środa, 18 stycznia 2017

Recenzja - Astrologiczny przewodnik po złamanych sercach

"ASTROLOGICZNY PRZEWODNIK PO ZŁAMANYCH SERCACH" - Silvia Zucca

Alice Bassi, singielka (nie z wyboru), z trzydziestką na karku i pracą bez widoków na błyskotliwą karierę, odbiera wiadomość o ślubie swojego byłego chłopaka jako przysłowiowy gwóźdź do trumny. Jakby tego było mało, Davide, przystojniak, który zaczął pracę w jej firmie - małej stacji telewizyjnej - ma przeprowadzić redukcję personelu. Reasumując, nic nie idzie po myśli bohaterki. Przynajmniej do momentu, kiedy spotyka Tia, młodego aktora przekonanego, że klucz do sukcesu jest tylko jeden i jest nim astrologia. Ale nie ta publikowana na łamach kolorowych magazynów, tylko ta „prawdziwa” związana z umiejętnym czytaniem gwiazd, które skrzą się na nieboskłonie tylko po to, by wskazywać nam pomyślne dni dla sfery zawodowej i dla znalezienia drugiej połówki. Choć sceptyczna, Alice postanawia spróbować i zaczyna umawiać się z mężczyznami spod znaku zodiaku kompatybilnego z jej znakiem. Niestety, dopasowanie astrologiczne nie uchroni jej przed nieodpowiednimi znajomościami, okrutnymi rozczarowaniami i nieprzyjemnymi niespodziankami. Podobnie jak nie będzie miało wpływu na to, że Davide z każdym dniem będzie coraz bardziej pociągający. I tak, krok po kroku, Alice odkryje, że być może prawdziwa miłość, wcale nie jest zapisana w gwiazdach… 


„Astrologiczny przewodnik po złamanych sercach" to pozycja bardzo kobieca, łatwa i przyjemna w odbiorze. To książka na wieczór po ciężkim dniu pracy czy nauki. Dla relaksu i odprężenia oraz dla refleksji po skończonej lekturze. 


Jak można się domyślić książka Silvi Zucca jest pozycją typowo celowaną dla kobiet. Dla tych młodszych i tych nieco starszych. Myślę, że każda z nas odnajdzie tu coś dla siebie. A do odkrycia mamy bardzo dużo. 

„Astrologiczny przewodnik po złamanych sercach" jest pozycją przepełnioną dobrym humorem i prześmiesznymi dialogami bohaterów. Na każdej prawie stronie znajdziemy jakąś anegdotę lub fragment, który rozbawi nas do łez. Lektura tej pozycji na pewno wprawi was w świetny humor, który będzie się utrzymywał jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. Humor w połączeniu z lekkim piórem autorki i główną bohaterką, którą można nazwać polską Bridget Jones daje niesamowitą pozycję. Gdy dodamy do tego jeszcze astrologię i znaki zodiaku, które stanowią główne tło dla fabuły - wtedy naprawdę nie potrzebujemy nic więcej. Pomiędzy kolejnymi częściami książki autorka wplata krótką, przezabawną notatkę na temat określonego znaku zodiaku i opisu osób, których on dotyczy. Ta książka sama w sobie jest swoją największą reklamą i zachętą dla czytelników. 

Myślę, że pomimo, iż nie jest to lektura wysokich lotów to na pewno wprawi czytelnika w świetny nastrój. Czasami każdy z nas potrzebuje takiej lekkiej i przyjemnej dla serca książki. „Astrologiczny przewodnik po złamanych sercach" będzie idealnym wyborem na chwile smutku i zwątpienia. Świetnie również rozprawi się ze wszelkimi 'dołami' i innymi dyskomfortami umysłu i serca. 

Wydawnictwo MUZA
Data Wydania - 9.11.2016
Liczba stron - 560


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MUZA!

sobota, 14 stycznia 2017

Recenzja - Pax

"PAX" - Sara Pennypacker 

Odkąd Peter uratował osieroconego liska, on i Pax byli nierozłączni. Pewnego dnia dzieje się jednak coś, czego Peter nigdy by się nie spodziewał: jego ojciec idzie do wojska i chłopiec musi się przeprowadzić do dziadka, którego słabo zna i raczej nie lubi (ze wzajemnością) – a lisa wypuścić do lasu.
Jednak już pierwszej nocy Peter wymyka się z domu dziadka i wyrusza do swojego, oddalonego o 500 kilometrów, gdzie ma nadzieję zastać Paxa.
Lis w tym czasie musi się nauczyć, jak przetrwać w dzikim lesie, i na nowo odkryć świat ludzi i zwierząt. Nigdy jednak nie traci nadziei, że jego chłopiec po niego wróci.

Czy dwunastolatek dotrze sam do domu? I czy odnajdzie tam Paxa? 

 
Oto przed Wami cudowna powieść na miarę „Małego Księcia" różniąca się jednak tematyką. „Pax" jest nieco inny od typowych powieści. Ta książka jest idealna dla każdego - dla dziecka i dorosłego. Dla wszystkich którzy szukają sensu w świecie, w tym co nas spotyka i otacza, w cierpieniu i miłości. Naprawdę warta przeczytania i polecenia książka o życiu i nadziei, że to wszystko ma sens. 

Sara Pennypacker na przemian pisze książkę z perspektywy chłopca i lisa. Dzięki temu zabiegowi otrzymujemy pełny wymiar tej przepięknej powieści. Styl pisania autorki jest lekki, a więc przypadnie ona do gustu również młodszym czytelnikom. W „Paxie" odnajdziemy też wiele cennych cytatów, które warto zapamiętać. Dzięki temu ta książka naprawdę ma szansę na sławę i rozgłos na miarę współczesnego „Małego Księcia". Mnie bardzo spodobał się fragment opisuje wojny, który moim zdaniem będzie bardzo łatwy do rozumienia dla dziecka. Ono nie wie czym jest prawdziwa wojna i co ze sobą niesie, a taki opis pozwoli mu dostrzec to, co w wojnie jest złe. 

 „- Co to jest wojna? 
- Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi." 

 „Na zachód stąd, gdzie już jest wojna, gdzie ludzie zabijają jedni drugich, ziemia jest całkowicie zniszczona. Wrony przynoszą wieści. Rzeki są zatamowane. Gleba tak wysuszona, że nic na niej nie rośnie, nawet najbardziej odporne chwasty. Zające i węże, bażanty i myszy... wszystkie stworzenia wybite."

Wspomniałam o tym, iż „Pax" jest powieścią dla każdego. Jest tak dlatego, że zawiera ona w sobie wiele elementów i każdy z nich może być odczytany na różne sposoby. Co się z tym wiąże, każda osoba ma szansę odnaleźć w tej pozycji coś dla siebie. Interpretacja tej książki jest dowolna i zapewniam, że każda z nich będzie właściwa. „Pax" jest książką o przyjaźni, miłości, tęsknocie, bólu, cierpieniu, wojnie ale również o nadziei. Właśnie tego ostatniego bardzo często ludziom brakuje. Warto sięgnąć po książkę Sary Pennypacker, po to, aby docenić swoje życie i przyjaciół jakich mamy wokół siebie. 

Historia chłopca i lisa to nie tylko bajka dla dzieci, ale również alegoria naszego życia i nas samych. Książkę tą możemy odczytywać dosłownie i w sposób symboliczny. Ja zachęcam przede wszystkim do tego drugiego. Uważam, że po skończonej lekturze warto poświęci jeszcze chwilkę, aby raz jeszcze przejrzeć cudowne rysunki Klassena i pomyśleć. Nad bohaterami powieści i ich losem, oraz postarać się przełożyć to na nasze życie. 


„Pax” został nominowany w plebiscycie „Książka Roku 2016” w kategorii literatura dla młodzieży organizowanym przez serwis literacki Granice.pl!  Można głosować do 25 stycznia 2017 roku TUTAJ

Wydawnictwo IUVI 
Data wydania - 26.10.2016 
Liczba stron - 296


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu IUVI

wtorek, 10 stycznia 2017

Recenzja - Tajemny Ogień i Tajemne Miasto

"TAJEMNY OGIEŃ" & "TAJEMNE MIASTO"


Dzielą ich setki kilometrów, łączy przeznaczenie.

Taylor Montclair (Anglia) :
Pewnego dnia wybuch złości Taylor powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje
położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. Dziewczyna poznaje szokującą
prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że drzemie w niej tajemny ogień.

Sacha Winters (Francja) :
Setki lat temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń  pierworodnych synów z rodu jej zabójców. Sacha jest trzynasty – za osiem tygodni ma
umrzeć. Na świecie jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc.

Czy Taylor i Sacha zdążą się odnaleźć, nim on zginie, a świat pochłonie ogień?
Pradawna moc i śmiertelna klątwa, szaleńczy wyścig z czasem i walka z przeznaczeniem. 



 ←  PREMIERA 11 STYCZNIA 2017 

Taylor i Sacha ukrywają się w oksfordzkim Kolegium Świętego Wilfreda. Tu, pod opieką alchemików, są bezpieczni – przynajmniej na razie. Taylor trenuje, by móc stawić czoła siłom mroku, a Sacha w starych księgach szuka wskazówek na temat swojego losu.

Czas płynie nieubłaganie. Ciemne moce przybierają na sile i zaczynają zagrażać całemu światu. Za siedem dni chłopak skończy osiemnaście lat, a wtedy pradawna klątwa, która do tej pory go chroniła, ma sprawić, że Sacha zginie. Jest tylko jeden sposób, aby to powstrzymać. Bohaterowie muszą dotrzeć do miejsca, gdzie ród L’hiverów został przeklęty, i zmierzyć się z demonami.
Taylor i Sacha wyruszają w niebezpieczną podróż. Stawką jest życie tych, których najbardziej kochają.


Dzięki uprzejmości wydawcy mogłam przeczytać obie książki, w tym drugą część przed premierą. Po przeczytaniu „Tajemnego Miasta" miałam podobne odczucia co po pierwszym tomie, a więc postanowiłam, że recenzja ich będzie wspólna. 

Zacznę od pierwszego tomu czyli  „Tajemnego Ognia". Książka mnie zaciekawiła opisem wydawcy na okładce. Tajemnicze stowarzyszenia i zagadki z przeszłości to bardzo lubiane przeze mnie elementy w powieściach. W skrócie mogę powiedzieć, iż książka mnie specjalnie nie porwała, ale też nie rozczarowała. Okazała się tym, czego oczekiwałam, na co byłam gotowa. Momentami była nawet troszeczkę przewidująca i ciut schematyczna. Pomimo to wiedziałam, że chcę sięgnąć po drugi tom, ponieważ ciekawiło mnie zakończenie i losy bohaterów.

Co do głównych bohaterów czyli Taylor i Sachy mam mieszane uczucia. W pierwszym tomie nie przepadałam za dziewczyną. Sacha mnie intrygował i byłam bardzo ciekawa jak potoczą się jego losy w kolejnej części. Mogę powiedzieć, iż w „Tajemnym Mieście" zaczęłam lubić Taylor, miałam wrażenie, że trochę ona wydoroślała i zmieniła swoje nastawienie do walki. W pierwszym tomie nie podobało mi się to, że z jednej strony posiadała moc, a z drugiej zawsze w obliczu zagrożenia  liczyła na czyjąś pomoc. Uważam, iż jako niezależna bohaterka powinna liczyć bardziej na siebie i swoje umiejętności. Na szczęście druga cześć cyklu pokazała mi, że Taylor również potrafi panować i podejmować decyzje. 

„Tajemny Ogień" zakończył się w momencie dotarcia Taylor i Sachy do Kolegium Świętego Wilfreda. Od tego momentu również rozpoczyna się tom drugi czyli „Tajemne Miasto". Ta część okazała się dużo lepsza od poprzedniej. Co przez to rozumiem? - To, że o wiele bardziej mnie zaciekawiła i bardziej przykuła moją uwagę do fabuły. Można powiedzieć, iż w niektórych momentach po prostu nie mogłam odłożyć czytania, tylko musiałam doczytać do końca tego fragmentu. W wielu momentach akcja powieści naprawdę była bardzo szybka i równie dynamiczne były reakcje bohaterów.  

Autorki trzymają czytelnika do samego końca w niepewności. Nie wiadomo co się wydarzy i jak zakończy się ta historia. Czy Taylor uda się zdjąć klątwę i uratować Sachę? Na to pytanie odpowiecie sobie czytając „Tajemne Miasto". Ja ze swojej strony powiem jeszcze tylko, że cała seria jest ciekawa. Wydaje mi, że dla młodzieży może się ona okazać bardzo wciągająca i pełna zapierających dech w piersi zwrotów akcji. Seria ta nie jest czymś nowatorskim i nie otwiera przed czytelnikiem całkiem nowych horyzontów literackich, ale jest przyjemna w odbiorze. Nie odnajduję w tych książkach znaczących błędów myślowych i innych, które przeszkadzały by w czytaniu. 



Wydawnictwo Otwarte - Moondrive 



Za możliwość przeczytania obu części dziękuję Wydawnictwu Moondrive!  

sobota, 7 stycznia 2017

Recenzja - "Muza"

"MUZA" -


Po jednej stronie płótna dziewczyna trzyma odciętą głowę swojej siostry, po drugiej − lew, który za chwilę poderwie się do zabójczego skoku... Obraz, który latem 1967 roku trafia do renomowanej galerii w Londynie, elektryzuje środowisko marszandów. To może być „śpioch”, dzieło młodego hiszpańskiego artysty z lat 30. XX wieku zaginione w trakcie wojny. Potwierdzają to listy z muzeum Prado oraz fundacji Peggy Guggenheim. Wskutek szczególnego zbiegu okoliczności stenotypistka zatrudniona w galerii, 26-letnia Odelle Bastien, trafia na trop fascynującej historii z Andaluzji roku 1936. Losy Harolda Schlossa, Żyda z Wiednia, który pośredniczy w sprzedaży dzieł Kokoschki, Klee i Klimta, jego pięknej żony Sary i niezwykle uzdolnionej córki Oliwii, w nieoczekiwany sposób splotą się z jej własnym. Czarnoskórej imigrantki z Trynidadu, która choć nagrodzona prestiżowym literackim wyróżnieniem za debiutanckie opowiadanie, z trudem znajduje swoje miejsce w ksenofobicznym Londynie.

Jessie Burton dwa lata temu zachwyciła mnie „Miniaturzystką". Przeczytałam ją i całkowicie zachwyciłam się talentem literackim autorki. Ta książka była niesamowita i pięknie napisana. Dwa długie lata autorka kazała nam czekać na koleją powieść spod swojego pióra. W końcu nadeszła premiera „Muzy". Czy dorównuje ona swojej poprzedniczce? Moim zdaniem zdecydowanie tak. 

Akcja „Muzy" dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych. Jedna z nich to lata 60. XX wieku i losy czarnoskórej panny Bastien, która zaczyna pracę w renomowanym Instytucie  Skeletona. Tam poznaje swoją szefową, intrygującą Marjorie Quick, która skrywa nie jedną tajemnicę. Pewnego dnia do galerii trafia obraz sprzed 30 laty, który być może jest odkryciem na skalę światową. Druga płaszczyzna to lata 30. XX wieku, Hiszpania; Andaluzja. W małej posiadłości zamieszkują państwo Schloss wraz z córką Oliwią. W doglądaniu domostwa pomagają im Izaak i Teresa Robles - rodzeństwo mieszkające nieopodal. Już niedługo te  dwa światy połączy pewien obraz, który stanie się przyczyną wielkiego zamieszania. 

„Muza" okazała się powieścią, na którą warto było czekać dwa lata. Jest niesamowita i równie pięknie napisana jak „Miniaturzystka". Dwa odlegle światy, w których tempo akcji choć na chwilę nie zwalnia łączą się jednym elementem - obrazem. Bardzo dokładnie przemyślana fabuła i bardzo dobrze skonstruowana. Każdy element tej powieści ma swój cel i doskonale dopełnia całość książki. Akcja powieści z każdą kolejną stroną nabiera szybszego tempa i nie pozwala na przerwanie lektury. Ciekawość czytelnika jest silniejsza od spraw codziennych i snu. Takie właśnie powinny być książki. 

Najnowsza powieść Jessie Burton zachwyca swoją tajemniczością i historią oraz cudownym nastrojem. Tej książki się nie czyta, ale się nią delektuje, każdym słowem. Z jednej strony ciekawość tego co skrywają ostatnie zdania, a z drugiej chęć pozostania w tym świecie na dużo dłużej. Walka, którą będziecie toczyć z tą książką warta jest ofiar w postaci snu czy jedzenia. To bez znaczenia jeśli spojrzy się na ostatnie zdanie i poczuje satysfakcję, która wypełni Wasz umysł.

„Muza" jest pełna tajemnic i skrywanych sekretów przeszłości. Aby je odkryć trzeba przeczytać tę książkę. Jednak ostrzegam, że po skończonej lekturze długo nie będzie mogli znaleźć sobie miejsca. Ja już pragnę kolejnej książki Jessie Burton.  


Wydawnictwo Literackie 
Data Wydania - 24.11.2016 
Liczba stron - 480


Za tę cudowną powieść dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

środa, 4 stycznia 2017

Recenzja - Ślady

"ŚLADY" - Jakub Małecki 


Koniec świata za każdym razem wygląda inaczej. Jest pędzącą kulą, błyskiem szkła, odgłosem pukania do drzwi. Czasami nadchodzi w huku. Czasami cicho krąży wokół stołu.
Tadeusz Markiewicz ginie na wojnie, ale nie umiera cały. Pada na ziemię z rozerwaną głową, aby od tej pory trwać w życiach innych. Jego daleka krewna, Bożena Czerska, zostaje po wojnie światowej sławy modelką i uciekając przed samą sobą, odciska ślad na każdym, kogo spotka. Jej ojciec, Ludwik, każdego dnia budzi się, nie wiedząc kim jest, a jednak próbuje być kimś. Kolejne życiorysy przeplatają się coraz gęściej, tworząc niepokojącą mozaikę radości, tęsknoty i strachu.

Wojna, miłość, szaleństwo i wspomnienia. Mordercy, kochankowie, ofiary i szaleńcy. Kryminaliści, muzykanci, żołnierze oraz gwiazdy ekranu. Ludzie z wielkimi marzeniami i przeszłością, o której chcieliby zapomnieć. Ci, którzy żyją tylko w połowie i ci, którzy chcą żyć wiele razy.


Jakub Małecki jest pisarzem i tłumaczem wielu książek. Największą sławę przyniosła mu powieść „Dygot". Niestety nie czytałam jej, a więc nie mam nawet porównania pomiędzy „Śladami" a innymi książkami tego autora. Po lekturze tej najnowszej pozycji Małeckiego moje zdanie na temat twórczości tego pisarza jest dość znikome. Jego powieści są na pewno czymś nowatorskim na polskim rynku literackim. Jednak wydaje mi się, iż tego typu książki nie są dla wszystkich czytelników. Uważam, że nie każdy z nich będzie potrafił docenić prostą formę jaką stosuje Jakub Małecki.


„Ślady" są moim zdaniem bardzo specyficzną książką, którą na początku ciężko jest zrozumieć i wciągnąć się w nią. W przypadku tej pozycji trudno mówić o jednolitej fabule. Książka składa się z opowiadań, które łączy niepowtarzalny klimat szarej i brudnej codzienności. Każdy fragment skupia się na innym bohaterze, ale ich losy łączą się ze sobą i przeplatają wzajemnie. Bohaterami tej książki są różni ludzie; młodzi, wchodzący w dorosłe życie i starcy, którzy przygotowują się na ostateczne odejście. Są wśród nich również ludzie żyjący na poziomie, majętni oraz osoby dziwne, żyjące na uboczu, czasami wręcz z chorobami psychicznymi. Często zdarza się, że autor przedstawia kolejnych bohaterów na różnych etapach ich życia. Mamy okazję śledzić ich losy, a czasami też wyprzedać rzeczywistość.  Jakub Małecki pokazuje nam obraz polskich osiedli, blokowisk, odrażających miejsc, które budzą w nas zniesmaczenie. 

Książka Małeckiego zwraca uwagę na kilka problemów, z którymi borykają się jej bohaterowie, ale być może my również. Wśród postaci w „Śladach" łatwo możemy dostrzec alkoholików, osoby chore psychicznie, odosobnione, żyjące na marginesie społeczeństwa. Bardzo podoba mi sposób w jaki autor przedstawił kilku bohaterów, bardzo specyficznych ludzi, którzy momentami budzą grozę. Jednym z nich jest Drzypapa, który na początku w ogóle nie odzywał się, a w późniejszych latach na wszystkie sytuacje reagował krzykiem. W jednym z fragmentów „Śladów" poznajemy Eugenię. Kobietę równie dziwną i tajemniczą jak Drzypapa. Wielu z mieszkańców miasteczka mówiło o niej 'święta', ponieważ zajmowała się grzebaniem zwierzęcych zwłok. Zabierała z dróg potrącone psy, koty czy lisy i urządzała im pogrzeby. Innymi postaciami, które mnie zaintrygowały są Chwaścior i Bogna. Są oni parą dziwaków, którzy z każdym kolejnym akapitem coraz bardziej schodzą na margines społeczeństwa. Są odpychani przez innych ludzi i nikt nie zaprząta sobie nimi głowy, nikogo nie interesuje ich los. To bardzo niesprawiedliwe i przygnębiające.

Można by rzec, że cała książka Jakuba Małeckiego jest przygnębiająca i niosąca chłód.  Przeżycia i losy bohaterów są okrutne i moim zdaniem lekko wyidealizowane. Cierpienie i rozpacz otulają czytelnika prawie na każdej ze stron. Myślę też, że są to elementy, które wraz z prostą formą stanowią punkt rozpoznawczy Małeckiego. „Ślady" napisane są w sposób bardzo dosłowny i prosty, ale jednocześnie każda historia przeszywa czytelnika na wskroś. Tego typu książki bardzo oddziałują na osobą czytającą i wprawiają ją w stan zadumania i nawet lekkiego przygnębiania. Mimo, że losy bohaterów to fikcja literacka, co prawda bardzo prawdopodobna, ale jednak fikcja to otoczenie w poświeci jest bliskie temu, w którym może przebywać czytelnik. To daje wrażenie realności tej książki.

„Ślady" są pozycją wymagającą od czytelnika trzeźwości umysłu i dystansu. Jednocześnie jest to zadanie utrudnione, ponieważ opowiadania Jakuba Małeckiego wprost wciągają człowieka do swojego wnętrza. Niewątpliwie jest to książka godna najlepszych recenzji i warta polecenia szerszemu gronu miłośników literatury. Jak już wspominałam, nie każdemu ta pozycja przypadnie do gustu. Każdy czytelnik jest inny i potrzebuje innej literatury - trzeba to uszanować. Mnie „Ślady" bardzo się podobały i cieszę się, iż miałam okazję delektować się prozą Małeckiego. 



Wydawnictwo - SQN 
Data Wydania - 28.09.2016
Liczba stron - 304


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

niedziela, 1 stycznia 2017

Recenzja - Dziewczyna z dzielnicy cudów

"DZIEWCZYNA Z DZIELNICY CUDÓW" - Aneta Jadowska


Są przyjazne i urocze miasta alternatywne. I jest Wars – szalony i brutalny – oraz Sawa – uzbrojona w kły i pazury. Pokochasz je i znienawidzisz, całkiem jak ich mieszkańcy.

Jak ona. Nikita. To tylko jedno z jej imion, jedna z jej tajemnic. Jako córka zabójczyni i szaleńca chce od życia jednego – nie pójść ścieżką żadnego z rodziców. Choć na to może być już za późno.

Z Dzielnicy Cudów – części miasta, która w wyniku magicznych perturbacji utknęła w latach 30. ubiegłego wieku – zostaje uprowadzona jedna z piosenkarek renomowanego klubu Pozytywka. Sprawą zajmuje się Nikita. Trop szybko zaprowadzi ją tam, gdzie nigdy nie chciałaby się znaleźć. Na szczęście jej pleców pilnuje Robin. Czy na pewno? Kim on właściwie jest?


Aneta Jadowska od wielu lat króluje na polskiej arenie fantastyki i fanom tego gatunku jej nazwisko na pewno nie jest obce. Mi osobiście poprzednia seria autorki o Dorze Wilk jakimś cudem umknęła. Tak więc „Dziewczyna z dzielnicy cudów" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Jadowskiej. Niemniej jednak pierwsze wcale nie oznacza ostatnie, ponieważ mam zamiar sięgnąć po kolejną część z serii Nikity

Nie chcę po raz kolejny popowtarzać tych wiadomości, które znajdują się w opisie książki więc sobie tego oszczędzę. Myślę, iż informacje tam zawarte są dostateczne, aby zainteresować czytelnika powieścią i zachęcić do jej przeczytaniaa. Moim zdaniem naprawdę nie potrzeba niczego więcej, a najlepiej w ogóle nie czytać tego opisu tylko od razu sięgnąć do fabuły. Na tej książce myślę, że nikt się nie zawiedzie

Na początek pragnę zwrócić uwagę na piękną okładkę, która jest niesamowicie klimatyczna i bardzo przyciąga wzrok czytelników. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Drugą ciekawą rzeczą rysunki znajdujące się w środku książki. Ich autorką jest Magdalena Babińska. Okładka
„Dziewczyny z dzielnicy cudów" to również dzieło pani Magdaleny. 


Wydaje mi się, iż nie jestem wielkim znawcą literatury fantastycznej i rozumiem, że prawdziwi fani tego gatunku mogą czuć się nie usatysfakcjonowani tą pozycją. W mojej opinii ta książka była naprawdę bardzo ciekawa i bardzo mi się podobała. Zaczynając od głównej bohaterki, która okazała się niezwykle silną kobietą, a skończywszy na świecie przedstawionym. Cała książka pozwoliła mi oderwać się od otoczenia i zainteresować swoją realnością.

W pozycji Anety Jadowskiej poznajemy świat, który z łatwością możemy sobie wyobrazić. Wars i Sawa nie mają nic wspólnego z legendą o Warszawie, którą my znamy. Powiedziałabym, że podwaliny tego autorka faktycznie zapożyczyła z istniejącego źródła, ale pomysł na nie i wykonanie są niezaprzeczalnym dziełem autorki. Wspomniane miasta żądzą się własnymi prawami, do których ludzie muszą się po prostu dostosować. Kiedy czytałam książkę bardzo często miałam wrażenie, że owe miejsca żyją swoim życiem, niezależnie od  mieszkańców. To ciekawy zabieg literacki, dzięki któremu Wars i Sawa stają się bohaterami historii na równi z ludźmi - Nikitą, Zosią, Robinem i innymi. 

Na kartach  „Dziewczyny z dzielnicy cudów", każdy czytelnik odnajdzie coś dla siebie. Nikita i Robin to bardzo silni psychicznie bohaterowie, którzy wiedzą czego pragną i o co walczą. Dzięki temu osoba czytająca również ma cel, do którego dąży razem z nimi. Nikita jest dziewczyną, z którą myślę, iż chętnie spędziłabym czas. Na pewno byłaby to chwila pełna zabawy i przedziwnych zdarzeń. Na każdej stronie czekają na nas zabawne dialogi bohaterów i niesamowity, fantastyczny świat, w którym można się zatracić na długie godziny. A poza tym autorka przygotowała dla czytelników dużą dawkę humoru i zagadkę, którą trzeba rozwiązać razem z bohaterami książki.

Mam nadzieję, że ten wpis przekonał Was do sięgnięcia po „Dziewczynę z dzielnicy cudów" autorstwa Anety Jadowskiej. Książka według mnie warta poznania. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom z serii Nikity. 

Wydawnictwo SQN 
Data Wydania 14.09.2016 
Liczba stron - 32

Za egz. książki dziękuję Wydawnictwo SQN!