niedziela, 10 kwietnia 2016

Recenzja - "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender"

"OSOBLIWE I CUDOWNE PRZYPADKI AVY LAVENDER" - Leslye Walton 




Wydawnictwo - Sine Qua Non 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 299 



Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego...


Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.

Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?

Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie... 


O tej książce było i nadal jest tak głośno, że nikogo nie dziwią już kolejne pozytywne opinie na jej temat. "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to opowieść niezwykłej dziewczyny o początkach jej rodziny, jej samej i o cudzie narodzin. Ava urodziła się jako jedno z bliźniąt. Oboje z bratem są niezwykli i na pewno nie można nazwać ich normalnymi ludźmi. Ava urodziła się można powiedzieć półaniołem- pół człowiekiem. Dziewczyna na swoich plecach skrywa ogromne, białe skrzydła. Defekt ten sprawił, że Ava przez całe dzieciństwo była uczona i wychowywana przez matkę - Viviane - w domu. Kiedy dorasta poznaje pierwszych przyjaciół spoza rodziny i razem z nimi zaczyna wymykać się nocami nad jezioro. Nie są to zbyt bezpieczne spacery, tym bardziej, że w sąsiedztwie mieszka mężczyzna zauroczony Avą. 

Cóż, by pisać o tej książce potrzeba by bardzo dużo czasu a i tak byłoby go zbyt mało. "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" to bardzo cudowna właśnie i przemiła opowieść, opowiedziana z perspektywy dziewczyny-anioła, odmieńca. Ava w swoim wyznaniu sięga daleko w przeszłość, aż do czasów dzieciństwa swojej babki. Z każdą stroną dowiadujemy się nowych faktów o tej niezwykłej rodzinie, która wychowała sobie bardzo silne i niezależne kobiety. Trudno jednoznacznie stwierdzić o czym jest ta książka. Autorka opisuje losy babki i matki Avy oraz jej samej. Mówi o tym, jak wiele kobiety w tej rodzinie wycierpiały i jak dobrze poradziły sobie z tymi przeciwnościami losu. Powieść ta przedstawia nam losy skrzydlatej dziewczyny, która zostaje w potworny sposób skrzywdzona i odradza się. Pomiętymi faktami autorka wplata wątki miłości, przyjaźni i nadziei na jutro.

Ava opowiadając o losach swojej rodziny wspomina o innych niezwykłych osobach, podobnych jej. Jej babka posiada dar przewidywania nadchodzących wydarzeń na podstawie pogody. W zależności od rodzaju wiatru, jego siły czy częstotliwości spadania kropli deszczu kobieta umie powiedzieć co nadejdzie i czy będzie to dobre czy złe. Brat Avy jest małomówny. Jeśli już coś powie to tylko pojedyncze słowa, która mu się spodobają. Tak, bo jedne słowa są dobre a inne nie. 

Wątek miłości w tej powieści to wprost pasmo nieszczęść. Jeśli mówimy o uczuciu takim jak miłość to na pewno nie w tej rodzinie. Żaden związek tu nie ma prawa się udać, nikomu. Brzmi to trochę jak jakaś klątwa, która ciąży nad rodziną. Być może tak jest. Mężczyźni po prostu nie są warci kobiet z tego rodu. 

Autorka w nietuzinkowy sposób przedstawiła nie tylko losy dziewczyny ze skrzydłami, ale całej magicznej rodziny. Ponadto zrobiła to w sposób mistrzowski, przeplatając wątki realne z fantastycznymi. Serdecznie polecam!


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu SQN 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Recenzja -"Czy wspominałem, że Cię potrzebuje?"

"CZY WSPOMINAŁEM, ŻE CIĘ POTRZEBUJĘ?" - Estelle Maskame



Wydawnictwo - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 360 


Od pamiętnych wakacji w Santa Monica upłynęły już dwa lata. Eden i Tyler nie widzieli się przez ten czas, dla dobra rodziny próbując zapomnieć o uczuciu, jakie się między nimi zrodziło. Gdy jednak spotykają się w Nowym Jorku, by spędzić tam wspólnie kolejne lato, nie potrafią udawać. Oddaleni od przyjaciół i rodziców, sami wśród niezliczonych atrakcji Wielkiego Jabłka, zaczynają rozumieć, że ich miłość wykracza poza zwykły wakacyjny flirt.

Teraz czas na zmierzenie się z rzeczywistością i kilka ważnych postanowień. Jak zareaguje na nie rodzina? Czy związek Eden i Tylera przetrwa katastrofalne skutki ich decyzji?


Po urzekającym "Czy wspominałam, że Cię kocham?" przyszła kolej na drugą część w tej serii czyli "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?". Właśnie wspominam jak bardzo potrzebowałam tej książki, jak bardzo cieszyłam się kiedy do mnie przyszła i myślę o tym kiedy będę miała trzeci tom. Zastanawiam czy autorka podejrzewała choć trochę umieszczając fragmenty powieści w internecie, że ta książka będzie sukcesem. Wątpię, ponieważ takich rzeczy nie da się zaplanować. Po przeczytaniu pierwszego i drugiego tomu jestem zauroczona historią Eden i Tylera. 


Od wydarzeń z pierwszej części minęło 2 lata. 2 lata podczas, których Eden i Tyler nie widzieli się, ale regularnie do siebie dzwonili, utrzymywali kontakt. Teraz zbliżają się wakacje, które dziewczyna postanawia spędzić w Nowym Yorku z przybranym bratem. Młodzi myślą, że czas uleczył ich z tej trudnej miłości. Nie wiedzą jeszcze jak bardzo się mylą. Z dala od rodziny i znajomych, sami w wielkim mieście pełnym tajemnic w końcu nie muszą ukrywać przed nikim swojej miłości. Życie nie jest cudowną i łatwą bajką, a więc problemy Eden i Tylera są już na horyzoncie. 


Historia miłości przybranego rodzeństwa zainteresowała mnie z uwagi na to, że jest to coś innego. Przynajmniej ja osobiście nie czytałam przedtem żadnej książki o takiej tematyce. Nie ukrywam, że lubię i toleruję różne dziwne i może niecodzienne związki. Zawsze kiedy jest coś innego to jest fajnie, bo taka szara rzeczywistość jest nudna - a ludzie muszą przecież o czymś plotkować, prawda? Właśnie takie jest założenie w tej książce. Dwoje ludzi, którzy są połączeni uczuciem jakie teoretycznie nie powinno się zdarzyć, a jednak coś ich do siebie przyciągnęło. Eden i Tyler nigdy nie mieli okazji, aby wejść w rolę siostry czy brata, oni byli oddzieleni od siebie. Poznając się mieli po kilkanaście lat i na pewno nie byli już dziećmi, którym można coś nakazać. Zapewne gdyby spędzali razem dzieciństwo, wspólne wakacje czy ferie ich relacje byłby inne, byliby przywiązani do siebie jak rodzeństwo. To jest też właśnie przykład na to jak niewiele mamy w swoim życiu do powiedzenia. Decydują za nas inni ludzie a częściej po prostu przypadek, fatum, zbieg okoliczności sprawiają, że spotykamy na swojej drodze te a nie inne osoby. 
Eden i Tyler pokochali się wbrew ogólnym "normom społecznym". Zakochać się łatwo, ale czy młodzi będą na tyle silni i zdeterminowani, aby walczyć o tę miłości i razem z nią przeciwstawić się światu? 


W "Czy wspominałem, że Cię potrzebuję" jesteśmy świadkami tego jak bohaterowie walczą ze swoimi słabościami. Tyler, który przy pomocy ludzi z programu zaczyna mówić o swoich wspomnieniach z dzieciństwa, o pijanym i niebezpiecznym ojcu, który go bił. Chłopak próbuje walczyć ze swoją agresją, z dość marnym skutkiem i w większości przypadków potrzebuje kogoś kto powie mu stop. Nadal nie potrafi poradzić sobie ze swoją przeszłością i z tym co przeżył. Na to wszystko potrzeba czasu i wiele cierpliwości. O tym również wie Eden, która stara się wyjść z kompleksu swojej figury, ale wystarczy jedno słowo, które zniszczy wszystko co wypracowała. Nikt nie jest idealny, miłość Eden i Tyler również do takich nie należy i jak każde uczucie wiążę się z trudnościami. Ich związek naznaczony jest piętnem zdrady, gdyż Eden ma chłopaka. Taka sytuacje bardzo komplikuje wszystko, a bohaterowie muszą zmierzyć się z własnym sumieniem. 


"Czy wspominałem, że Cię potrzebuję" to ciekawa książka z gatunku literatury młodzieżowej. Jest napisana, fajnym, prostym językiem. Zawiera w sobie sporo treści, które naprawdę sprawdzą się w realnym świecie, ponieważ ludzie wszędzie są tacy sami,a miłość może trafić się w każdym momencie. serdecznie polecam fanom pierwszej części, jak również i tym którzy dopiero myślą nad rozpoczęciem swojej przygody z tą serią. 


Za egz. powieści dziękuję Wydawnictwu Feeria Young! 

niedziela, 20 marca 2016

Recenzja - "Kamień i sól"

"KAMIEŃ I SÓL" - Victoria Scott 


Wydawnictwo - IUVI 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 365 


Tella ma za sobą przerażającą przeprawę przez dżunglę i pustynię. Nie może się już wycofać. W kolejnych etapach wyścigu zmierzy się z ukrytymi niebezpieczeństwami oceanu, mrożącym oddech górskim zimnem oraz… nowymi, pokrętnymi zasadami wyścigu.


Co jednak, jeśli niebezpieczeństwo leży jeszcze głębiej? Jak można ufać komukolwiek, skoro wszyscy mają jakieś sekrety? Co zrobić, gdy osoba, na której najbardziej polegasz, nagle przestaje cię wspierać? Jak wybrać między jednym życiem a drugim?

Wyścig dobiega końca. Wystartowało stu dwudziestu dwóch uczestników. Kiedy Tella i ci, którzy przeżyli, stają do ostatniego etapu, jest ich zaledwie czterdziestu jeden… i tylko jedna osoba może zwyciężyć.

Po odłożeniu pierwszego tomu Victorii Scott od razu zabrałam się za drugą część. Przyznam, że historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że właśnie w tej chwili żałuję że skończyłam czytać "Kamień i sól" a na kolejny tom przyjdzie  mi poczekać. 

Główna bohaterka, Tella Holloway oraz jej przyjaciele Guy, Harper, Oliwia, Cotton oraz Willow przeszli przez las tropikalny i pustynię, przeżyli piekło. Teraz czekają ich kolejne zmagania i przygody na oceanie oraz w górach. Czy dwa ostatnie ekosystemy okażą się dla nich szansą czy wręcz przeciwnie? Wszyscy uczestnicy Piekielnego Wyścigu są zdeterminowani aby, walczyć i wygrać lek, który uratuje kogoś bardzo im bliskiego. Dawka leku jest jedna, dla jednej osoby a potrzebujących wielu, co oznacza naprawdę wielką walkę. Czy to Tella zdobędzie lek dla brata czy może ktoś inny? Tego dowiecie się z lektury powieści. 

Jak już wiadomo Piekielny Wyścig wciąż trwa i zbiera żniwo w postaci uczestników. Nie wszystkim dane jest przeżyć. Ocean i góry okazują się najgorszą próbą przed jaką stają uczestnicy. Aby utrzymać się na powierzchni potrzeba wiele wyrzeczeń i wielkiej siły oraz poświęcenia. Bohaterom przyjdzie zmagać się z ogromnymi niebezpieczeństwami i obciążeniem nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. Tella i jej przyjaciele są silny i sprytni, jednak na ile to wystarczy? Czy którekolwiek z nich naprawdę ma szansę wygrać ten Wyścig? 

Łatwo się zorientować, że zarówno "Ogień i woda" jak i "Kamień i sól" bardzo przypadły mi do gustu. To takie książki, które czyta się bardzo szybko i z łatwością. Chętnie przeżywałam wszystkie przygody z Tellą, razem z nią bojąc się i śmiejąc. Piekielny Wyścig jest swego rodzaju próbą, przed jaką stają uczestnicy. To test, który ma pokazać kto jest najsilniejszy a zwyciężyć wcale nie musi którykolwiek z uczestników. Ważna jest nagroda, która czeka na zwycięzcę - lek, jaki może uratować kogoś bliskiego. Nagrody są również przewidziane dla 5 kolejnych uczestników, którzy przebędą ostatni ekosystem najszybciej. Piekielny Wyścig nie jest już dla uczestników tak wielką tajemnicą jak na początku. Tella i jej przyjaciele wiedzą, już co nie co o prawach rządzących tym Wyścigiem oraz o jego historii. Czy ta wiedza pomoże im zwyciężyć? 

W opinii o pierwszym tomie pisałam, że brakowało mi tam lekkiej nuty elementów polityki. Związków pomiędzy uczestnikami oraz zasad na jakich opiera się Wyścig. Brakowało mi tych informacji o tym kto w tym wszystkim pociąga za sznurki. W drugiej części autorka nie rozwinęła tego elementu. Akcja zatrzymała się na tych informacjach jakie miał Guy i nie ruszyła dalej, a szkoda. Powieść zakończyła się w takim momencie, że myślę, iż niedługo musi pojawić się kolejny tom. Ja nie mogę się go wprost doczekać. 

W "Kamień i sól" autorka delikatnie zaczęła rozwijać wątek miłosny. Bohaterowie zbliżają się do siebie, są sekretne pocałunki oraz delikatne muśnięcia dłońmi ale brak ostatecznego wyznania. Czy to sprawa nieśmiałości czy może strach przed odpowiedzialnością za drugą osobę? Miłość powoli się rozwija, ale fabuła wręcz przeciwnie - pędzi jak szalona, a już niedługo może być za późno za jakiekolwiek słowa wyznania. 

"Kamień i sól" nie ustępuje w niczym swojej poprzedniczce. Książkę czytało mi się tak samo dobrze, jak "Ogień i wodę" i uważam, że ta książka skończyła się zbyt szybko. Serdecznie polecam książki V. Scott wszystkim fanom przygód i prawdziwych niebezpieczeństw. Te książki pokazują również siłę przyjaźni oraz dobrego serca. To co dobrego zrobimy dla innych naprawdę może do nas wrócić. 


Za książkę dziękuję wydawnictwu IUVI 

niedziela, 6 marca 2016

Recenzja- "Ogień i woda"

"OGIEŃ I WODA" - Victoria Scott 




Wydawnictwo - IUVI 

Rok wydania - 2015 

Liczba stron - 356



W życiu 16-letniej Telli Holloway wszystko jest nie tak. Jej brat jest umierający, a gdy kilkunastu lekarzy nie może ustalić, co mu dolega, rodzice decydują się zamieszkać w „Zapadłej Dziurze w Montanie”, by Cody miał „świeże powietrze”. Tella traci ukochane życie w Bostonie i przyjaciół, rodzice doprowadzają ją do szału, jej brat jest bliski śmierci, a ona – kompletnie bezradna…


…dopóki nie odbiera tajemniczych instrukcji, jak wystartować w Piekielnym Wyścigu prowadzącym przez dżunglę, pustynię, ocean i góry, by wygrać nagrodę, której Tella rozpaczliwie pragnie: lekarstwo na chorobę brata. Ale wszyscy uczestnicy pragną leku dla kogoś, kogo kochają, i walczą zaciekle – nie ma gwarancji, że Tella (lub ktokolwiek inny) przetrwa wyścig. Może liczyć tylko na swoją pandorę – zwierzątko, które powinno mieć niezwykłe zdolności, ale Tella nie ma pojęcia jakie, a nawet… czy w ogóle je ma.

Wyprawa jest mordercza, zegar tyka, a Tella wie, że nie może ufać nikomu, nawet członkom swojej grupy. Czy może zaufać przynajmniej Guyowi? Czy rodzące się uczucie pomoże jej wygrać wyścig, czy będzie przyczyną jej klęski?


Przyznam, że do tej książki przekonywałam się bardzo powoli. Słyszałam o niej już podczas premiery, jednak nie była ona na mojej liście książek do przeczytania. Obawiałam się, że poprzez swoją tematykę "Ogień i woda" okaże się kolejną powieścią z walką o przetrwanie w tle. Teraz kiedy, jednak zdecydowałam się przeczytać książkę Victorii Scott, przyznaje się do swojej pomyłki. "Ogień i Woda" bardzo mi się podobała, choć miała też swoje minusy, ale nie są to jakieś znaczące wady. 



Tella to typowa nastolatka, uwielbiająca wielkomiejski gwar Bostonu i spotkania z przyjaciółmi. Gdy jej brat Cody zapada na śmiertelną chorobę, a lekarze załamują ręce ich rodzice postanawiają wyjechać z miasta. Tak właśnie Tella trafia do Montany, gdzie średnio jej się podoba. Nudę i monotonię na wsi przerywa małe, niebieskie pudełko. Znajduje w nim instrukcję jak wystartować w Piekielnym Wyścigu i wygrać lek na ocalenie Cody'ego. Dziewczyna wbrew rodzicom wyrusza na otwarcie wyścigu i wybór swojej Pandory - zwierzęcia, które ma pomóc uczestnikowi wygrać Wyścig. Bohaterka w czasie pierwszych dwóch rund, będzie zmuszona przedzierać się przez las równikowy oraz pustynię. Żaden ekosystem nie ułatwi zwycięstwa uczestnikom.

Choć jak pisałam na początku, bałam się, iż "Ogień i woda" okaże się kolejną książką w typie Igrzysk Śmierci czy nawet Niezgodnej, to przyznaję, że tak nie jest. Victoria Scott może ciut inspirowała się prozą innych autorów, jednak głownie skupiła się na swoich pomysłach. Co zresztą bardzo jej się chwali.

Już od pierwszy stron główna bohaterka pokazała się od strony typowej nastolatki ( czy lakier do paznokci to naprawdę wysoce konieczny przedmiot w dżungli? ), potem niestety nie było lepiej ( jakie znaczenie mają włosy, czy makijaż w otoczeniu niebezpiecznych zwierząt ?). Tego nie potrafiłam zrozumieć. Ogólnie rzecz biorąc Tella była bohaterką, która choć próbowała być twarda i udawać silną to wcale taka nie była i w pewnych momentach po prostu przeżywała załamania. Moim zdaniem nie miała ona predyspozycji do udziału w takim Wyścigu, ale jak widać jednak ją wybrali. Tella najbardziej irytowała mnie w pierwszej części książki, podczas wyścigu w Dżungli, ponieważ w kolejnej części była już znośna. Oczywiście nadal rozprawiała w myślach o nieistotnych kwestiach, ale była już na tyle zahartowana, że wiedziała jak się zachowywać. Pomimo wad które starałam się Wam przedstawić powyżej, Tella miała też zalety. Była dobrą dziewczyną ( choć na początku może trochę próżną ), która kochała swojego brata i bardzo chciała dla niego wygrać lek ( niestety musiała sobie o tym dość często przypominać!). Była zaangażowana w Wyścig i w relacje z innymi uczestnikami oraz Pandorami. Tella to niewątpliwie bohaterka o wielkim sercu i dużej empatii, a to w jaki sposób broniła swojej Pandory było naprawdę zdumiewające. Mimo tego, nie byłam i nadal nie jestem przekonana co do tego, czy Tella ma naprawdę szanse wygrać Piekielny Wyścig.

Fabuła książki rozwija się z każdą stroną. Na początku jest trochę nudnawo, natomiast potem zaczyna się robić względnie a na końcu akcja pędzi tak, że czytelnik sam nie wie kiedy kończy ostatnie zdanie. Dużym plusem jest właśnie tak rozplanowana fabuła, aby wszystkie wątki szły swoim trybem. Autorka nic na siłę nie przyśpiesza, nie opóźnia. Dodatkowo czytelnik może liczyć na dużą dawkę nie tylko akcji pościgu przed niebezpieczeństwem, ale również na poznanie relacji panujących pomiędzy uczestnikami. Cieszy mnie fakt, że V. Scott skoncentrowała się na opisach wspólnych wędrówek uczestników, na posiłkach i postojach. Cały Piekielny Wyścig ma o tyle większy sens, iż Ci bohaterowie mają o co walczyć - lek, który uratuje ich bliskich. Taka wiedza działa lepiej niż niejeden doping. Na momenty akcji napiętych emocjami świetnie działała postać Pandory Telli - lisek. To moja ulubiona Pandora w książce.

Trochę żałuję, że w całej fabule brakowała więcej informacji o Wyścigu, o jego twórcach i początkach. Mam nadzieję, że kolejnych częściach autorka wzbogaci fabułę o te i inne informacje.

Ze swojej strony, mimo początkowej niechęci do bohaterki, miło wspominam lekturę "Ognia i Wody" oraz czym prędzej zabieram się za czytanie drugiego tomu ;)



Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu IUVI!


wtorek, 16 lutego 2016

Recenzja:" Kuracja Samobójców"

"KURACJA SAMOBÓJCÓW. Program część 2" - Suzanne Young 


Wydawca - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 444



Czasem o przeżyciu albo śmierci decyduje to, czy pamiętasz, kim byłeś. A to wcale nie jest oczywiste. 


Druga część historii dwojga nastolatków, walczących o przetrwanie w obliczu szalejącej epidemii samobójstw. 


Wszyscy młodzi ludzie, którzy zostają uznani za zagrożonych samobójstwem, trafiają do placówki tajemniczego programu terapeutycznego. Ich zainfekowany umysł najlepiej jest wyleczyć przez gruntowane oczyszczenie, po czym każdy staje się nowym człowiekiem, pozbawionym balastu wspomnień. Jednocześnie jednak traci własną tożsamość. A przecież nikt nie chce być wydrążony... 


Sloane i James podjęli próbę ucieczki przed chorobą i przed leczeniem, ale okazało się to trudniejsze, niż przypuszczali. Teraz, dołączywszy do grupy buntowników, muszą uważać na to, komu będę ufać, szukając sposobów na obalenie programu oraz powstrzymanie epidemii. Trudno się jednak działa, gdy pamięć świeci białymi plamami. 

Druga część Programu za mną. Po skończeniu pierwszej byłam bardzo ciekawa dalszych losów bohaterów. Nie mogłam doczekać się kontynuacji. Przeczytałam "Kurację Samobójców" i mogę powiedzieć na początku tylko tyle, że autorka utrzymała poziom z pierwszego tomu, zarówno pod względem stylu jak i fabuły. 

Druga część serii zaczyna się w momencie spotkania James'a i Sloane z innymi buntownikami. Na opustoszałej drodze, gdzieś w stanie Idaho a może dalej, spotykają Dallas - bardzo charakterną dziewczynę. To początek składu ruchu oporu przeciwko Programowi. 
Tymczasem epidemia samobójstw wciąż się szerzy wśród młodych ludzi. Rządowy Program wprowadza nowe zasady, które mają drastycznie powstrzymać falę choroby, pytanie tylko za jaką cenę? 

Kiedy "Kuracja Samobójców" dotarła do mnie, nie mogłam doczekać się aż poznam dalsze losy bohaterów. Czym prędzej zagłębiłam się w fabułę książki, historię Sloane i James'a oraz innych postaci i przepadłam. Powieść wciągnęła mnie do swojego świata kompletnie odpychając od rzeczywistości. Ciałem byłam tu, ale myślami daleko walczyłam razem z bohaterami o wolności. 

Wielką zaletą książki oprócz oczywiście fabuły, są postacie. Bohaterowie niesamowicie wykreowani i bardzo charakterni. Sloane to dziewczyna, której nie można nie lubić, chociaż w "Kuracji.." było kilka momentów, kiedy mnie ostro denerwowała. Czasami zachowywała się bardzo irracjonalnie co objawiało się tym, że zaprzeczała sama sobie. Jednak rozumiem, że stres i panika robi swoje a więc wybaczam. James to również człowiek z charakterem. Naprawdę można go podziwiać, chłopak jest młody a mimo to tak dokładnie wie czego chce i o co walczy. Ma postanowiony cel i cały czas dąży do niego. Stara się trzymać nerwy na wodzy, choć wiadomo, że to nie łatwe i czasami w każdy coś pęka. Te chwile załamania z jego strony to tylko przekaz, że nadal jest człowiekiem, człowiekiem którym targają emocje. Fascynuje mnie miłość Sloane i James'a. Mimo tylu przeciwności nadal są ze sobą i kochają się, walczą o siebie. Ich uczucie przetrwało leczenie Programu, choć oni wyszli z niego biedniejsi o wiele wspólnych wspomnień. 
Dallas to nowa bohaterka, która zawróciła całą fabułą. Jej niepohamowany charakter i sposób bycia wprowadził do powieści wiele pozytywnych emocji i chwil śmiechu. 
Został jeszcze Realm, postać którą polubiłam jakoś szczególnie. Myślę, że zapamiętam go na długo, jego niesamowite poświęcenie i wybory, jakich dokonał aby pomóc ukochanej osobie. Reprezentuje on wyborną miłość, uczucie tak czyste, że nie pyta, nie ocenia, nie chce niczego w zamian. 

"Kuracja Samobójców" jest niewątpliwie świetną kontynuacją, której nie da się odłożyć. Jestem szczęśliwa, że mogła ponownie spotkać się bohaterami w tym samym komplecie. Autorka dzięki swojej wyobraźni stworzyła niesamowity świat, który choć tak inny od naszego jest jednocześnie tak bliski nam. Przynajmniej ja to tak odczuwałam. Czytając tę i poprzednią część czułam silną więź z bohaterami i całym światem przedstawionym. Niesamowite uczucie, które towarzyszy mi przy czytaniu tylko niewielu książek.

Suzanne Young bardzo mnie zaskoczyła, gdyż w "Kuracji Samobójców" oprócz kontynuacji "Plagi.." możemy przeczytać sześćdziesięciu  stronicowy dodatek, który rozgrywa się 6 miesięcy później. Opowiada on, ku mojej uciesze o Realmie i jego działaniach, które mają pomóc mu odciąć się od poczucia winy. Bardzo dobrze czytało mi się tę mini opowieści, dzięki niej jeszcze bardziej poznałam tego bohatera, który jest mi szczególnie bliski.

Nie wiem co mogłabym napisać w podsumowaniu tej opinii, gdyż wszystko jest chyba zawarte wyżej. Oczywiście polecam Wam gorąco "Kurację .. " i całą serię S. Young. Czytajcie ją bo warto, warto poznać trochę inny świat i docenić to co mamy. 



Za egz. dziękuję Wydawnictwu Feeria Young! 

niedziela, 14 lutego 2016

Recenzja: "Armada"

"ARMADA" - Ernest Cline 


Wydawca - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 442

Zack Lightman całe życie miał głowę w chmurach, marząc, by świat trochę bardziej przypominał filmy i gry komputerowe, które pożera. Niechby jakieś fantastyczne, przełomowe zdarzenie roztrzaskało wreszcie monotonię jego bezbarwnej egzystencji i porwało go na szlaki kosmicznej przygody. 
W końcu co szkodzi sobie trochę pomarzyć. Ale Zack umie odróżnić rzeczywistość od fantazji. Wie, że tu, w realu, nadpobudliwi nastoletni gracze nie dostają misji zbawienia świata. 

Aż pewnego dnia widzi latający spodek. Więcej: ten statek kosmitów jest jakby żywcem wzięty z gry, której oddaje się co wieczór - popularnego stymulatora lotów "Armada". 

Nie, nie zbzikował. A jego umiejętności - wraz z umiejętnościami milionów podobnych mu graczy na świeci - będą potrzebne, by ratować planetę. Nareszcie jest jego upragniona szansa! Tylko gdzieś w tyle głowy czai się dziwna wątpliwość - podsycana przez pamięć opowieść sci-fi, których wyrastał - czy coś w tym scenariuszu nie wydaje się zanadto .. znajome? 

Książki z gatunku science fiction nigdy nie trafiały w mój gust. Zresztą nie tylko książki, ale również filmy. Wszelkie Gwiezdne Wojny są mi całkowicie obce. Jednak czasami lubię zrobić coś innego i tak właśnie pod wpływem chwili zdecydowałam się na przeczytanie Armady. Od początku czułam ten dreszcz i nie mogłam się doczekać, aż książka do mnie dotrze - moja pierwsza powieść sci-fi. 

Na początku pragnę zastrzec, że nie jestem czytelnikiem, który nałogowo czyta literaturę science fiction, dlatego moja opinia może być inna. Być może "Armada" jest kompletnym nie wypałem, jednak ja przeczytałam za mało książek tego rodzaju żeby to dostrzec. A więc moja opinia jest taka, że powieść mi się podobała, przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i mogę ją Wam gorąco polecić! 

Zack jest nastoletnim chłopcem, mieszkającym z matką w Beaverton wstanie Oregon. Ojciec chłopaka nie żyje praktycznie od  jego narodzin, a więc Zack nigdy go nie poznał. W dzień jak każdy młody człowiek, chodzi do szkoły, a popołudniami i wieczorami gra w ulubione gry wideo. Jego dwaj przyjaciele Cruz i Diehl również oddają się grom komputerowym. Spokojne życie chłopców burzy się nagle, gdy w środku dnia przed ich szkołą ląduje tajemniczy obiekt kosmiczny a mężczyźni w czarnych garniturach zabierają Zack'a. 

Jak nie trudno się domyślić "Armada" jest idealna dla fanów kosmicznych gier i tajemniczych istot z kosmosu. Ja do tej grupy nie należę a więc i większość przytoczonych przez autora tytułów filmów była mi obca. Inwazja pozaziemskich istot, które pragnął zniszczyć naszą cywilizację - specjalnie mnie nie pociąga. Jednakże książkę przeczytałam i jestem zadowolona. Zaufałam swojej intuicji i się nie zawiodłam. 

"Armada" opowiada o kosmicznej wojnie jaką prowadzi rasa ludzka z obcymi - mieszkańcami Europy, czyli odległego księżyca Jowisza. Przedstawiciele państw naszego globu zjednoczyli się tworząc Earth Defense Alliance (EDA) - sojusz militarny mający na celu obronę Ziemi przed kosmitami. Zack jako wielki fan odnoszący wielkie zwycięstwa w swoich grach komputerowych zostaje zwerbowany do szeregów EDA. Od tej pory jego marzenia  o wielkiej przygodzie zaczynają się spełniać. 

Ernest Cline sprawnie poprowadzi całą fabułę. Nie za szybko i nie za wolno, po prostu właściwie - tak, aby każdy nadążył a jednocześnie się nie zanudził na śmierć. Wiadomo, że powieści typu sci-fi potrzebują dokładnych opisów miejsc i postaci, ale w tej książce nie jest ich za wiele. Ilość ich była wystarczająca na tyle, abym nie pogubiła się w akcji. Dodatkowo autor stworzył bardzo barwnych i pewnych siebie bohaterów, których nie sposób nie lubić. Mamy głównego bohatera - Zacka, który dostaje wielką szansę na uratowanie świata oraz na poznanie swoich korzeni. Zack jest postacią jak najbardziej pozytywną i pełną humoru a jednocześnie ma w sobie pokorę. Potrafi myśleć, ufać a przede wszystkim podjąć właściwą decyzję. To człowiek, którego chętnie poznałabym w realnym świecie. Inni bohaterowie również odznaczają się wielką odwagą i poświęceniem. Poznajemy nowych towarzyszy broni Zack'a: Lex, Chen, Debbie, Zimalka i inni. 

Nie wiem dokładnie komu mogłabym polecić "Armadę", ponieważ mimo prostego języka i dobrze wykreowanego świata i postaci, nadal jest to książka z gatunku sci-fi. Zwiera więc skomplikowane nazwy wymyślonych statków kosmicznych, tajnych baz EDA i wiele innych nazw za pomocną, których autor przedstawił swój fabularny świat. Nie jestem pewna czy każdy czytelnik byłby zadowolony z takiej tematyki, ale z drugiej strony wszystko jest dla ludzi. Można więc iść za moim przykładem i spróbować czegoś nowego, zupełnie innego. Mnie "Armada" umiliła kilka dni i choć nie wkręciłam się jakość szczególnie w świat kosmitów to jestem zadowolona z wyboru powieści. 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


niedziela, 24 stycznia 2016

Recenzja: "Złe dziewczyny nie umierają"

"ZŁE DZIEWCZYNY NIE UMIERAJĄ" - Katie Alender 



Wydawca - Feeria Young 

Rok wydania - 2016 

Liczba stron - 360


Coś się dzieje z Kasey. Dziecięce dziwactwa, z których powinna wyrastać, zaczynają się przemieniać w niepokojące znaki. Kasey zawsze miała takiego czy innego hopla, ale teraz to się robi katastrofa. Odzywa się archaicznymi słowami. Oczy płoną jej jakimś nienaturalnym blaskiem... 
Jej 17-letnia siostra Alexis uświadamia sobie stopniowo, że w ich domu zaczaiło się zło i powoli pochłania Kasey. Jak mu się przeciwstawić? Jak uchwycić tego demona? I skąd wziąć do tego odwagę? 

"Złe Dziewczyny nie umierają" zaciekawiła mnie swoim demonicznym opisem. Krótki opis a mnie zainteresował na tyle, że po prostu musiałam przeczytać tą książkę. Spodziewałam się, muszę przyznać, czegoś bardziej strasznego i mrożącego krew w żyłach, ale mimo to, jak na książkę dla młodzieży to jestem nawet zadowolona. 

Alexis to młoda osoba, wyróżniająca się wyglądem wśród swoich rówieśników, a wszystko przez różowe włosy. Cóż róż różem, ale Alexis ma poważniejsze problemy. Przez swój wrodzony opór jest częstym gościem w gabinecie Pani dyrektor swojej szkoły. Rodzinne koligacje dziewczyny też są bardzo dziwne. Mieszka z wiecznie nieobecną w domu matką, która poświęca się karierze, ojcem, który jest jakby go nie było a wisienką na tym rodzinnym torcie jest młodsza siostra Kasey. Kasey jest dziwna, nawet bardzo.. Ma niecodzienne hobby jakim jest kolekcjonowanie przerażających lalek a dodatkowo ostatnimi czasu wokół niej dzieją się straszne rzeczy.

Alexis będzie zmuszona stanąć na wysokości zadania i zdobyć się na odwagę, aby przepędzić złego ducha, który opanował jej siostrę. Jednak to nie wszystko. Do tego jeszcze przed dziewczyną stoi nierozwiązana zagadka z przeszłości dotycząca poprzednich mieszkańców jej domu. Czy młoda 17-latka podoła temu wszystkiemu? 

Muszę przyznać, że choć autorce nie udało się mnie zbytnio przestraszyć, to zaciekawić fabułą a owszem! Od pierwszej strony wciągnęłam się w historię obu sióstr i śledziłam ich poczynania do ostatniej linijki. Może bez strachu i palpitacji serca, ale na pewno z dużym zainteresowaniem. Nie mogłam doczekać się, aż Alexis rozwiążę zagadkę byłych właścicieli domu oraz tego jak potoczą się losy jej siostry. 

Alexis naprawdę polubiłam jako bohaterkę i myślę, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić w realnym życiu. Kasey natomiast, cóż ta dziewczyna opanowana przez złego ducha czy nie, i tak nie zyskała mojej sympatii. 

"Złe dziewczyny nie umierają" przeczytałam bardzo szybko. Jest to zasługą autorki, jej dobrego stylu pisma, wyobraźni, dobrego rozplanowania akacji. Fabuła nie była na siłę przeciągana, a bohaterowie mieli jasne i przejrzyste zadania do wykonania. Nie znalazłam w tej książce żadnych zbędnych rozdziałów czy spraw, które można by pominąć. Wszystko to złożyła się na ogólny odbiór książki, który oceniam na bardzo dobry. 

Już dawno nie czytałam żadnej książki o takiej tematyce, więc to była miła odskocznia. Fajnie spędziłam czas, odkrywając razem z Alexis rodzinne sekrety, a to muszę przyznać - lubię najbardziej! 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!