi, pokrętnymi zasadami wyścigu.


Co jednak, jeśli niebezpieczeństwo leży jeszcze głębiej? Jak można ufać komukolwiek, skoro wszyscy mają jakieś sekrety? Co zrobić, gdy osoba, na której najbardziej polegasz, nagle przestaje cię wspierać? Jak wybrać między jednym życiem a drugim?

Wyścig dobiega końca. Wystartowało stu dwudziestu dwóch uczestników. Kiedy Tella i ci, którzy przeżyli, stają do ostatniego etapu, jest ich zaledwie czterdziestu jeden… i tylko jedna osoba może zwyciężyć.

Po odłożeniu pierwszego tomu Victorii Scott od razu zabrałam się za drugą część. Przyznam, że historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że właśnie w tej chwili żałuję że skończyłam czytać "Kamień i sól" a na kolejny tom przyjdzie  mi poczekać. 

Główna bohaterka, Tella Holloway oraz jej przyjaciele Guy, Harper, Oliwia, Cotton oraz Willow przeszli przez las tropikalny i pustynię, przeżyli piekło. Teraz czekają ich kolejne zmagania i przygody na oceanie oraz w górach. Czy dwa ostatnie ekosystemy okażą się dla nich szansą czy wręcz przeciwnie? Wszyscy uczestnicy Piekielnego Wyścigu są zdeterminowani aby, walczyć i wygrać lek, który uratuje kogoś bardzo im bliskiego. Dawka leku jest jedna, dla jednej osoby a potrzebujących wielu, co oznacza naprawdę wielką walkę. Czy to Tella zdobędzie lek dla brata czy może ktoś inny? Tego dowiecie się z lektury powieści. 

Jak już wiadomo Piekielny Wyścig wciąż trwa i zbiera żniwo w postaci uczestników. Nie wszystkim dane jest przeżyć. Ocean i góry okazują się najgorszą próbą przed jaką stają uczestnicy. Aby utrzymać się na powierzchni potrzeba wiele wyrzeczeń i wielkiej siły oraz poświęcenia. Bohaterom przyjdzie zmagać się z ogromnymi niebezpieczeństwami i obciążeniem nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. Tella i jej przyjaciele są silny i sprytni, jednak na ile to wystarczy? Czy którekolwiek z nich naprawdę ma szansę wygrać ten Wyścig? 

Łatwo się zorientować, że zarówno "Ogień i woda" jak i "Kamień i sól" bardzo przypadły mi do gustu. To takie książki, które czyta się bardzo szybko i z łatwością. Chętnie przeżywałam wszystkie przygody z Tellą, razem z nią bojąc się i śmiejąc. Piekielny Wyścig jest swego rodzaju próbą, przed jaką stają uczestnicy. To test, który ma pokazać kto jest najsilniejszy a zwyciężyć wcale nie musi którykolwiek z uczestników. Ważna jest nagroda, która czeka na zwycięzcę - lek, jaki może uratować kogoś bliskiego. Nagrody są również przewidziane dla 5 kolejnych uczestników, którzy przebędą ostatni ekosystem najszybciej. Piekielny Wyścig nie jest już dla uczestników tak wielką tajemnicą jak na początku. Tella i jej przyjaciele wiedzą, już co nie co o prawach rządzących tym Wyścigiem oraz o jego historii. Czy ta wiedza pomoże im zwyciężyć? 

W opinii o pierwszym tomie pisałam, że brakowało mi tam lekkiej nuty elementów polityki. Związków pomiędzy uczestnikami oraz zasad na jakich opiera się Wyścig. Brakowało mi tych informacji o tym kto w tym wszystkim pociąga za sznurki. W drugiej części autorka nie rozwinęła tego elementu. Akcja zatrzymała się na tych informacjach jakie miał Guy i nie ruszyła dalej, a szkoda. Powieść zakończyła się w takim momencie, że myślę, iż niedługo musi pojawić się kolejny tom. Ja nie mogę się go wprost doczekać. 

W "Kamień i sól" autorka delikatnie zaczęła rozwijać wątek miłosny. Bohaterowie zbliżają się do siebie, są sekretne pocałunki oraz delikatne muśnięcia dłońmi ale brak ostatecznego wyznania. Czy to sprawa nieśmiałości czy może strach przed odpowiedzialnością za drugą osobę? Miłość powoli się rozwija, ale fabuła wręcz przeciwnie - pędzi jak szalona, a już niedługo może być za późno za jakiekolwiek słowa wyznania. 

"Kamień i sól" nie ustępuje w niczym swojej poprzedniczce. Książkę czytało mi się tak samo dobrze, jak "Ogień i wodę" i uważam, że ta książka skończyła się zbyt szybko. Serdecznie polecam książki V. Scott wszystkim fanom przygód i prawdziwych niebezpieczeństw. Te książki pokazują również siłę przyjaźni oraz dobrego serca. To co dobrego zrobimy dla innych naprawdę może do nas wrócić. 


Za książkę dziękuję wydawnictwu IUVI 

niedziela, 6 marca 2016

Recenzja- "Ogień i woda"

"OGIEŃ I WODA" - Victoria Scott 




Wydawnictwo - IUVI 

Rok wydania - 2015 

Liczba stron - 356



W życiu 16-letniej Telli Holloway wszystko jest nie tak. Jej brat jest umierający, a gdy kilkunastu lekarzy nie może ustalić, co mu dolega, rodzice decydują się zamieszkać w „Zapadłej Dziurze w Montanie”, by Cody miał „świeże powietrze”. Tella traci ukochane życie w Bostonie i przyjaciół, rodzice doprowadzają ją do szału, jej brat jest bliski śmierci, a ona – kompletnie bezradna…


…dopóki nie odbiera tajemniczych instrukcji, jak wystartować w Piekielnym Wyścigu prowadzącym przez dżunglę, pustynię, ocean i góry, by wygrać nagrodę, której Tella rozpaczliwie pragnie: lekarstwo na chorobę brata. Ale wszyscy uczestnicy pragną leku dla kogoś, kogo kochają, i walczą zaciekle – nie ma gwarancji, że Tella (lub ktokolwiek inny) przetrwa wyścig. Może liczyć tylko na swoją pandorę – zwierzątko, które powinno mieć niezwykłe zdolności, ale Tella nie ma pojęcia jakie, a nawet… czy w ogóle je ma.

Wyprawa jest mordercza, zegar tyka, a Tella wie, że nie może ufać nikomu, nawet członkom swojej grupy. Czy może zaufać przynajmniej Guyowi? Czy rodzące się uczucie pomoże jej wygrać wyścig, czy będzie przyczyną jej klęski?


Przyznam, że do tej książki przekonywałam się bardzo powoli. Słyszałam o niej już podczas premiery, jednak nie była ona na mojej liście książek do przeczytania. Obawiałam się, że poprzez swoją tematykę "Ogień i woda" okaże się kolejną powieścią z walką o przetrwanie w tle. Teraz kiedy, jednak zdecydowałam się przeczytać książkę Victorii Scott, przyznaje się do swojej pomyłki. "Ogień i Woda" bardzo mi się podobała, choć miała też swoje minusy, ale nie są to jakieś znaczące wady. 



Tella to typowa nastolatka, uwielbiająca wielkomiejski gwar Bostonu i spotkania z przyjaciółmi. Gdy jej brat Cody zapada na śmiertelną chorobę, a lekarze załamują ręce ich rodzice postanawiają wyjechać z miasta. Tak właśnie Tella trafia do Montany, gdzie średnio jej się podoba. Nudę i monotonię na wsi przerywa małe, niebieskie pudełko. Znajduje w nim instrukcję jak wystartować w Piekielnym Wyścigu i wygrać lek na ocalenie Cody'ego. Dziewczyna wbrew rodzicom wyrusza na otwarcie wyścigu i wybór swojej Pandory - zwierzęcia, które ma pomóc uczestnikowi wygrać Wyścig. Bohaterka w czasie pierwszych dwóch rund, będzie zmuszona przedzierać się przez las równikowy oraz pustynię. Żaden ekosystem nie ułatwi zwycięstwa uczestnikom.

Choć jak pisałam na początku, bałam się, iż "Ogień i woda" okaże się kolejną książką w typie Igrzysk Śmierci czy nawet Niezgodnej, to przyznaję, że tak nie jest. Victoria Scott może ciut inspirowała się prozą innych autorów, jednak głownie skupiła się na swoich pomysłach. Co zresztą bardzo jej się chwali.

Już od pierwszy stron główna bohaterka pokazała się od strony typowej nastolatki ( czy lakier do paznokci to naprawdę wysoce konieczny przedmiot w dżungli? ), potem niestety nie było lepiej ( jakie znaczenie mają włosy, czy makijaż w otoczeniu niebezpiecznych zwierząt ?). Tego nie potrafiłam zrozumieć. Ogólnie rzecz biorąc Tella była bohaterką, która choć próbowała być twarda i udawać silną to wcale taka nie była i w pewnych momentach po prostu przeżywała załamania. Moim zdaniem nie miała ona predyspozycji do udziału w takim Wyścigu, ale jak widać jednak ją wybrali. Tella najbardziej irytowała mnie w pierwszej części książki, podczas wyścigu w Dżungli, ponieważ w kolejnej części była już znośna. Oczywiście nadal rozprawiała w myślach o nieistotnych kwestiach, ale była już na tyle zahartowana, że wiedziała jak się zachowywać. Pomimo wad które starałam się Wam przedstawić powyżej, Tella miała też zalety. Była dobrą dziewczyną ( choć na początku może trochę próżną ), która kochała swojego brata i bardzo chciała dla niego wygrać lek ( niestety musiała sobie o tym dość często przypominać!). Była zaangażowana w Wyścig i w relacje z innymi uczestnikami oraz Pandorami. Tella to niewątpliwie bohaterka o wielkim sercu i dużej empatii, a to w jaki sposób broniła swojej Pandory było naprawdę zdumiewające. Mimo tego, nie byłam i nadal nie jestem przekonana co do tego, czy Tella ma naprawdę szanse wygrać Piekielny Wyścig.

Fabuła książki rozwija się z każdą stroną. Na początku jest trochę nudnawo, natomiast potem zaczyna się robić względnie a na końcu akcja pędzi tak, że czytelnik sam nie wie kiedy kończy ostatnie zdanie. Dużym plusem jest właśnie tak rozplanowana fabuła, aby wszystkie wątki szły swoim trybem. Autorka nic na siłę nie przyśpiesza, nie opóźnia. Dodatkowo czytelnik może liczyć na dużą dawkę nie tylko akcji pościgu przed niebezpieczeństwem, ale również na poznanie relacji panujących pomiędzy uczestnikami. Cieszy mnie fakt, że V. Scott skoncentrowała się na opisach wspólnych wędrówek uczestników, na posiłkach i postojach. Cały Piekielny Wyścig ma o tyle większy sens, iż Ci bohaterowie mają o co walczyć - lek, który uratuje ich bliskich. Taka wiedza działa lepiej niż niejeden doping. Na momenty akcji napiętych emocjami świetnie działała postać Pandory Telli - lisek. To moja ulubiona Pandora w książce.

Trochę żałuję, że w całej fabule brakowała więcej informacji o Wyścigu, o jego twórcach i początkach. Mam nadzieję, że kolejnych częściach autorka wzbogaci fabułę o te i inne informacje.

Ze swojej strony, mimo początkowej niechęci do bohaterki, miło wspominam lekturę "Ognia i Wody" oraz czym prędzej zabieram się za czytanie drugiego tomu ;)



Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu IUVI!


wtorek, 16 lutego 2016

Recenzja:" Kuracja Samobójców"

"KURACJA SAMOBÓJCÓW. Program część 2" - Suzanne Young 


Wydawca - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 444



Czasem o przeżyciu albo śmierci decyduje to, czy pamiętasz, kim byłeś. A to wcale nie jest oczywiste. 


Druga część historii dwojga nastolatków, walczących o przetrwanie w obliczu szalejącej epidemii samobójstw. 


Wszyscy młodzi ludzie, którzy zostają uznani za zagrożonych samobójstwem, trafiają do placówki tajemniczego programu terapeutycznego. Ich zainfekowany umysł najlepiej jest wyleczyć przez gruntowane oczyszczenie, po czym każdy staje się nowym człowiekiem, pozbawionym balastu wspomnień. Jednocześnie jednak traci własną tożsamość. A przecież nikt nie chce być wydrążony... 


Sloane i James podjęli próbę ucieczki przed chorobą i przed leczeniem, ale okazało się to trudniejsze, niż przypuszczali. Teraz, dołączywszy do grupy buntowników, muszą uważać na to, komu będę ufać, szukając sposobów na obalenie programu oraz powstrzymanie epidemii. Trudno się jednak działa, gdy pamięć świeci białymi plamami. 

Druga część Programu za mną. Po skończeniu pierwszej byłam bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów. Nie mogłam doczekać się kontynuacji. Przeczytałam "Kurację Samobójców" i mogę powiedzieć na początku tylko tyle, że autorka utrzymała poziom z pierwszego tomu, zarówno pod względem stylu jak i fabuły. 

Druga część serii zaczyna się w momencie spotkania James'a i Sloane z innymi buntownikami. Na opustoszałej drodze, gdzieś w stanie Idaho a może dalej, spotykają Dallas - bardzo charakterną dziewczynę. To początek składu ruchu oporu przeciwko Programowi. 
Tymczasem epidemia samobójstw wciąż się szerzy wśród młodych ludzi. Rządowy Program wprowadza nowe zasady, które mają drastycznie powstrzymać falę choroby, pytanie tylko za jaką cenę? 

Kiedy "Kuracja Samobójców" dotarła do mnie, nie mogłam doczekać się aż poznam dalsze losy bohaterów. Czym prędzej zagłębiłam się w fabułę książki, historię Sloane i James'a oraz innych postaci i przepadłam. Powieść wciągnęła mnie do swojego świata kompletnie odpychając od rzeczywistości. Ciałem byłam tu, ale myślami daleko walczyłam razem z bohaterami o wolności. 

Wielką zaletą książki oprócz oczywiście fabuły, są postacie. Bohaterowie niesamowicie wykreowani i bardzo charakterni. Sloane to dziewczyna, której nie można nie lubić, chociaż w "Kuracji.." było kilka momentów, kiedy mnie ostro denerwowała. Czasami zachowywała się bardzo irracjonalnie co objawiało się tym, że zaprzeczała sama sobie. Jednak rozumiem, że stres i panika robi swoje a więc wybaczam. James to również człowiek z charakterem. Naprawdę można go podziwiać, chłopak jest młody a mimo to tak dokładnie wie czego chce i o co walczy. Ma postanowiony cel i cały czas dąży do niego. Stara się trzymać nerwy na wodzy, choć wiadomo, że to nie łatwe i czasami w każdy coś pęka. Te chwile załamania z jego strony to tylko przekaz, że nadal jest człowiekiem, człowiekiem którym targają emocje. Fascynuje mnie miłość Sloane i James'a. Mimo tylu przeciwności nadal są ze sobą i kochają się, walczą o siebie. Ich uczucie przetrwało leczenie Programu, choć oni wyszli z niego biedniejsi o wiele wspólnych wspomnień. 
Dallas to nowa bohaterka, która zawróciła całą fabułą. Jej niepohamowany charakter i sposób bycia wprowadził do powieści wiele pozytywnych emocji i chwil śmiechu. 
Został jeszcze Realm, postać którą polubiłam jakoś szczególnie. Myślę, że zapamiętam go na długo, jego niesamowite poświęcenie i wybory, jakich dokonał aby pomóc ukochanej osobie. Reprezentuje on wyborną miłość, uczucie tak czyste, że nie pyta, nie ocenia, nie chce niczego w zamian. 

"Kuracja Samobójców" jest niewątpliwie świetną kontynuacją, której nie da się odłożyć. Jestem szczęśliwa, że mogła ponownie spotkać się bohaterami w tym samym komplecie. Autorka dzięki swojej wyobraźni stworzyła niesamowity świat, który choć tak inny od naszego jest jednocześnie tak bliski nam. Przynajmniej ja to tak odczuwałam. Czytając tę i poprzednią część czułam silną więź z bohaterami i całym światem przedstawionym. Niesamowite uczucie, które towarzyszy mi przy czytaniu tylko niewielu książek.

Suzanne Young bardzo mnie zaskoczyła, gdyż w "Kuracji Samobójców" oprócz kontynuacji "Plagi.." możemy przeczytać sześćdziesięciu  stronicowy dodatek, który rozgrywa się 6 miesięcy później. Opowiada on, ku mojej uciesze o Realmie i jego działaniach, które mają pomóc mu odciąć się od poczucia winy. Bardzo dobrze czytało mi się tę mini opowieści, dzięki niej jeszcze bardziej poznałam tego bohatera, który jest mi szczególnie bliski.

Nie wiem co mogłabym napisać w podsumowaniu tej opinii, gdyż wszystko jest chyba zawarte wyżej. Oczywiście polecam Wam gorąco "Kurację .. " i całą serię S. Young. Czytajcie ją bo warto, warto poznać trochę inny świat i docenić to co mamy. 



Za egz. dziękuję Wydawnictwu Feeria Young! 

niedziela, 14 lutego 2016

Recenzja: "Armada"

"ARMADA" - Ernest Cline 


Wydawca - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 442

Zack Lightman całe życie miał głowę w chmurach, marząc, by świat trochę bardziej przypominał filmy i gry komputerowe, które pożera. Niechby jakieś fantastyczne, przełomowe zdarzenie roztrzaskało wreszcie monotonię jego bezbarwnej egzystencji i porwało go na szlaki kosmicznej przygody. 
W końcu co szkodzi sobie trochę pomarzyć. Ale Zack umie odróżnić rzeczywistość od fantazji. Wie, że tu, w realu, nadpobudliwi nastoletni gracze nie dostają misji zbawienia świata. 

Aż pewnego dnia widzi latający spodek. Więcej: ten statek kosmitów jest jakby żywcem wzięty z gry, której oddaje się co wieczór - popularnego stymulatora lotów "Armada". 

Nie, nie zbzikował. A jego umiejętności - wraz z umiejętnościami milionów podobnych mu graczy na świeci - będą potrzebne, by ratować planetę. Nareszcie jest jego upragniona szansa! Tylko gdzieś w tyle głowy czai się dziwna wątpliwość - podsycana przez pamięć opowieść sci-fi, których wyrastał - czy coś w tym scenariuszu nie wydaje się zanadto .. znajome? 

Książki z gatunku science fiction nigdy nie trafiały w mój gust. Zresztą nie tylko książki, ale również filmy. Wszelkie Gwiezdne Wojny są mi całkowicie obce. Jednak czasami lubię zrobić coś innego i tak właśnie pod wpływem chwili zdecydowałam się na przeczytanie Armady. Od początku czułam ten dreszcz i nie mogłam się doczekać, aż książka do mnie dotrze - moja pierwsza powieść sci-fi. 

Na początku pragnę zastrzec, że nie jestem czytelnikiem, który nałogowo czyta literaturę science fiction, dlatego moja opinia może być inna. Być może "Armada" jest kompletnym nie wypałem, jednak ja przeczytałam za mało książek tego rodzaju żeby to dostrzec. A więc moja opinia jest taka, że powieść mi się podobała, przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i mogę ją Wam gorąco polecić! 

Zack jest nastoletnim chłopcem, mieszkającym z matką w Beaverton wstanie Oregon. Ojciec chłopaka nie żyje praktycznie od  jego narodzin, a więc Zack nigdy go nie poznał. W dzień jak każdy młody człowiek, chodzi do szkoły, a popołudniami i wieczorami gra w ulubione gry wideo. Jego dwaj przyjaciele Cruz i Diehl również oddają się grom komputerowym. Spokojne życie chłopców burzy się nagle, gdy w środku dnia przed ich szkołą ląduje tajemniczy obiekt kosmiczny a mężczyźni w czarnych garniturach zabierają Zack'a. 

Jak nie trudno się domyślić "Armada" jest idealna dla fanów kosmicznych gier i tajemniczych istot z kosmosu. Ja do tej grupy nie należę a więc i większość przytoczonych przez autora tytułów filmów była mi obca. Inwazja pozaziemskich istot, które pragnął zniszczyć naszą cywilizację - specjalnie mnie nie pociąga. Jednakże książkę przeczytałam i jestem zadowolona. Zaufałam swojej intuicji i się nie zawiodłam. 

"Armada" opowiada o kosmicznej wojnie jaką prowadzi rasa ludzka z obcymi - mieszkańcami Europy, czyli odległego księżyca Jowisza. Przedstawiciele państw naszego globu zjednoczyli się tworząc Earth Defense Alliance (EDA) - sojusz militarny mający na celu obronę Ziemi przed kosmitami. Zack jako wielki fan odnoszący wielkie zwycięstwa w swoich grach komputerowych zostaje zwerbowany do szeregów EDA. Od tej pory jego marzenia  o wielkiej przygodzie zaczynają się spełniać. 

Ernest Cline sprawnie poprowadzi całą fabułę. Nie za szybko i nie za wolno, po prostu właściwie - tak, aby każdy nadążył a jednocześnie się nie zanudził na śmierć. Wiadomo, że powieści typu sci-fi potrzebują dokładnych opisów miejsc i postaci, ale w tej książce nie jest ich za wiele. Ilość ich była wystarczająca na tyle, abym nie pogubiła się w akcji. Dodatkowo autor stworzył bardzo barwnych i pewnych siebie bohaterów, których nie sposób nie lubić. Mamy głównego bohatera - Zacka, który dostaje wielką szansę na uratowanie świata oraz na poznanie swoich korzeni. Zack jest postacią jak najbardziej pozytywną i pełną humoru a jednocześnie ma w sobie pokorę. Potrafi myśleć, ufać a przede wszystkim podjąć właściwą decyzję. To człowiek, którego chętnie poznałabym w realnym świecie. Inni bohaterowie również odznaczają się wielką odwagą i poświęceniem. Poznajemy nowych towarzyszy broni Zack'a: Lex, Chen, Debbie, Zimalka i inni. 

Nie wiem dokładnie komu mogłabym polecić "Armadę", ponieważ mimo prostego języka i dobrze wykreowanego świata i postaci, nadal jest to książka z gatunku sci-fi. Zwiera więc skomplikowane nazwy wymyślonych statków kosmicznych, tajnych baz EDA i wiele innych nazw za pomocną, których autor przedstawił swój fabularny świat. Nie jestem pewna czy każdy czytelnik byłby zadowolony z takiej tematyki, ale z drugiej strony wszystko jest dla ludzi. Można więc iść za moim przykładem i spróbować czegoś nowego, zupełnie innego. Mnie "Armada" umiliła kilka dni i choć nie wkręciłam się jakość szczególnie w świat kosmitów to jestem zadowolona z wyboru powieści. 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


niedziela, 24 stycznia 2016

Recenzja: "Złe dziewczyny nie umierają"

"ZŁE DZIEWCZYNY NIE UMIERAJĄ" - Katie Alender 



Wydawca - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 360


Coś się dzieje z Kasey. Dziecięce dziwactwa, z których powinna wyrastać, zaczynają się przemieniać w niepokojące znaki. Kasey zawsze miała takiego czy innego hopla, ale teraz to się robi katastrofa. Odzywa się archaicznymi słowami. Oczy płoną jej jakimś nienaturalnym blaskiem... 
Jej 17-letnia siostra Alexis uświadamia sobie stopniowo, że w ich domu zaczaiło się zło i powoli pochłania Kasey. Jak mu się przeciwstawić? Jak uchwycić tego demona? I skąd wziąć do tego odwagę? 

"Złe Dziewczyny nie umierają" zaciekawiła mnie swoim demonicznym opisem. Krótki opis a mnie zainteresował na tyle, że po prostu musiałam przeczytać tą książkę. Spodziewałam się, muszę przyznać, czegoś bardziej strasznego i mrożącego krew w żyłach, ale mimo to, jak na książkę dla młodzieży to jestem nawet zadowolona. 

Alexis to młoda osoba, wyróżniająca się wyglądem wśród swoich rówieśników, a wszystko przez różowe włosy. Cóż róż różem, ale Alexis ma poważniejsze problemy. Przez swój wrodzony opór jest częstym gościem w gabinecie Pani dyrektor swojej szkoły. Rodzinne koligacje dziewczyny też są bardzo dziwne. Mieszka z wiecznie nieobecną w domu matką, która poświęca się karierze, ojcem, który jest jakby go nie było a wisienką na tym rodzinnym torcie jest młodsza siostra Kasey. Kasey jest dziwna, nawet bardzo.. Ma niecodzienne hobby jakim jest kolekcjonowanie przerażających lalek a dodatkowo ostatnimi czasu wokół niej dzieją się straszne rzeczy.

Alexis będzie zmuszona stanąć na wysokości zadania i zdobyć się na odwagę, aby przepędzić złego ducha, który opanował jej siostrę. Jednak to nie wszystko. Do tego jeszcze przed dziewczyną stoi nierozwiązana zagadka z przeszłości dotycząca poprzednich mieszkańców jej domu. Czy młoda 17-latka podoła temu wszystkiemu? 

Muszę przyznać, że choć autorce nie udało się mnie zbytnio przestraszyć, to zaciekawić fabułą a owszem! Od pierwszej strony wciągnęłam się w historię obu sióstr i śledziłam ich poczynania do ostatniej linijki. Może bez strachu i palpitacji serca, ale na pewno z dużym zainteresowaniem. Nie mogłam doczekać się, aż Alexis rozwiążę zagadkę byłych właścicieli domu oraz tego jak potoczą się losy jej siostry. 

Alexis naprawdę polubiłam jako bohaterkę i myślę, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić w realnym życiu. Kasey natomiast, cóż ta dziewczyna opanowana przez złego ducha czy nie, i tak nie zyskała mojej sympatii. 

"Złe dziewczyny nie umierają" przeczytałam bardzo szybko. Jest to zasługą autorki, jej dobrego stylu pisma, wyobraźni, dobrego rozplanowania akacji. Fabuła nie była na siłę przeciągana, a bohaterowie mieli jasne i przejrzyste zadania do wykonania. Nie znalazłam w tej książce żadnych zbędnych rozdziałów czy spraw, które można by pominąć. Wszystko to złożyła się na ogólny odbiór książki, który oceniam na bardzo dobry. 

Już dawno nie czytałam żadnej książki o takiej tematyce, więc to była miła odskocznia. Fajnie spędziłam czas, odkrywając razem z Alexis rodzinne sekrety, a to muszę przyznać - lubię najbardziej! 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young! 

Recenzja: "Trawa bardziej zielona"

"TRAWA BARDZIEJ ZIELONA" - Magdalena Kołosowska 


Wydawnictwo - Feeria Young

Rok wydania - 2016

Liczba stron - 310 


Nic nie zapowiadało takiego rozwoju wypadków. Pochopnie podjęta decyzja o ślubie postawiła 30-letnią Maję na życiowym rozdrożu. Papierowe małżeństwo, praca nie dająca prawdziwej satysfakcji, samotność, poczucie wypalenia. Wszystko zmieniło się jednak podczas krótkiego wypadu z przyjaciółką na Mazury. To tamtejsze spotkanie dało Mai i Moni impuls do życiowych zmian. Życie nie zawsze toczy się jednak liniowo, a konsekwencje pewnych decyzji ujawniają się w najmniej spodziewanym momencie, ku zaskoczeniu otoczenia, a nawet samych zainteresowanych. 

"Trawa bardziej zielona" to miła i naprawdę wprost idealna lekturka na zimowe wieczory. O wakacjach, słońcu i jeziorach Mazurskich najlepiej czyta się gdy za oknami mróz i śnieg. Ostatnie dni właśnie ta książka umilała mi ranki i wieczory. 

Książka pisana jest głównie z perspektywy 4 osób: Mai, Moni, Kuby i Pawła oraz pojedynczych dwóch czy trzech rozdziałów pisanych przez Paulę. Wymieniłam już imiona głównych bohaterów, jednak nie mogę zdradzić Wam kto jest kim, ponieważ odebrałabym Wam całą radość czytania. Powiem jednak, że każdy z tych bohaterów ma swoją przeszłość, lekko zagmatwaną i właśnie my, czytelnicy możemy te życiowe historie poznać. Autorka tak rozplanowała tempo akcji powieść, że mamy szansę na poznanie wszystkich postaci. Kolejnym plusem tej książki jest oczywiście tematyka. Niby nic specjalnego, normalne sprawy, zwykli szarzy ludzie, tacy których codziennie mijamy na ulicy. A jednak tą powieść czyta się jakoś tak lekko i po prostu płynnie. Autorka potrafiła zainteresować mnie historią swoich bohaterów i ja czuję się usatysfakcjonowana. 

Z bohaterami powieści zżyłam się, choć nie zawsze odpowiadało mi ich postępowanie. Kiedy zastanawiałam się, do której z dziewczyn, Mai czy Moni byłoby mi bliżej doszłam do wniosku, że do Mai. Monikę też polubiłam, ale jednak to trochę nie moja bajka. Jestem osobą z natury bardzo cichą, nieśmiałą i wydaje mi się że dogadałabym się z Majką.  Natomiast jeśli chodzi o chłopaków to cóż, zdecydowanie Kuba skradłby moje serce.

Książka Magdaleny Kołosowkiej to obyczajówka, która daje nadzieje, że każdy człowiek jest komuś przypisany i prędzej czy później odnajdzie swoją drugą połowę. Ta książka jest również o uporze i odwadze w życiu, których nigdy nie powinno nam zabraknąć. Trzeba walczyć o siebie, swoją pracę, miłość i przyszłość, tej walki powinniśmy się uczyć. 


Za egz. książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young! 

środa, 6 stycznia 2016

Recenzja :" Próba"

"PRÓBA" - Eleanor Catton 


Wydawnictwo - Literackie

Rok wydania - 2015 

Liczba stron - 379


W mieście wybucha skandal obyczajowy - nauczyciel liceum muzycznego miał romans z nieletnią uczennicą. W sąsiedniej szkole teatralnej uczniowie postanawiają na zaliczenie odegrać sztukę, której tematem są te wydarzenia... Ale czy to dobry pomysł? 


Myślę, że nazwisko Catton jest znane już większej liczbie czytelników głównie za sprawą niedawno wydanej powieści pt."Wszystko co lśni". Właśnie za tę powieść autorka otrzymała nagrodę Bookera. Dziś jednak skupię się na debiucie Catton, czyli  "Próbie", która jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką tej autorki.  

W dość małym, niepozornym miasteczku nagle wybucha skandal obyczajowy. Wszystko za sprawą nauczyciela, pana Saladina, który jakby miał mieć romans ze swoją nieletnią uczennicą Victorią. Szkoła muzyczna, która staje się głównym miejscem akcji całego zajścia znajduje się w sąsiedztwie Akademii Teatralnej. Młodzi, przyszli aktorzy postanawiają wystawić sztukę, której tematem przewodnim będą wydarzenia z wiązane ze skandalem. Nikt nie jest w stanie przypuścić nawet co z tego wyniknie.. 

Tymczasem w Szkole Folwark Opata uczennice odbywają obowiązkowe spotkania z psychologiem, aby poradzić sobie z presją minionych wydarzeń. Każdy z uczniów czy nauczycieli inaczej patrzy na wszechogarniające wydarzenia. Sama zainteresowana, czyli Victoria jest odizolowana od grupy, tak że nawet jej siostra niewiele wie o słynnym romansie. Dla Isolde - siostry Victorii to również ciężki czas. W trudnym momencie jej życia pojawia się tajemniczy Stanley, student Akademii Teatralnej i jeden z odtwórców ról w przedstawieniu zainspirowanym skandalem obyczajowym. 

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Eleanor Catton uważam za naprawdę udane. "Próba" przemówiła do mnie, a raczej autorka przemówiła za pośrednictwem swoich bohaterów. Bohaterowie Ci to aktorzy, wykładowcy, uczniowie, studenci, muzycy, nauczyciele i rodzice. Wszyscy, którzy w jakiś sposób związani są z wydarzeniami w szkole Folwark Opata, odgrywają tu ważną wolę. Autorka nikogo nie umniejszyła. Czytelnik może bez problemu poznać, prawie każdego bohatera, który wyda mu się interesujący. Za sprawą doskonałej organizacji autorka skupiła uwagę czytelnika zarówno na głównych "zainteresowanych" czyli Victorii i Panu Saladinie  jak i na innych wątkach powieści. Z uwagą możemy śledzić postępy w nauce młodych aktorów z Akademii Teatralnej oraz miłość rodzącą się pomiędzy Isolde i Stanley'em. Całość jest oczywiście w kreatywny sposób dopięta za sprawą obserwacji i przemyśleń nauczycielki gry na saksofonie, która jest dla swoich uczniów nie tylko mentorem ale może i również przyjacielem. 

Muszę też zwrócić uwagę na warsztat literacki i słowotwórczy autorki, którego można jej pozazdrościć. Catton potrafi pisać i umie to doskonale pokazać w formie i treści swojej książki, którą czyta się naprawdę dobrze. 

Podsumowując napiszę tylko, że żałuję, iż wcześniej nie zdecydowałam się na przeczytanie "Wszystko co lśni". Po "Próbie" naprawdę nabrałam ochoty na więcej książek tej autorki. 


Za egz. "Próby" dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.