środa, 15 czerwca 2016

Recenzja: "Czar Chanel"

"CZAR CHANEL" - Paul Morand, Coco Chanel



Wydawca - Wydawnictwo Literackie 

Data wydania - 2.06.2016 

Autobiografia Coco Chanel ilustrowana przez Karla Lagerfelda


Byłam nieposłusznym dzieckiem, nieposłuszną kochanką i wojowniczą projektantką, prawdziwym Lucyferem... Napisano o niej wiele książek, powiedziano wiele prawd, półprawd i kłamstw. W tej Coco Chanel sama opowiada o własnym życiu oraz o micie, który zrósł się z nią jak idealnie skrojona garsonka. Zabiera nas w świat smutnego dzieciństwa u znienawidzonych ciotek w Owernii, do Deauville 1914 roku, gdzie ze swetrów stajennych i treningowych trykotów szyje pierwsze dżerseje dla kurortowych elegantek, na gwarne spotkania przy rue Cambon, których stałymi bywalcami są Picasso, Cocteau, Cendrars, Satie, Braque i Lipschitz, uchyla drzwi do swojej pracowni, opowiada o wieloletnich przyjaźniach z Misią Sert, Diagilewem oraz Strawińskim, a także o jedynym mężczyźnie, którego kochała – Angliku, Boyu Capelu...

W tym świecie artystów, milionerów i bezlitosnych rywali życie mademoiselle Chanel było jak bajka o spełnionym marzeniu, a czasem jak koszmar na jawie. Mawiała, że życie dyktatorki to sukces i samotność, że trzeba mieć „kruchość stali”, by przetrwać...



Oto w moje ręce trafiła przecudnie napisana i wydana przez Wydawnictwo Literackie, jedna z najlepszych biografii najsłynniejszej projektantki mody wszechczasów. Mam na uwadze oczywiście niezwykłą ikonę stylu, urody i gracji - Coco Chanel. O tej niezwykłej kobiecie słyszał każdy, nawet ten kto kogo nie interesuje moda i najnowsze trendy. Chanel była na tyle rozpoznawalną osobowością w ówczesnym sobie świecie, że jej legenda przetrwała całe dekady. 

Coco urodziła się w roku 1883 we Francji. Ten dzień to święto entuzjastów modnych ubiorów i fanów Chanel. Ta kobieta była doprawdy niezwykła, widzę to teraz po zapoznaniu się z książką Paula Moranda. W Coco Chanel była zawarta cała gracja i wyczucie stylu, a także coś co przyciągało do niej ludzi. Obecnie świat wygląda zupełnie inaczej niż 100 lat temu, kiedy to Coco stawiała pierwsze kroki jako projektantka, jednak jej czar wciąż trwa. Ubiory przez nią uszyte nadal są rozpoznawalne przez szersze grono osób zaangażowanych w biznes modowy i nie tylko. Warto wspomnień o tym, że Chanel była również tancerką, piosenkarką, szwaczką, przede wszystkim była kobietą wolną, mającą w sobie wolność. Emanowała tą wolnością, przyciągała do siebie ludzi. Jej projekty były wychwalane i rozchwytywane za niebagatelne sumy. Wielką popularność przyniosła jej marka perfum Chanel No.5 . 

W "Czar Chanel" Paul Morand opisuje spotkanie z Chanel, która opowiada mu swoją historię. Rzeczy jakich nie przeczytamy w innych biografiach czy artykułach. Poznajemy Coco od innej strony, tej mroczniejszej i bardziej intymnej. Czytamy o trudnym dzieciństwie,  niespełnionych miłościach i burzliwych związkach. Odkrywamy Chanel jako człowieka , takiego jak każdy z nas - wszystko to dzięki niezwykłemu talentowi Moranda. 

Do tej książki Karl Lagerfeld zdecydował się narysować ponad 80 ilustracji, które w pełni oddają klimat tej niezwykłej kobiety. Powstała w wyniku tego cudownie wydana biografia, którą możemy się zachwycić. Na nasze 'achy' zasługuje talent pisarski Paula Moranda i rysunki Lagerfelda. Niezwykle polecam Wam przeczytanie tejże biografii. 


Za egz. biografii dziękuję Wydawnictwu Literackiemu! 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Recenzja: "Pieśń Shannary"

"Pieśń Shannary" - Terry Brooks



Wydawca - Wydawnictwo Replika 

Data wydania - 29.03.2016 

Liczba stron - 464


Pradawne zło odradza się w nowej postaci, poprzysięgając zemstę na wszystkim, co żyje. 
Druid Allanon wyrusza w niebezpieczną podróż, w której stawką jest istnienie całego świata. Z pomocą przychodzi mu jedyna spadkobierczyni magii elfów, władająca niezwykłą mocą pieśni, Brin Ohmsford. 
Lecz przepowiedziano im zagładę. Zło bowiem knuje, aby związać Brin z losem straszniejszym niż śmierć... 

Otworzywszy paczkę od wydawnictwa powiało w moją stronę fantastyką. Wiedziałam już, że książka ta będzie trudna dla mnie do przeczytania i zrozumienia, ale być może jednocześnie pobudzi mnie na tyle, abym przy niej nie zasnęła. Przy zagłębianiu się w historię Brin i Allanona udało mi się zachować przytomność umysłu i ciała. Oczywiście kontaktu ze mną nie było, ponieważ myślami byłam w świecie wykreowanym przez autora i patrząc z perspektywy czasu całkiem dobrze się tam bawiłam. 

Jak się dowiedziałam już po fakcie, po otrzymaniu książki Terry Brooks to autor bardzo,bardzo popularnego cyklu "Miecz Shannary". Cóż, o cyklu nie miałam pojęcia, nie przypuszczałam, iż książka ta podobnie jak poprzednie tomy, z założenia ma być świetna. U mnie z tą świetnością różnie jest, różnie bywało na poszczególnych etapach czytania. 

"Pieśń Shannary" rozpoczyna przybycie do Czterech Krain Druida Allanona, który na początku budzi strach w rodzeństwie Ohmsford, jednak po chwili zdobywa ich zaufanie. Brin i Jair muszą sami skonfrontować się z gościem i zapewnić mu potrzebną pomoc. W ten właśnie sposób Brin - spadkobierczyni Magii Elfów dowiaduje się o ciążącym na niej obowiązku uratowania Krainy przed powstającym na nowo złem. Wraz z Druidem wyrusza na spotkanie przygodzie, strasznej i bardzo niebezpiecznej, której skutków nikt nie może przewidzieć.  Dla jej brata - Jaira autor również przygotował niezwykłe przygody. Chłopak wraz z tajemnicza drużyną wyrusza w głąb Krainy, aby oczyścić rzekę z trucizny. Jeśli tego nie zrobi śmierć rozprzestrzeni się na kolejne zakątki Czterech Karin. 

Przyznam się, że książka ta wymagała ode mnie dużego skupienia i  wytrwałości w czytaniu. Spotykamy tutaj zupełnie fantastyczny świat, Elfy, Druidy, Gnomy, magia, zakazana księga - to wszystko jest na początku dziennym. Ja, jako czytelnik raczej innej literatury zostałam rzucona na głęboką wodę i utrzymywałam się na niej dość słabo. Nie byłam przyzwyczajona do takiego fantasy. Ciężko mi było ogarnąć temat dwóch oddzielnych wypraw, oczywiście ma to też plusy. Dzięki temu autor dostarczył mi więcej przygód i ciekawych doznań a także mogłam lepiej przyjrzeć się światu w powieści. Nie wątpliwie książka ta ma wiele zalet i jest dobrą lekturą, bardzo pouczającą w związku z podziałem na dobro i zło. 

"Pieśń Shannary" jest powieścią, która mnie zaskoczyła i lekko przeraziła. Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, nie wiem jednoznacznie czy mi się podobała czy nie. Ciężko mi szło czytanie jej, ale z drugiej strony fabuła  była naprawdę ciekawa i świat przedstawiony bardzo mnie zainteresował. Nie wiem czy będę sięgać po inne książki tego autora, teraz na pewno nie, co do przyszłości no to zobaczymy. Ogólnie mówiąc  ta książka to kawałek dobrej fantastyki, jeśli więc ktoś jest miłośnikiem tego typu literatury to zachęcam po sięgnięcie po "Pieśń..". Natomiast jeżeli nie czujecie się dobrze w takiej tematyce to myślę, że na zdrowie wyjdzie Wam sięgnięcie po inne książki, które umilą chwile. 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Replika! 

środa, 1 czerwca 2016

Recenzja: "Listy Niezapomniane 2"

"LISTY NIEZAPOMNIANE Tom II" - Praca zbiorowa, redakcja Shaun Usher 



Wydawca - Wydawnictwo SQN 

Data wydania - 18.05.2016 

Liczba stron - 416


Drugi tom Listów niezapomnianych to kolejny bogaty i inspirujący zbiór korespondencji, który przypomina nam, jak wiele z tego, co ważne w naszym życiu, uwieczniamy w listach.



Odkryj:
~ pożegnalną notatkę Richarda Burtona skierowaną do Elizabeth Taylor, 
~ przejmujący list matki do nienarodzonej córki, 
~ list Toma Clancy’ego, którego Ronald Reagan nazwał „opowiadaczem w moim stylu”, tym samym kładąc podwaliny pod fenomenalną karierę pisarza,
~ odpowiedź Davida Bowiego na pierwszy list od fanki z Ameryki,
~ list Karola Wojtyły do kuzynki Lusi wysłany zaraz po wyborze na papieża,
~ niezwykłą korespondencję między Grzegorzem Turnauem a Piotrem Skrzyneckim,
~ list Marge Simpson do pierwszej damy Barbary Bush, która stwierdziła, że Simpsonowie to „najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziała”,
~ odpowiedź Albusa Dumbledore’a na podanie o pracę na stanowisku profesora Obrony Przed Czarną Magią w Hogwarcie…

Od premiery pierwszego tomu Listów Niezapomnianych minął prawie rok. Moją recenzję poprzedniej części możecie przeczytać tu. Dziś pragnę Wam przedstawiać Listy w kolejnym tomie równie pięknie wydanym przez Wydawnictwo SQN. Ogromnie cieszę się z możliwości przeczytania drugiego tomu niezwykłych listów zebranych przez Shauna Ushera. Ta książka naprawdę zasługuje na wszystkie te "ochy" i "achy", które piętrzą się pod jej okładką na wielu stronach i forach. Mnie również przypadł zaszczyt zrecenzowania tejże pozycji. 

"Listy Niezapomniane tom II" to zbiór wszelkich listów, notatek, e-maili i innych form korespondencji spisanych przez wielu sławnych ludzi i nie tylko. Książka, podobnie jak poprzedni tom, przenosi nas do bardzo odległych czasów jak również nam współczesnych. Zawiera w swoim wnętrzu wiele fascynujących listów, których poznanie sprawiło mi niebywałą przyjemności. Czytając "Listy Niezapomniane" ma się uczuciu dumy, że to właśnie my mamy sposobność poznać tajemnice tak wielu wydarzeń i osób, które je tworzyły. 

Poziom drugiego tomu jest równie doskonały jak pierwszej części. Zawiera on oczywiście listy innych osób, które czyta się jak najbardziej przyjemnie. Książka ta umilała mi kilka wieczorów, które na pewno nie były zmarnowane. Uważam, że właśnie z takich publikacji możemy się wiele nauczyć, również historii. A więc idąc tym tropem, kolejnym atutem owej książki jest to, iż świetnie nadaje się ona na prezent dla kogoś bliskiego. Ma piękne wnętrze oraz jest przecudownie wydana. Okładka bardzo ładnie komponuje się z pierwszym tomem, obydwa super wyglądają na półce i posiadanie tych książek jest cudownym uczuciem. 

Recenzja ta ma na celu zachęcenie Was - czytelników do sięgnięcia po ten drugi tom "Listów Niezapomnianych". Dajcie ponieść się historii spisanej na papierze ( świetnej jakości!! ) i poznajcie osobiście listy osób, które na pewno przekażą Wam niezapomniane wydarzenia. 


Za egz. Listów dziękuję Wydawnictwu SQN! 

wtorek, 17 maja 2016

Recenzja:"Moja złota rybka zombie"

"MOJA ZŁOTA RYBKA ZOMBIE. W GÓRĘ PŁETWY" - Mo O'Hara 



Wydawca - Wydawnictwo Literackie 

Data wydania - 31.03.2016 

Liczba stron - 208 


Uwaga! Nowe, elektryzujące przygody rybki zombie!
Tymek z przyjaciółmi i Frankie, złotą rybką zombie, która jest także osobistym ochroniarzem chłopca, jadą na wycieczkę do Zatoki Węgorzy. Wszyscy nie mogą się doczekać noclegów w najprawdziwszej latarni morskiej. Niestety, na miejscu okazuje się, że w malowniczej zatoczce grasuje super niebezpieczny Diabelski Węgorz. Tytus, starszy brat Tymka, ma oczywiście szalony i bardzo tajny plan schwytania go i wykorzystania do własnych niecnych celów. W dodatku rybka Frankie ma stać się przynętą.
Co z tego wyniknie? Oczywiście mnóstwo zwariowanych wydarzeń i jeszcze więcej śmiechu!

"W górę płetwy" to druga część serii o przygodach bardzo inteligentnej rybki, jej opiekunów Tymka i Raviego oraz szalonego naukowca - Tytusa. Nie czytałam pierwszej części, ale myślę, że to nie istotne, ponieważ nie miałam dużych trudności ze zrozumieniem fabuły. 


"W górę płetwy" to bajka, taka historyjka dla troszkę starszych dzieci, jednak ja dorosła również fajnie się bawiłam czytając ją. Była to na pewno odskocznia od życia, problemów i poważnych lektur jakie czytałam do szkoły. Każdy od czasu do czasu powinien zabawiać się w takiego dzieciaka, którym był kilka lat temu, myślę ze chwila relaksu nie zaszkodzi. Książka ta jest doskonała na przerwę w czytaniu książek o większych gabarytach, wtedy kiedy nie mamy siły sięgać po kolejne tomy.

Bajka okazała się fajną lekturą, którą wyśmienicie się czyta. Można się przy niej się pośmiać i przeżyć z bohaterami liczne przygody. Fabuła jest dobrze skonstruowana, nie ma błędów logicznych, jest napisana przyjaznym i zrozumiałym językiem. Myślę, że spokojnie można ją polecić dzieciom do poczytania na dobranoc. 


Za egz. książeczki dziękuję Wyd. Literackiemu! 

Recenzja: "Zbrodnia hrabiego Neville'a"

"ZBRODNIA HRABIEGO NEVILLE'A" - AMELIE NOTHOMB 


Wydawnictwo - Literackie

Tytuł oryginału - Le crime du comte Neville 

Data wydania - 28.04.2016 

Liczba stron - 108 


Nastoletnia córka hrabiego Henri’ego Neville’a, crème de la crème arystokracji belgijskiej, o imieniu Sérieuse (Poważna), ucieka z domu. Hrabia odnajduje ją u wróżki. Ta oznajmia mu, że wkrótce, w czasie słynnego w całej okolicy garden-party Neville zabije jednego z zaproszonych gości. Ma to być ostatnie przyjęcie w posiadłości hrabiego, gdyż ten bankrutuje. Nasz bohater nie zastanawia się jednak czy w związku z przepowiednią, odwołać garden-party. Sprawdza jedynie, kogo z zaproszonych gości szczególnie nie lubi. Tych osób jest 25… W podjęciu decyzji ojcu pomoże córka, która słyszała przepowiednię.

Czy na mające nastąpić morderstwo będzie miała wpływ dramatyczna przeszłość Neville’a? A może rozwiązanie tajemnicy czai się w mrocznych murach posiadłości hrabiego lub w jego małżeństwie? Kto straci życie podczas krwawego garden-party?


Choć przyznaję, że wcześniej nie słyszałam o tej autorce, do czego raczej nie powinnam się przyznawać to opis tej książki zainteresował mnie na tyle, aby po nią sięgnąć. "Zbrodnia Hrabiego Neville'a" była krótką, ale niezwykle treściwą powieścią. 

Tytułowy hrabia należy do starej arystokratycznej rodziny, która słynie z przysłowiowego "zastaw się a postaw się". Myślę, że wiele osób po usłyszeniu przepowiedni, że zabije któregoś ze swoich gości przynajmniej zastanowiłoby się nad odwołaniem całego przyjęcia. Cóż jednak nie nasz Hrabia, dla którego odwołanie słynnego Garden Party byłoby nie do zniesienia. Nieszczęśliwie dla naszego bohatera będzie to ostatnie takie Party, którego będzie gospodarzem z uwagi na to, że niedługo potem zamek zostanie sprzedany. Rodzina Neville'a ma kłopoty finansowe i pozbycie się części majątku jest jedynym wyjściem z sytuacji. 

Tuż po usłyszeniu przepowiedni Hrabia Neville zaczyna zastanawiać się, którego to z zaproszonych gości nielubi najbardziej i kto najlepiej byłoby zabić. Najlepiej to znaczy tak, aby nie wywołać zbyt dużego skandalu oraz aby znajomi nie odwrócili się od niego i jego rodziny. Samo to już brzmi nieprawdopodobnie i niezwykle dziwnie. Właśnie taka jest ta książka - dziwna i pełna sprzeczności. Mamy tutaj do czynienia z mocnym, czarnym humorem, który przepełnia karty tej książki. 

Hrabia i jego rodzina, żona oraz dzieci są postaciami barwnymi. Takimi, których nie da się nie polubić. Całą książkę łącznie z fabułą i postaciami należy moim zdaniem przyjąć z przymrużeniem oka. Takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu - na szczęście. 

Powieść Amelie Nothomb jest szczególnym rodzajem powieści, łączącej fikcję z realizmem. Dodatkowego smaczku dodają bohaterowie - dziwnie śmieszni i lekko przerażający i ich konwersacje. Cała książka stąpa po cienkim lodzie i najmniejsze pchnięcie może spowodować katastrofę. 

Serdecznie polecam wszystkim spragnionym czarnego i śmiesznego humoru zarazem! 


Za egz. powieści dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 

czwartek, 12 maja 2016

Recenzja - "Wigilijne psy i inne opowieści"

"WIGILIJNE PSY I INNE OPOWIEŚCI" - Łukasz Orbitowski 



Wydawnictwo - Sine Qua Non 


Rok wydania - 2016 (II wydanie ) 

Liczba stron - 480 


Kultowe opowieści Łukasza Orbitowskiego.

Niewyjaśnione samobójstwa taksówkarzy. Droga widziana tylko przez nielicznych. Spalony blok z lokatorem, którego nie powinno w nim być. Przekręt wystawiający przyjaźń na próbę. Przesyłka na zawsze odmieniająca życie doręczyciela…

Łukasz Orbitowski w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt przed nim, pokazuje świat, w którym rodzą się współczesne koszmary: świat polskich blokowisk, miejskiego brudu, pierwszych poważnych związków, porannej wódki. Krwisty, podszyty czarnym humorem język tych opowieści, a także niezwykła wyobraźnia autora sprawiają, że Wigilijne psy hipnotyzują i niepokoją od pierwszych stron.


Łukasza Orbitowskiego poznałam dopiero niedawno własnie podczas czytania "Wigilijnych Psów ..". Trochę późno zważywszy na to, że autor ma już na swoim koncie inne książki, które okazały się (podobno) całkiem sensowne. Jednak, cóż lepiej teraz czyli późno niż w ogóle. Nie wybaczyłabym sobie nie poznając twórczości Orbitowskiego. 

"Wigilijne psy i inne opowieści" to zbiór ponownie wydanych opowiadań wzbogacony oczywiście o kilka nowszych treści. Każde opowiadanie stanowi osobną część całości, która w końcowym efekcie wypada naprawdę dobrze. Nie jestem zwolenniczką czytania opowiadań i innych krótkich form, jednak jak widać czasami można się przemóc, a nóż wyjdzie z tego coś dobrego. Z "Wigilijnych psów(...)" wyszyło dużo dobrego, m.in. kilka naprawdę fajnie spędzonych dni z buntowniczymi bohaterami, którzy mogliby być moimi sąsiadami. Tacy właśnie są bohaterowie tego zbioru opowiadań, zwyczajni i normalni. Zwykli ludzie, mieszkańcy miast, miasteczek i blokowisk. Podobnie cała książka emanuje polskimi klimatami i czytając naprawdę czuć tę Polskość. Zagraniczni pisarze piszą nieco inaczej, nawet jeśli w ich powieściach zawierają się przekleństwa to nie ma ich aż tak dużo jak we współczesnych polskich lekturach. Nie obniża to oczywiście wartości książki Orbitowskiego. 

"Wigilijne Psy i inne opowieści" to historie pisane przez młodego i buntowniczego pisarza, którym był Łukasz Orbitowskich kilka lat temu. Tę młodzieńczą kreskę widać w słowach, jakimi się posługują bohaterowie oraz w zarysie fabuły. Powieść ta może być traktowana jako swojego rodzaju bunt przeciwko ustalonym regułom literackim. Orbitowski, podobnie jak wielu zapewne przed nim pokazuje, że książka może być mocna i do szpiku kości straszna. Autor z należytą starannością skupia się na detalach i płynności akcji. Wszystkie opowiadania są bardzo charakterystyczne, a więc bez problemu można je rozpoznać dosłownie wszędzie. Cięte riposty, ostry język i dużo czarnego humoru to niektóre z elementów jakie przenikają przez książkę Orbitowskiego. Każde z jedenastu zawartych w  książce opowiadań cechuje się bezwzględnością, przemocą, strachem i złem, które otacza bohaterów i czytelników. 

Cieszę się z możliwości zapoznania z twórczością Łukasza Orbitowskiego. "Wigilijne psy i inne opowieści" już za mną, ale jeszcze wiele książek tego autorka czeka na mnie na księgarskich półkach. Polecam wznowiony przez Wydawnictwo SQN zbiór opowiadań Orbitowskiego! 


Za egz. książki dziekuję Wydawnictwu Sine Qua Non

czwartek, 5 maja 2016

Recenzja: "Zdrada"

"ZDRADA" - MARIE RUTKOSKI 




Wydawnictwo - Feeria Young

Tytuł oryginału - The Winner's Crime 

Data wydania - 17.03.2016

Liczba stron - 408


Jak wysoka może być cena niebezpiecznych kłamstw i niegodnych zaufania sojuszy? - tę zasadę Kestrel, córka valoriańskiego generała Trajana, przejęła właśnie od swojego ojca i z powodzeniem stosowała w życiu. Musiała naginać fakty do bezwzględnej rzeczywistości i szpiegować, by odsłonić prawdę. Wiedziała, że realizacja celu wymaga czasem poświęcenia siebie i innych.

Większość dziewcząt marzy o królewskim ślubie, o pięknej sukni i balu do świtu. Dla Kestrel jednak ślub oznacza życie w klatce, którą sama zbudowała. Obawia się wyznać Arinowi prawdę o zaręczynach: że zgodziła się na małżeństwo z księciem pod warunkiem, że Arin odzyska wolność. Bo czy może mu ufać? I czy może w ogóle ufać samej sobie? Jest przecież mistrzynią iluzji jako szpieg na królewskim dworze. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, jej własny kraj ogłosi ją zdrajczynią. Nie może jednak zrezygnować z podjęcia próby zmiany swojego bezwzględnego świata, co doprowadzi ją do szokującego sekretu.


Po pierwszym spotkaniu z twórczością tej autorki w "Pojedynku" - pierwszej części Niezwyciężonej miałam bardzo mieszane uczucia. Odnosi się to i do samej książki jak i całej serii. Nie byłam do końca zadowolona z "Pojedynku". Przeczytałam go w miarę dobrym tonie, jednak potem przyszła chwila zastanowienia i uczucie nie do końca ogarniające całą fabułę. Krótko mówiąc w poprzedniej części czegoś mi brakowało, czegoś co by sprawiło, że książka ta stałaby się moją ulubioną. Wbrew temu postanowiłam przeczytać "Zdradę", który wywarła na mnie o wiele lepsze wrażenie niż jej poprzedniczka. 

W "Zdradzie" mamy do czynienia z większym rozmachem akcji, która sięga dalej. Pomimo iż obracamy się tylko w obrębie pałacu cesarza to miałam wrażenie, że w tej części więcej się działo. Bohaterowie byli bardziej wyraziści i bardziej zapadli mi w pamięci. Kestrel i Arin to na pewno postacie mające swoje miejsce w sercach czytelników już dawna. W moim sercu zagościli dopiero po przeczytaniu drugiej części Niezwyciężonej, jednak jak mówią - lepiej późno niż wcale. 

"Zdrada" opowiada o dalszych losach Kestrel - córki valoriańskiego generała oraz Arina - niegdyś herrańskiego niewolnika a obecnie gubernatora Herranu. Po zamieszkasz kończących "Pojedynek" doszło do przywrócenia wolności Herranowi, jednak nie do końca. Ludzie mieszkający tam, nadal są pod wpływami cesarza Valorii i są zobowiązani do płacenia podatków - na które nie mają pieniędzy. Herrańczycy łącznie ze swoim nowo wybranym gubernatorem nie wiedzą dzięki komu zawdzięczają jako taki 'spokój'. Kestrel zdecydowała się na bardzo radykalny krok, aby ocalić ukochanego Arina. Jednak gra na dwa fronty nie będzie łatwa. W pałacu cesarza nawet ściany mają uszy a to nie ułatwia spiskowania przeciwko Valorii. 

Mimo poczucia zdrady, jaką odczuwa Arin po ucieczce Kestrel postanawia on przyjąć zaproszenie na bal zaręczynowy dziewczyny z synem cesarza. Sama świadomość, że ukochana niedługo wyjdzie za mąż za innego mężczyznę doprowadza Herrańczyka do szału. Wydarzenia rozgrywające się w pałacu nie ułatwiają mu trzymania nerwów na wodzy i języka za zębami. Wszystko to  w połączeniu z czujnym okiem cesarza nie wróży nic dobrego. 

W moim odczuciu "Zdrada" wyszła autorce dużo lepiej od "Pojedynku". Książkę tą czytałam, ponieważ naprawdę trzymała mnie w napięciu do ostatniego rozdziału. Bardzo byłam ciekawa losów bohaterów i tego jak wybrną oni z trudnych i zawiłych koligacji miłosnych. Część ta przepełniona była emocjami, pełna wrażeń i dziwnych oraz skomplikowanych relacji jakie czytelnik może obserwować na Dworze cesarskim. Jak wiadomo już od dawna, tam gdzie jest władza są też intrygi, a tych w "Zdradzie" mamy niemało. Z perspektywy czytelnika obserwowanie mieszkańców i gości Dworu było to dla mnie bardzo ciekawe i interesujące. 

Na pochwałę zasługuje oczywiście również cała fabuła skrupulatnie wymyślona przez autorkę. Podział na Valorię i Herran był dobrym pomysłem już od początku serii. Ciekawiło mnie czy w następnych częściach cały system zostanie zachowany i w "Zdradzie" już możemy obserwować zmiany zachodzące w tych krajach. 


"Zdradę" czytało mi się bardzo fajnie i z zaciekawieniem. Myślę, że to była dobra decyzja, aby nie zniechęcać się po pierwszej części serii. Jak widać, kolejna może być jeszcze lepsza. 


Za egz. "Zdrady" dziękuję Wyd. Feeria Young!