poniedziałek, 20 lutego 2017

Recenzja - Jak gdybyś tańczyła

"JAK GDYBYŚ TAŃCZYŁA" -


Molly ma fajne życie, ciekawą pracę, kochającego męża i… pilnie strzeżoną tajemnicę z przeszłości. Ich rodzina wkrótce się powiększy – pojawi się w niej adoptowane dziecko, tymczasem Molly walczy z niepewnością i lękiem. Czy pokocha maleństwo, którego nie urodziła? Czy będzie dobrą matką? Uświadamia sobie, że prawdziwa rodzina powinna być zbudowana na prawdzie. Dwadzieścia lat wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła ukochanego ojca. Nigdy nie wybaczyła bliskim kłamstw, jakimi ją karmili. Odeszła z domu i przed światem udawała sierotę. Teraz musi wyznać mężowi, że jej matka wcale nie umarła na raka, a jej krewni wciąż mieszkają w Morrison Ridge, małej miejscowości w Karolinie Północnej. Co więcej, Molly ma dwie matki – adopcyjną i biologiczną. I obie nigdy o niej nie zapomniały. Molly boi się teraz, że wyznanie prawdy przekreśli jej największe marzenie, by zostać matką i zrujnuje jej małżeństwo. Skoro pragnie być dobrą mamą, musi jednak znaleźć sposób, by pogodzić się ze swoją przeszłością i uwierzyć w przyszłość. 


Kolejna książka Diane Chamberlain za mną. Nawet nie jestem w stanie wyrazić słowami jakie emocje wywołała u mnie ta powieść. Doprowadziła mnie do łez i kilkudniowego kaca książkowego. Dzięki "Jak gdybyś tańczyła" przypomniałam sobie za co pokochałam twórczość Chamberlain. 

Nikt nie potrafi pisać takich powieści jak Diane Chamberlain. Jej książki są cudowne i niezapomniane, a historie w nich zawarte niepowtarzalne. Przeczytałam już kilka z tych, których zostały wydane w Polsce i każda była niesamowita i wciągająca. "Jak gdybyś tańczyła" to najnowsza z nich, którą miałam okazję czytać. 

Książka podzielona jest na rozdziały, gdzie jedne dotyczą teraźniejszości, a drugie przeszłości. W San Diego Molly i jej mąż starają się o adopcję dziecka. Natomiast w Morrison Ridge nastoletnia Molly wraz z przyjaciółmi przeżywa okres buntu oraz doświadcza nieprawdopodobnej straty, z którą nie potrafi się pogodzić. Dlatego też decyduje się na wyprowadzkę z rodzinnych stron i w miarę upływu lat stara się zapomnieć o przeszłości, co jest bardzo trudne. Przeszłość  i teraźniejszość idealnie wpasowują się w siebie i dopełniają.

Fabuła jest tak doskonale poprowadzona, że czytelnik dosłownie płynie przez tę książkę. Każdy fragment jest dokładnie przemyślany, a rozdziały wzajemnie się zazębiają. Całość tworzy niesamowitą powieść, którą można pochłonąć w kilka godzin. Styl pisania autorki jest lekki i bardzo przyjemny co tylko ułatwia czytanie o tak trudnych tematach.  

Diane Chamberlain w swoich książkach porusza trudne problemy obyczajowe. Tym razem spotykamy się z tak zwaną otwartą adopcją i skutkami jakie ona niesie. Autorka porusza również kwestię choroby i niepełnosprawności - dokonuje analizy z kilku punktów widzenia. Pomiędzy wierszami możemy dostrzec też burzliwy  temat eutanazji. Wszystkie te zagadnienia  zaobserwujemy na kartach powieść "Jak gdybyś tańczyła". 

Diane Chamberlain to autorka po której książki mogę sięgać w ciemno. W tej chwili mam pewność, że każda z jej powieści niesamowicie mnie zainteresuje. "Jak gdybyś tańczyła" jest bardzo wzruszającą książką, która doprowadziła mnie do łez ( co zdarza się niezwykle rzadko). Tematyka jaką porusza i styl pisania Chamberlain oraz bohaterowie przez nią wykreowani - połączenie idealne. 


Wydawnictwo - Prószyński i S-ka 
Data wydania - 12.01.2017 
Liczba stron - 504 



Za możliwość lektury książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka    

sobota, 18 lutego 2017

Recenzja : 1. i 2. tom serii Elementy Zbrodni

Seria ELEMENTY ZBRODNI - Mariusz Ziomecki 

"UMIERASZ I CIĘ NIE MA" & "PÓJDŹ NA SĄD BOŻY" 




 Para wypalonych gliniarzy - ona policyjny psycholog, on najskuteczniejszy śledczy w wydziale zabójstw Komendy Stołecznej Policji – przechodzi w stan spoczynku gdy przydarza im się spóźnione, niespodziewane rodzicielstwo.
Oboje inkasują odprawy, sprzedają mieszkanie i już jako cywile zaczynają stawiać niewielki pensjonat na malowniczej skarpie nad samym Zalewem Zegrzyńskim. W okolicy zaczyna się koszmar... Trzy osoby, burmistrz miasteczka i dwie młode kobiety z organizacji ekologicznej, padają ofiarą tajemniczego zabójcy – lub prawdopodobniej zabójców – na pokładzie starego statku wycieczkowego, który ktoś uprowadził z portu i zacumował na widoku naszych bohaterów.

 

Roman wykurował się po postrzale, a dwa lata po otwarciu pensjonatu Urokliwa Skarpa nad Zalewem Zegrzyńskim wychodzi na mały plus. Właściciele harują od rana do nocy, ale czerpią z tego dużo satysfakcji. Roman czasem łapie też zlecenia detektywistyczne, co łagodzi jego tęsknotę za dawną pracą i wspomaga rodzinny budżet. Jednak małżeństwo przechodzi kryzys. Podejrzliwość Barbary nie jest bezzasadna, a obustronne próby przełamania emocjonalnego impasu wydają się tylko pogarszać sytuację. W tym stanie wybuchowej sielanki wydarzenia wokół bohaterów nagle przyspieszają: Roman natrafia na pułapkę z granatem zamontowaną na ścieżce za domem, a jego brat Witold wpada na genialny pomysł, jak oskubać warszawskiego potentata na rynku nieruchomości.


Dzisiejsza recenzja będzie dotyczyć dwóch pierwszych części cyklu Elementy Zbrodni, których autorem jest Mariusz Ziomecki.  Zdecydowałam, że napiszę jedną opinię, ponieważ obie te książki były do siebie podobne pod względem literackim oraz obie podobały mi się w podobnym stopniu. To co autor przedstawił w pierwszej części zainteresowało mnie na tyle, aby przeczytać drugi tom również opowiadający o Romanie Medynie i jego małżonce Barbarze. 

Główni bohaterowie to małżeństwo - para policjantów, którzy po latach służby w Policji postanawiają oderwać się od miejskiego zgiełku i pozażywać życia na łonie natury. Wspólnymi siłami stawiają mały dom nad Zalewem Zegrzyńskim, który pragną zaadoptować na niewielki pensjonat dla turystów. Szybko przekonują się, iż  te marzenia sporo kosztują, a pieniędzy jest coraz mniej. Z chęci zdobycia dodatkowych środków finansowych Roman Medyna postanawia zaangażować się w sprawę tajemniczych morderstw, które zaczynają otaczać pobliskie miasteczko. To jest sprawa, która zajmuje głównego bohatera w pierwszej części cyklu czyli „Umierasz i Cię nie ma". W kolejnym zatytułowanym „Pójdź na sąd Boży" Medyna dostanie sprawę wyjaśnienia śmierci młodej kobiety. Były policjant będzie narażony na wielkie niebezpieczeństwo, ale to nie zmniejszy jego zapału do pracy.

Jak już wspominałam obie części cyklu Mariusza Ziomeckiego wywołały u mnie bardzo podobne odczucia i przemyślenia. Są to naprawdę przyjemne w odbiorze powieści kryminalno - obyczajowe, ale bez efektu "wow". Dość szybko się je czyta, co jest zasługą bardzo krótkich rozdziałów oraz prostego języka. Fabuła zarówno pierwszej części, jak i drugiej jest niezbyt skomplikowana i przedstawia zagadkę kryminalną, z którą fajnie można spędzić wieczór lub dwa. Nie jest to natomiast coś przez co można by zarywać noce. Te wątki kryminalne moim zdaniem są za mało rozbudowane, brakowało mi w nich głębszej historii. Jest w nich sens, poszczególne wydarzenia nie wykluczają się, fabuła jest przemyślana, a mimo to ja nawet po przeczytaniu dwóch części czuję niedosyt. Mam wielką nadzieję, iż kolejne tomy serii wypadną lepiej, ponieważ nie ukrywam, że czekam na kolejne spotkanie z Romanem i Barbarą.

Niewątpliwym plusem serii jest fabuła osadzona w polskich realiach i otoczona naszymi rodakami co dosłownie przenika przez karty obydwu części. Pomimo wątku kryminalnego autor przedstawia nam również wątek obyczajowy - społeczeństwo małej miejscowości gdzieś na krańcach Polski. Myśli, zachowania i dialogi postaci występujących w książkach Ziomeckiego są bardzo specyficzne. Całość utworów jest też bardzo przyjemna w odbiorze i pełna zaskakujących i śmiesznych zwrotów akcji. Jednym słowem są to idealne pozycje na wakacje, weekend czy urlop - dla każdego kto ma trochę wolnego czasu i chce go dobrze spożytkować. 


Wydawnictwo - Muza 
„Umierasz i Cię nie ma" : data wydania - 21.10.2015 
Liczba stron - 496 
„Pójdź na sąd Boży" : data premiery - 26.10.2016 
Liczba stron - 416


Za możliwość rozpoczęcia przygody z cyklem Elementy Zbrodni dziękuję Wydawnictwu Muza!


wtorek, 14 lutego 2017

Recenzja - Księżyc nad Bretanią

"KSIĘŻYC NAD BRETANIĄ" - Nina George 


Koniec ze mną! – oto, co myśli Marianne, rzucając się z paryskiego Pont Neuf. Lecz los chce inaczej. Uratowana kobieta trafia do szpitala, gdzie ukojeniem staje się dla niej malowidło wykonane na rustykalnym kafelku – oświetlony księżycowym blaskiem port w Bretanii z łodzią o nazwie Mariann. Chwyta się tego obrazu jak ostatniej szansy i postanawia, że skoro nie ma już swojego miejsca na ziemi, pojedzie właśnie tam, do małej wioski rybackiej. Ta pierwsza od lat samodzielnie podjęta decyzja pozwoli Marianne poczuć się znowu szczęśliwą i zakosztować życia, jakiego dotąd nie znała. 

 Nigdy nie jest za późno, by rozpocząć nowe życie.


"Księżyc nad Bretanią" to trzecia już przeczytana przeze mnie powieść Niny George. Z każdą kolejną książką ta autorka mnie coraz bardziej zaskakuje. Jestem właśnie świeżo po lekturze "Księżyca nad Bretanią" i bardzo trudno jest mi zebrać myśli. Ta pozycja była tak cudowna i przeszywająca na wskroś, że to się aż w głowie nie mieści. 

Podziwiam Ninę George za to, że potrafi stworzyć piękną opowieść nawet z błahego tematu. Jej książki zaczynają się od czegoś lekko przyziemnego, zwyczajnego a kończą na wielkim kacu książkowym. Naprawdę godny pozazdroszczenia talent literacki i wielka wyobraźnia. 

"Księżyc nad Bretanią" to opowieść o Marianne i jej uciecze w głąb siebie oraz o wielkiej podróży, na którą się zdecydowała. W życiu bohaterki nic nie jest takie jakie być powinno, a już na pewno nie jest tak, jakby życzyła sobie ona sama. Postanawia ze sobą skończyć, rzucić się z dużej wysokości ku ziemi wykorzystując siłę grawitacji i umrzeć. Nawet to nie idzie po jej myśli. Marianne zostaje cudem uratowana i po wyjściu ze szpitala postanawia podjąć w końcu własną decyzję. Odcina się od męża oraz znajomych i wyjeżdża do Bretanii. Po kilkudziesięciu latach marnej egzystencji zaczyna żyć pełnią życia i odkrywa co daje jej szczęście.  

Na wyspie, na której osiada rozpoczyna swoje życie od początku. Zaczyna robić to na co zawsze miała ochotę, ale w starym życiu stanowiłoby to pogwałcenie jej wszystkich zasad. Oprócz przygód Marianne obserwujemy również innych mieszkańców. Każde z nich jest zajęte czymś innym - swoimi problemami. Jedni są nieszczęśliwi, a drudzy wręcz przeciwnie. Życie toczy się swoim rytmem, a nasza bohaterka z każdą stroną promienieje bardziej. 

Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem talentu Niny George. Jej książki, choć nie należą do najłatwiejszych, pełne są życia i nadziei. Bohaterowie tak wykreowani jakbyś czytali książki o nas samych i naszych znajomych. Każdy człowiek, czasami czuje, że dusi się we własnej skórze. Nina George pokazuje co wtedy należy zrobić i jak postąpić, aby w końcu poczuć szczęście. "Księżyc nad Bretanią"  jak każda powieść od Niny - jest wymagająca. Aby w pełni poczuć głębię tej książki i cieszyć się jej lekturą, trzeba oderwać się od wszystkiego co nas rozprasza. Kiedy czytamy powinien istnieć tylko świat przedstawiony. Zdaję sobie sprawę z tego, że lektura książek Niny George nie będzie odpowiednia dla każdego czytelnika. Jednak, aby się o tym przekonać trzeba spróbować. Ja gorąco zachęcam do sięgnięcia po książki tej autorki.

Książki Niny George mają specyficzny klimat, powiedziałabym, że lekko filozoficzny i nostalgiczny. Każde zdanie w powieści ma jakiś ukryty sens i zadanie, jakie musi spełnić. Nic nie jest przypadkowością, jeśli wychodzi spod pióra tej autorki. Powieści takie jak Lawendowy Pokój czy właśnie Księżyc nad Bretanią są majstersztykiem w pełnej okazałości. Nic dziwnego, że każda kolejna powieść Niny George staje się bestselerem. Czekam na kolejne

Wydawnictwo - Otwarte
Data Wydania - 15.04.2015 
Liczba Stron - 320 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte! 
 

niedziela, 12 lutego 2017

Recenzja - U4. Yannis

"U4 .YANNIS" - Florence Hinckel 

Recenzja przedpremierowa! 
Premiera książki 15 lutego 2017

Przed katastrofą Yannis, syn imigrantów z Algierii, o nic nie musiał się martwić. Miał się tylko dobrze uczyć, a resztę czasu mógł spędzać przy komputerze. Podobnie jak pozostali tytułowi bohaterowie jest Ekspertem w grze komputerowej Warriors of Time. Ostatni przed apokalipsą kominikt mistrza gry Khronosa zwoływał Ekspertów do Paryża i obiecywał możliwość przeniesienia się w czasie, by uratować świat. Yannis wyrusza więc w podróż do Paryża. Piękno i nieprzewidywalność świata okazują się dla niego lekarstwem na zdradę, manipulację i okrucieństwo. 


"U4. Yannis" to trzecia część z serii U4, która opowiada o post-apokaliptycznej wizji świata tuż po zagładzie jakiej dokonał filowirus. Jest czterech bohaterów, cztery książki, pisane przez czterech różnych autorów i jedna przerażająca historia. Powieści z serii U4 można czytać w dowolnej kolejności, ale warto poznać wszystkie. 

Filowirus krwotoczny to tajemnicze źródło epidemii, która oponowała niemal cały świat i zaatakowała ludzkość. Przeżyły tylko nastolatki pomiędzy 15 a 18 rokiem życia. Sam pomysł na fabułę brzmi dość ciekawie, ale jednocześnie jest już trochę oklepany, ponieważ powstało dużo książek, które skupiały się na podobnych zasadach. Jednakże mnie zaintrygował pomysł całej serii, pisanej przez czterech różnych autorów. To jest zabieg bardzo interesujący i nowatorski. Dzięki niemu czytelnik może dogłębnie poznać nie tylko tytułowego bohatera danej książki, ale również inne wizje co do obecnej sytuacji - w końcu ile postaci, ilu autorów tyle opinii. 

Ja miałam przyjemność przeczytać właśnie trzeci tom czyli "U4 .Yannis" autorstwa Florence Hinckel. Opowiada on o podróży jaką przebywa Yannis w kierunku Paryża, gdzie ma nadzieję spotkać mistrza swojej gry - Khronosa. Udaje się tam, aby cofnąć czas i tym samym uratować swoich bliskich i cały świat przed zagładą jakiej dokonał wirus. Na owe wezwanie mistrza odpowiadają również trzej inni Eksperci Warrios of Time - Koridwen, Stephane i Jules. Czy zawzięci gracze komputerowi będą w stanie uratować ludzkość? 

Przeczytawszy tylko jedną część z serii nie mam porównania do innych tomów. Wypowiem się więc tylko o tym właśnie - "U4 .Yannis" napisanym przez Florence Hinckel. 

Główny bohater - Yannis mimo, iż jest postacią wyrazistą i dobrze wykreowaną - nie przypadł mi do gustu. Nie polubiłam go i nie podobała mi się narracja z jego perspektywy. Momentami sprawiał wrażenie naiwnego dzieciaczka, który stracił orientacje w terenie. Sytuacja, w której się znalazł wymagała zdecydowania i silnej woli przetrwania oraz podejmowania inteligentnych decyzji. Zabrakło mi zastanowienia się ze strony Yannisa odnośnie podróży do Paryża. Wydawało mi się dziwne, aby w obecnych okolicznościach posłuchać wezwania jakiegoś wirtualnego gracza i wyruszyć przed siebie. Trochę było to lekkomyślne ze strony bohatera. 

Pomijając głównego bohatera to cała fabuła książki jest ciekawa. Nie jest czymś nowatorskim i odkrywczym, ale sprawia wrażenie przyjemnej w odbiorze. Styl pisania autorki jest lekki i sympatyczny. Dzięki temu czyta się ją bardzo szybko i dosłownie płynie się przez fabułę. Nawet nie miałam problemu, aby wgryźć się w akcję tej historii, co myślę jest zasługą autorki, która bezzgrzytowo wprowadza czytelnika w świat post-apokalipsy. 

Świat przedstawiony w książce jest naprawdę przerażający. Grupa dzieciaków,  które nie potrafią odnaleźć się w  przedstawionej sytuacji, nadal przeżywające śmierć rodziców i bliskich. Bardzo silne wrażenie wywarły na mnie opisy palenia zwłok zmarłych, co miało uchronić przed dalszym rozprzestrzenianiem się wirusa. To są obrazy, które trudno sobie wyobrazić. Podobnie miasta wyglądające jak po ataku kosmitów - wszystko spalone, zrabowane sklepy, porzucone zwłoki przy drogach. Nie są to przyjemne opisy, a co za tym idzie nie jest to książka przeznaczona dla dzieci. Wizja apokalipsy przedstawiona w serii U4 jest jedną z najbardziej przerażających, z jakimi zetknęłam się w literaturze. 
To, że przy życiu pozostali tylko młodzi ludzie nie było dobrym pomysłem, ponieważ oni kompletnie nie potrafi zapanować nad władzą jaką im dano. Bardzo szybko utworzyła się grupa zwana Patrolem, która postanowiła, iż zdobędzie przewagę nad innymi i stworzy nowy ład. Skutki ich działań okazały się tak samo okrutne jak te wywołane przez filowirusa.

"U4 .Yannis" to opis okrutnego spustoszenia jakie wywołał wirus. Wizja takiego świata jest nie do wyobrażenia i stanowi jeden z najgorszych scenariuszy apokalipsy. Powinien on pozostać tylko fikcją literacką i niczym więcej.  

Po skończeniu lektury stwierdzam, że powieść mi się podobała. Jestem zaintrygowana przebiegiem zdarzeń jaki miał miejsce w trzeciej części serii U4. Historia zawarta na kartach tej książki wynagrodziła mi antypatię do głównego bohatera. To była przerażająca przygoda, ale warta polecenia. 


Wydawnictwo - Polarny Lis 
Seria - U4 ( część 3.) 
Data wydania - 15.02.2017 
Liczba stron - 439


Za możliwość przedpremierowej lektury dziękuję wydawnictwu Polarny Lis! 

piątek, 10 lutego 2017

Recenzja - Pragnienie

"PRAGNIENIE"-


Jest rok 1841. W odległej kolonii karnej na Ziemi Van Diemena bosa aborygenka pozuje do portretu w sukni z czerwonego jedwabiu. Ma na imię Mathinna i jest przybraną córką gubernatora wyspy, Sir Johna Franklina oraz jego żony, Lady Jane. Jest też obiektem cywilizacyjnego eksperymentu, który ma wykazać, czy wiedza, chrześcijaństwo i rozum mogą być narzucone barbarzyństwu, instynktowi oraz pożądaniu. Kilka lat później, gdzieś na Arktyce, ginie Sir John Franklin wraz załogą i dwoma statkami podczas ekspedycji, której celem ma być odkrycie mitycznego Przejścia Północno-Zachodniego, drogi morskiej z Europy do wschodniej Azji wiodącej przez Archipelag Arktyczny. Anglia jest wstrząśnięta podawanymi przez ekipę poszukiwawczą doniesieniami o przypadkach kanibalizmu, a dla najsłynniejszego pisarza tych czasów, Charlesa Dickensa, losy Franklina stają się lupą, przez którą przygląda się lodowatym głębinom własnego życia. 


Na moje pierwsze spotkanie z twórczością Richarda Flanagana wybrałam "Pragnienie". O poprzednich książkach autora słyszałam bardzo dużo świetnych opinii. Postanowiłam przeczytać najnowszą, wydaną w Polsce powieść Flanagana i przekonać się czy jego talent literacki zachwyci również i mnie. 

Na początku muszę zaznaczyć, że "Pragnienie" nie jest łatwą lekturą. Styl pisania autora, język jakim się posługuje i tematyka jego książek są bardzo wymagające. Na pewno będzie to pozycja idealna dla osób lubiących piękne i wyniosłe zdania oraz niebagatelną tematykę. Ze słyszenia znam pozostałe książki Richarda Flanagana i wszystkie odnosiły się do poważnych tematów. Dowodzi to, że autor ten pisze literaturę na naprawdę wysokim poziomie, a co za tym idzie, nie każdego zachwyci jego twórczość. 

"Pragnienie" okazało się bardzo specyficzną książką, ponieważ kompletnie nie znałam stylu pisania autora i ta pozycja była dla mnie istną niewiadomą. Na początku powieści dosyć trudno było mi wciągnąć się w fabułę. Akcja książki rozwijała się powoli, dla mnie momentami było to przytłaczające. Flanagan pisze w bardzo specyficzny sposób. Język w jego powieści jest wyniosły, piękny i wydaje mi się, że bardzo charakterystyczny, lecz dość trudny. Przyznam się, że kilka razy zdarzyło mi się stracić wątek i zaczynałam czytać dany fragment od nowa. 

Fabuła w "Pragnieniu" prowadzona jest w kilku płaszczyznach i czas przedstawiony też różni się w zależności od czytanych fragmentów. Raz jesteśmy w dalekiej dziczy, na Ziemi Van Diemena obserwując rządy białych - Johna Franklina i jego małżonki lady Jane nad tubylcami. W innym fragmencie Flanagan przenosi nas do Londynu, gdzie w ciemnym świetle spraw rodzinnych żyje i pracuje, jeden z popularniejszy autorów swojej epoki - Charles Dickens. Wraz z bohaterami błądzimy po różnych przestrzeniach czasowych i geograficzny, aby delektować się językiem Richarda Flanagana. "Pragnienie" to książka, którą czyta się nie to po, aby dowiedzieć się czegoś, odkryć zabójcę, lecz po to, by smakować każdego zdania i snuć refleksje na temat pragnienia i moralności. 

Jak wspominałam wcześniej "Pragnienie", podobnie jak inne książki Flanagana, dotyczy pewnego tematu, problemu, z którym ludzkość nie potrafi się uporać. W przypadku jego najnowszej powieść tym temat jest między innymi kolonizacja czarnych terenów i chęć ucywilizowania rdzennych mieszkańców. Biali, wykształceni i majętni ludzie przyjeżdżają do prawdziwej dziczy, aby "nawracać" tubylców. Co jest oczywiście tylko przykrywką, pod którą kryją się zupełnie inne pobudki - głównie finansowe. W książce "Pragnienie" lady Jane pracuje nad projektem, który ma za zadania pokazać triumf rozumu, edukacji i życia na poziomie nad dzikością i barbarzyństwem. Akurat ten wątek bardzo mnie poruszył, ponieważ jest bardzo brutalny i można nawet powiedzieć, że nieludzki. Jedyne co wykazał ten projekt to to,że dzikość jest w każdym człowieku, a  pragnienie ukryte jest w każdym z nas i objawia się na różne sposoby. 

Pierwsze spotkanie z twórczością Richarda Flanagana uważam za bardzo udane. Bądź co bądź była to pozycja wymagająca, ale dają bardzo dużo do myślenia. 


Wydawnictwo - Literackie 
Data Wydania - 12.01.2017
Liczba Stron - 252


Za egz. "Pragnienia" dziękuję Wydawnictwu Literackie! 

środa, 8 lutego 2017

Recenzja - Druga Strona Miasta

"DRUGA STRONA MIASTA" - Karolina Szewczykowska 

Nie istnieją rodziny bez tajemnic.
Co łączy dwie kobiety, które giną prawie w tej samej chwili? Dlaczego policjant strzela do swojego syna? Kim jest zagadkowy mężczyzna, który postanowił zostać bogiem? Czy wart wiele milionów koncern farmaceutyczny skłóci rodzinę i pokaże i jej prawdziwe oblicze?

Zagadkowa śmierć obiecującej aktorki Luizy Orłowicz szokuje rodzinę i znajomych. Ciało ofiary przypomina obraz Toulouse-Lautreca. Sprawą jej morderstwa zajmuje się duet starych przyjaciół – prokurator Aleksander Zawadzki oraz były policjant Modest Tokaj. Przypadkowa zbrodnia? Ofiara szaleńca? A może Luiza sama była sobie wina? Wszystkie tropy prowadzą do wydarzeń z przeszłości, za które muszą zapłacić wszyscy… 


Karolina Szewczykowska z zawodu jest radą prawny, a prywatnie miłośniczką literatury i psychologii. "Druga strona miasta" to debiut autorki, który opisem i okładką bardzo zachęca do przeczytania. Właśnie te dwa elementy sprawiły, że książka ta znalazła się u mnie i cierpliwie czekała na swoją kolej. Przyznaję, iż byłam ciekawa tej pozycji, jak łatwo się zorientować po recenzjach, które ukazują się na moim blogu - powoli wkręcam się w czytanie kryminałów. Czy "Druga strona miasta" okazała się tym czego oczekiwałam?

Przed przeczytanie książki Karoliny Szewczykowskiej trafiłam na wiele niepochlebnych opinii o jej debiucie literackim. Przyznam, iż trochę mnie to zaniepokoiło. Jednak jak wiadomo, nie warto sugerować się czyimiś sugestiami, bo ile głów tyle opinii. Mimo wszystko z chęcią zasiadłam do przeczytania "Drugiej Strony Miasta". Teraz już po lekturze powieści, nie mogę nie zgodzić się z tym, że pozycja ta do najlepszych z najlepszych nie należy. Lecz pomimo wszelkich defektów, o których przeczytacie poniżej, pragnę zaznaczyć, iż jest to debiut. Pierwsza książka dla autora to jak pierwszy dzień w nowej pracy. Nie wszystko od razu jest cudowne i też nie każdy pisarz potrafi sprawić, aby jego debiut stał się bestselerem. Trudno się temu dziwić, a więc też po pierwszej powieści autora nie należy spodziewać się nie wiadomo czego. Każdy uczy się na błędach i jestem pewna, iż każda kolejna pozycja spod pióra Karoliny Szewczykowskiej będzie lepsza. Każdemu trzeba dać szansę.

Fabuła książki, delikatnie mówiąc, nie jest czymś nowatorskim i odkrywczym. Po opisie wydawcy zapowiadało się ciekawie, ale podczas czytania odczuwałam lekkie zawiedzenie. Momentami w trakcie lektury towarzyszyło mi uczucie nudy i takiego bezmyślnego śledzenia tekstu. Jednakże w "Drugiej stronie miasta" dało się też wyczuć okresy, gdzie bardzo uważnie skupiałam się na fabule, ponieważ trafiałam na akcje, które mnie zaintrygowały. Jak, w każdej powieści, tak i tutaj, były fragmenty mniej i bardziej przemyślane przez autorkę. Z tych gorszych warto byłoby zrezygnować, ale co się stało to się nie odstanie.

Minusem książki jest zbyt mała ilość fragmentów, w których czytelnik doświadczyłby prawdziwej akcji - rodem z serialu kryminalnego. Mi osobiście bardzo tego brakowało. Jeśli już pojawiło się coś interesującego to za chwilę wszystko było przez autorkę wyciszane i fabuła znowu toczyła się ślimaczym tempem. Kolejną rzeczą, która wprowadza mnie w stan irytacji była lista bohaterów, która ciągnęła się prawie bez końca. Każda osoba miała imię, nazwisko, zawód i była kimś dla kogoś oraz była wplątana w sprawę. Nie dość, że wszystkich bohaterów trzeba było kojarzyć to jeszcze byli oni po prostu bladzi i niewyraziści. Uważam, że liczbę postaci można było lekko zredukować. 

Co do inny aspektów tej książki to chciałabym zaznaczyć, że bardzo polubiłam Zawadzkiego. On jako jedyny zapadł mi w pamięci i mam nadzieję na kolejne spotkanie z nim. Bardzo odstawał od reszty postaci i przez to dało się zauważyć różnice między nim a innymi. Jako bohater był ciekawie wykreowany i posiadał fajny charakter oraz charyzmę. Takich cech, moim zdaniem, brakowało pozostałym bohaterom. 

Ogólnie jak na debiut - pierwsze spotkanie z twórczością literacką, to autorka wypadła zadowalająco. "Druga Strona miasta" lekko mnie zawiodła, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że dużo gorsze rzeczy przyjmował papier, a więc ten naprawdę nie poszedł na marne. Nie ważne kto jak zaczyna, ale jak kończy. Czekam na wieści o kolejnej książce Karoliny Szewczykowskiej i bardzo jej kibicuję. 
 


Wydawnictwo - Prószyński i S-ka 
Data wydania - 17.01.2017 
Liczba stron - 518 


Za egz. książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

poniedziałek, 6 lutego 2017

Przeklinanka. Kolorowanka Antystresowa - raczej dla dorosłych

"PRZEKLINANKA. KOLOROWANKA ANTYSTRESOWA, RACZEJ DLA DOROSŁYCH" - Joanna Star Czupryniak 



 KURZA TWARZ!
Instrukcja obsługi: Ta książka jest prosta w użyciu. Kolorujesz, klnąc pod nosem, głośno lub w myślach. Możesz nie kolorować. Możesz nie klnąć. Możesz to robić - lub nie - sam, albo w towarzystwie. Strony z zadaniami nie są obowiązkowe. Strony w części filmowej mogą Cię wkurzyć, jeżeli nie wiesz, z którego filmu pochodzi czytany tekst. Wtedy krzycz, wtedy klnij. Możesz również nie krzyczeć. Chyba tak. Kolorować jednak powinieneś. Lub nie. 

Moda na kolorowanie (nawet przez dorosłych) nigdy nie odeszła w niepamięć. Jednakże w tej chwili na rynku wydawniczym jest zatrzęsienie różnego rodzaju kolorowanek. Obecnie jest taki wybór w księgarniach, że każdy znajdzie coś dla siebie. Inna pozycja dla fanów Harrego Pottera, inna dla miłośników Władcy Pierścienia, a teraz także znalazło się coś dla mocno zestresowanych ludzi pracy. 


Recenzję takiej kolorowanki właśnie czytacie. To całkiem nowa pozycja na rynku wydawniczym w Polsce. Jej autorką jest Joanna Star Czupryniak - ilustratorka, rysowniczka i projektantka mody. Możecie kojarzyć projekty tej Panią z innej kolorowanki - Koty Dziwaki, a także z murali w kilku instytucjach i lokalach prywatnych. 


W Przeklinance znajdziecie bardzo wiele ciekawych i zaskakujących projektów do pokolorowania. Wyróżnia ją dość nietypowa tematyka rysunków. Jest to pozycja do maksymalnego odstresowania po naprawdę ciężkim dniu. Na jej kartach znajdują się ryciny i teksty nawiązujące do popularnych filmów oraz najprościej mówiąc przekleństwa. Tych ostatnich jest dość sporo w Przeklinance, jednak nie są one szczególnie wulgarne (poza małymi wyjątkami). Jak głosi napis na okładce, ta kolorowanka jest raczej dla dorosłych osób. Osobiście nie polecałbym jej na prezent dla dziecka. Po pierwsze ze względu na znajdujące się w środku przekleństwa, ale również dlatego, że młody osobnik nie zrozumie pewnych aluzji i odniesień. Szczególnie jeśli chodzi o tę część Przeklinanki z cytatami filmowymi. 


Jak widać ja już rozpoczęłam odstresowanie z Przeklinanką. Jest ona naprawdę ładnie wydana i co dla mnie ważne bardzo praktycznie, ponieważ jest tak zszyta, że możemy ją bez problemu otworzyć na dowolnej stronie i cieszyć się rysunkami, nawet w najmniejszym kąciku. W trakcie kolorowania Przeklinanka nie zamyka się, nie potrzebujemy więc żadnych ciężarek na rogach. Pod względem praktyczności - pozycja na medal. To co znajdziemy w środku też powinno (prawie) każdego usatysfakcjonować. Ciekawe i oryginalne rysunki, oraz nawiązania do zwrotów, które weszły do języka potocznego, ale nie są do końca przekleństwami. 



 Wewnątrz znajdują się naprawdę ładne rysunki. Cechuje je prosta kreska i ogólnie prostota, ale całość bardzo fajnie współgra ze sobą. Projekty przygotowane przez autorkę są dość łatwe do pokolorowania i nie powinny nikomu sprawić trudności. Kolorowanka ma być przyjemnością, a nie powodem do kolejnego stresu i to zadanie w pełni spełnia Przeklinanka. Ze swojej strony - bardzo polecam! 


Za egz. Przeklinanki. Kolorowanki antystresowej, raczej dla dorosłych. dziękuję Wydawnictwu Helion!