piątek, 18 maja 2018

Grace i Grace

"GRACE I GRACE" - Margaret Atwood 


"Rok 1843 – Grace Marks zostaje skazana za współudział w brutalnym morderstwie swojego pracodawcy i jego gospodyni. Odsiadując wyrok dożywocia, twierdzi, iż całkowicie utraciła pamięć. Niektórzy uważają, że Grace jest niewinna angażują do pomocy dobrze się zapowiadającego specjalistę od chorób umysłowych. Mężczyzna wysłuchuje historii Grace, zbliżając ją coraz bardziej do dnia, którego ona nie pamięta. Jakie wspomnienia uda mu się odblokować? Czy Grace naprawdę zabiła?" 
- opis Wydawcy 



"Grace i Grace" to opisana historia prawdziwych wydarzeń, które rozegrały się w XIX wieku w Kanadzie. Sprawa była dość głośna, ponieważ w grę wchodziło morderstwo i próba ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. Tytułowa bohaterka książki Margaret Atwood - Grace Marks oraz jej współpracownik - James McDermott zostali oskarżeni o zabójstwo właściciela posiadłość, w której pracowali i jego gospodyni. Thomasa Kinnear'a i Nancy Montgomery znaleziono martwych, a niedługo potem złapano Grace i James'a, którzy zdążyli już przekroczyć kanadyjską granicę. Obojgu z nich postawiono zarzut morderstwa  i skazano na karę śmierci. Jednakże Grace udało się uniknąć wykonania wyroku, a w zamian za to przez następne lata dziewczynę przenoszono z różnych ośrodków więziennych do szpitali psychiatrycznych i z powrotem. 
Margaret Atwood zdecydowała się na napisanie książki, która byłaby próbą przybliżenia czytelnikom całej sprawy, a także samej postaci Grace Marks. 


Zaciekawiła mnie ta pozycja głównie ze względu na nazwisko autorki - Margaret Atwood nie trzeba nikomu przedstawiać. Jakiś czas temu czytałam "Opowieść Podręcznej", która bardzo mi się podobała, choć nie była to łatwa lektura. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Gdy zobaczyłam, że w Polsce pojawiła się kolejna książka autorki bez wahania zdecydowałam, że muszę ją przeczytać. Przez pewne zawirowania w życiu prywatnym, powieść ta czekała na mojej półce kilka miesięcy, abym w końcu po nią sięgnęła. 


"Grace i Grace" jest książką bardzo dobrze napisaną a jej fabuła bardzo skrupulatnie rozplanowana. Autorka ma swój styl pisania, który nie jest typowy dla beletrystyki, przez co na przeczytanie jej książek trzeba poświęcić troszeczkę więcej czasu i skupienia. Jeśli chodzi o fabułę, to cóż - jest to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, a więc trudno w tym przypadku liczyć na fantazję autorki. Nawet byłoby to nie wskazane moim zdaniem. Tak więc mimo, że wydarzenia i postacie z powieści Margaret Atwood są prawdziwe to pozycję tą czytało mi się naprawdę przyjemnie. Autorka nie zasypuje nas ogromem informacji, które nie są przydatne. Wręcz przeciwnie, każda scena i każda rozmowa w tej książce są w większym lub mniejszym stopniu potrzebne, nie tylko ze względu na rozwój fabuły, ale również dla opisania i zrozumienia tła obyczajowego tamtych czasów. Musicie wiedzieć, że "Grace i Grace" to nie tylko historia morderstwa, które tak do końca nigdy nie zostało wyjaśnione, ale jest to także bardzo realny opis życiorysu kobiety w XIX wieku. Margaret Atwood w niezwykle przyjemny sposób przekazuje czytelnikowi informacje, które dostarczają wiedzy na temat sytuacji prywatnej, materialnej i nie tylko kobiet w tamtym okresie. Grace Marks to właśnie taka typowa kobieta pochodząca z najniższej warstwy społecznej, dla której wyjazd z rodzinnego kraju miał być szansą na nowe i lepsze życie. Cała jej rodzina przebywa do Kanady za przysłowiowym chlebem. Cudowna kraina zza oceanu dla wielu mieszkańców Europy była szansą na zdobycie majątku, w tym również dla rodziny Marksów. Grace jako 16-letnia dziewczyna przekonała się na własnej skórze, że tylko dzięki ciężkiej pracy można cokolwiek osiągnąć, a również i to nie jest pewne.  


Ci z Was, którzy liczą, że "Grace i Grace" to książka kryminalna, muszę lekko rozczarować. Co prawda mamy tutaj zbrodnię oraz osobę winną - zbrodniarkę - Grace Marks. Poznajemy ją bliżej dzięki jej rozmowom z doktorem, który stara się w psychologiczny sposób wydobyć z kobiety fakty, które ona sama przed sobą ukryła. Grace twierdzi, że nic nie pamięta z samego morderstwa, a więc przez to stała się obiektem badań różnych lekarzy - jedni nie byli w stanie jej pomóc, a inni twierdzili, że szkoda tutaj ich czas, ponieważ kobieta najzwyczajniej w świecie udaje, aby nie trafić do więziennej celi. Tak więc książkę Margaret Atwood nie nazwałabym kryminałem, jest to moim zdaniem pozycja z gatunku literatury obyczajowej i pięknej. Od początku wiadomo kogo zabito, wiemy też (przynajmniej teoretycznie) kto tego dokonał. Cała fabuła jest próbą, zresztą bardzo udaną, przedstawienia motywów tej zbrodni oraz wyjaśnienia jak w ogóle do tego doszło.  


Myślę, że jeśli czytaliście "Opowieść Podręcznej" lub inne książki Atwood i znacie jej styl pisania to śmiało możecie sięgać po "Grace i Grace". Dla mnie była to książka, nad którą musiałam się pochylić, dlatego też przeczytanie jej zajęło mi troszeczkę czasu. Jednakże jest to powieść, która bardzo mnie wciągnęła i naprawdę mi się podobała. 





Wydawca - Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
Data wydania - 26-10-2017 
Liczba stron - 576 


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

niedziela, 13 maja 2018

Kłamczucha

"KŁAMCZUCHA" - E. Lockhart 


"Wierzyła, że im więcej wypocisz na treningu, tym mniej wycierpisz w walce.

Wierzyła, że najlepszym sposobem, by uniknąć złamanego serca, jest udawać, że się go nie ma.
Wierzyła, że to, jak mówisz, jest często ważniejsze niż to, co masz do powiedzenia.
Wierzyła też w filmy akcji, trening siłowy, potęgę makijażu, ćwiczenie pamięci, równe prawa oraz to, że z filmików na YouTube można się nauczyć miliona rzeczy, których na próżno szukać w college’u.

Jule West Williams to wojowniczka, dziewczyna kameleon, zawsze gotowa do ataku.
Imogen Sokoloff to dziedziczka fortuny i zagubiona w życiu sierota. Co przyniesie przyjaźń tych dwóch tak różnych dziewczyn?"

- opis Wydawcy 


Zapewne wielu z Was pamięta poprzednią książkę E. Lockhart czyli "Byliśmy Łgarzami". Ja niestety, a może stety nie miałam okazji, aby ją przeczytać. Choć słyszałam o niej bardzo skrajne opinie i sam opis bardzo przyciągał moją uwagę to jednak zabrakło mi czasu i motywacji by samej zagłębić się w fabułę tejże książki. Jakiś czas później z pomocą przyszła Czwarta Strona wydając drugą pozycję tej autorki czyli "Kłamczuchę". Stwierdziłam, że skoro nie czytałam "Byliśmy Łgarzami" to skuszę się na tą najnowszą premierę. Jaką książką okazała się "Kłamczucha"? - o tym przeczytacie w dalszej części mojej opinii. 


Już po pierwszych rozdziałach można zauważyć, że najnowsza książka E. Lockhart jest specyficzna, a nawet w niektórych momentach dziwna. Teraz pytanie czy jest to zaletą czy wadą? Te kwestię pozostawiam do oceny każdemu z osobna, ponieważ każdy czytelnik sam najlepiej zna swój gust. Pierwszą specyficzną rzeczą w książce "Kłamczucha" jest odwrócenie chronologii. Oznacza to, że na początku autorka opisuje teraźniejszość, a wraz z kolejnymi rozdziałami fabuła cofa się aż do wydarzeń teraźniejszych, które już znamy. Cały zabieg ma na celu  przedstawienie czytelnikowi tego jak to się stało, że  główna bohaterka znalazła się w takim a nie innym miejscu. Mimo iż autorka miała ciekawy i kreatywny pomysł na poprowadzenie fabuły, to jednak zastanawiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłaby w tej sytuacji prosta, zwyczajna chronologia zdarzeń. Myślę tak dlatego, że w trakcie lektury i po jej skończeniu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że E. Lockhart troszeczkę przekombinowała przy pisaniu tej książki. Gdzieś po drodze autorka pogubiła pewne kwestie i całość niestety, ale okazała się tak skomplikowana, że aż niezrozumiała w odbiorze. 


Kilka słów o bohaterach mogę zacząć od Julie - dziewczyny, która choć jest główną bohaterką i tytułową Kłamczuchą, jest po prostu nijaka. Myślę oczywiście, że według autorki taka właśnie miała ona być - zwykłą dziewczyną, która dzięki makijażowi, perukom i diametralnej zmianie tożsamości może stać się kim tylko chce. A Julie chce być wszystkim i wszystkimi byle by nie być sobą. W książce E. Lockhart towarzyszymy Julie w jej podróżach, obserwujemy jej, czasami niebezpieczne i niezgodne z prawem występki oraz różne metamorfozy, za którymi dziewczyna skrywa swoje własne 'ja'. Autorka starała się mimo wszystko nadać bohaterce pewne cechy, które mogłoby ją odróżnić od innych postaci, ale niestety poza ponad przeciętną inteligencją, charyzmą i przerośniętymi ambicjami, Julie jest zwykłą dziewczyną, która została uwikłana w sprawy, o których nie powinna nawet wiedzieć. 
Drugą bohaterką jest Imogen - przyjaciółka Julie. Dziewczyna choć młoda, piękna,  niezwykle bogata i będąca w szczęśliwym związku z Forrstem zdecydowała się na zakończenie swojego życia. Samobójstwo zawsze wprowadza pewien chaos do towarzystwa, w którym obracała się nieżyjąca już osoba. Tak samo było w przypadku książki E. Lockhart. Śmierć Imogen stała się powodem do rozgrzebywania starych spraw i dociekania sedna wydarzeń, które ostatecznie pchnęły dziewczynę do tak drastycznego kroku. 


"Kłamczucha" to książka, która z założenia miała być thrillerem psychologicznym. W mojej ocenie niestety do tego gatunku troszeczkę jej brakuje. Być może jako thriller dla bardzo młodszej młodzieży, ta książka wykazuje pewien potencjał, ale im czytelnik jest starszy tym mniejszą będzie miał przyjemność z lektury "Kłamczuchy". Jest to pewien paradoks, ponieważ z drugiej strony poprzez odwrócenie chronologii autorka bardzo utrudniła nam czytanie swojej książki. Czytelnik musi bardzo mocno skupić swój umysł na fabule, której nie rozumie, bo dopiero w kolejnym rozdziale dowie się jak do tego doszło. Jest to jak już wspominałam ciekawy pomysł, ale po głębszym zastanowieniu chyba sami przyznacie, że troszeczkę bez sensu biorąc pod uwagę gatunek do którego książka należy. 


Na podsumowanie mogę napisać tak - nie czytałam poprzedniej książki E. Lockhart i nie miałam też sprecyzowanych oczekiwań co do "Kłamczuchy". Przeczytałam ją i trudno mi jest jednoznacznie Wam ją polecić lub nie. Myślę, że wiele zależy od indywidualnego podejścia czytelnika i jego oczekiwań oraz tego w jakich książkach czuje się najlepiej. "Kłamczucha" to pozycja, która dla jednych może okazać się niezrozumiała, a dla innych przewidywalna lub irytująca. Ale na pewno znajdą się również tacy, którym lektura tej książki dostarczy kilkugodzinnej rozrywki. 




Wydawca - Wydawnictwo Czwarta Strona 
Data Wydania - 31.01.2018 
Liczba stron - 320 



Za egz. książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona! 

piątek, 11 maja 2018

Z Otchłani

"Z otchłani" - Martyna Senator 



"W milczeniu podnoszę się z krzesła, zakładam kurtkę i ruszam w stronę drzwi. Moje nogi drżą, głowa huczy od nadmiaru chaotycznych myśli, a serce powoli pęka na pół. Adam chwyta mnie za rękę. Po raz kolejny przeprasza. Błaga o wybaczenie. Zapewnia, że mnie kocha. Napędzana gniewem biorę zamach i uderzam go pięścią w twarz. Mocno. Najmocniej, jak tylko potrafię. Jest w szoku. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek go uderzę. A ja nie przypuszczałam, że kiedykolwiek mnie zdradzi.


Po wyznaniu Adama świat osunął się Kaśce spod nóg. Nic nie jest takie, jak sądziła. Kiedy na jej drodze staje Szymon, dziewczyna ani myśli dać szansę miłości z Tindera. Gdyby wszystko mogło być zupełnie proste, a nie kompletnie zagmatwane, życie byłoby znacznie przyjemniejsze. Ale czas dać spokój mrzonkom i zacząć żyć według nowych zasad."

- opis Wydawcy 



Mam nadzieję, że równie dobrze jak ja pamiętacie pierwszy tom cyklu książek Martyny Senator, a była to pozycja - "Z popiołów". Po kilku miesiącach miałam okazję powrócić do stylu pisania autorki i bohaterów. Choć druga książka Martyny Senator to już historia innych postaci a mianowicie Kaśki i Adama oraz Szymona, to jednak nie miałam żadnych trudności z przywiązaniem się do nich. 


Kaśka i Adam to na pozór świetnie dobrana i kochająca się para z dość długim stażem. Jednak los bywa przewrotny i raz za razem pokazuje nam, że niczego w życiu nie możemy być stuprocentowo pewni, a już na pewno nie miłości. 
Bycie razem to ciągła odpowiedzialność za siebie i drugiego człowieka, za każde słowo i zachowanie, które może kogoś skrzywdzić lub nawet zniszczyć czyjeś życie. Związek to cudowna sprawa, ale jednocześnie wymagająca. Nasi bohaterowie zakochali się w sobie jako nastolatkowie, byli pewni, że skoro miłości nadal trwa to trwać będzie jeszcze długo, a może nawet do końca dni. Niestety, Kaśka i Adam, podobnie jak zapewne wiele innych par zapomniało o tym, że czas płynie tuż obok miłości. Czas ten zmienia nas i nasze wyobrażenie o drugiej osobie i przyszłości, nawet jeśli wciąż chcemy wierzyć, że jesteśmy tacy sami. Błąd Adama sprawił, że jego perspektywa bycia u boku Kaśki stanęła pod dużym znakiem zapytania. Nikt nie może być pewien czy miłości rzeczywiście wszystko przetrwa, nawet mimo pojawienia się nowego, dopiero kiełkującego uczucia. 


"Z Otchłani" to druga przeczytana przeze mnie książka Martyny Senator. Muszę przyznać, że podobała mi się ona bardziej niż "Z popiołów". Zastanawiałam się czym to jest spowodowane i doszła do wniosku, że być może sprawa bohaterów. Kaśka i Szymon wydali mi się bardziej dojrzali emocjonalnie i życiowo niż bohaterowie pierwszego tomu. Są to już ludzie w pewnym stopniu wykształceni i na co dzień zajmujący się życiem zawodowym. Oboje doświadczyli trudności i problemów jakie niesie za sobą wejście w dorosłość, dlatego też podchodzą do tego nowego uczucia z dystansem, co bardzo mi się podoba. Choć ich pierwsze spotkanie nie sprawiało wrażenia dojrzałego to jednak wraz z rozwojem tej znajomości można zauważyć, że naszych bohaterów cechuje ostrożność, zdrowy rozsądek i trzeźwość w ocenie sytuacji. Zarówna Kaśka jak i Szymon mają nadzieję na to, że spotka ich jeszcze prawdziwa miłość jednakże czy będą potrafili zauważyć tę iskierkę uczucia, w ogniu złych doświadczeń z przeszłości? 
Myślę, że warto zainteresować się "Z otchłani" choćby po to, aby przekonać się czy Ci dwoje dadzą sobie szansę na stworzenie czegoś naprawdę wielkiego. 


Książka Martyny Senator to nie tylko zdroworozsądkowi bohaterowie, ale również niesamowicie oryginalny styl pisania autorki. W obydwu pozycjach, które przeczytałam łatwo zauważyć tę specyficzną dla Martyny iskierkę, która powoduje, że nie tak łatwo oderwać się od jej książek. Ta prostota słów i normalność postaci sprawiają, że mimowolnie utożsamiamy się z postaciami. Zaczynamy żyć ich życiem i problemami, zastanawiając się co zrobilibyśmy będąc na ich miejscu. Mimo, iż fabuła "Z otchłani" jest powiedziałabym zwyczajna, ponieważ już po kilku rozdziałach można domyślić się  zakończenia, to jednak warto doczytać ją do końca. Są książki, w których samo zakończenie nie jest najważniejsze - a liczy się to co sprowadza i kieruje bohaterów do takich czy innych decyzji. W powieści Martyny Senator nie brakuje też efektu zaskoczenia, który pojawia się w momencie wyjawienia skrywanej przez Szymona tajemnicy. Przyznam szczerze, że nawet mnie autorka zaskoczyła tym co przygotowała dla swoich bohaterów. 



"Z Otchłani" to książka do połknięcia w ciągu 3-4 godzin. Kaśka, Sara,Mirka, Szymon to postacie choć troszeczkę podrasowane to jednak nadal takie, z którymi łatwo byłoby nam nawiązać kontakt. Całość niezbyt skomplikowanej, ale uroczej fabuły dopełniają (nie)zwykłe opisy dopiero rodzącej się miłości, która aby ujrzeć światło dzienne musi przebić się przez nieufność i dystans bohaterów. Choć wiem, że kolejna część jest w przygotowaniu przez autorka, to nie będzie ona kontynuacją przygód Kaśki i Szymona. Mimo wszystko czekam na nią i nowych bohaterów z niecierpliwością. 




Wydawca - Wydawnictwo Czwarta Strona 
Data Wydania - 15.02.2018 
Liczba stron - 331 
Cykl - Z Popiołów [2]


Za egz. książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!


 Zapraszam Was na moje profile społecznościowe: 

wtorek, 1 maja 2018

Opowieści z angielskiego dworu. Diana

Opowieści z angielskiego dworu. Diana - Magdalena Niedźwiedzka


"Druga, po "Karolu", część trylogii ukazuje trudne relacje księcia Walii z żoną Dianą i ukochaną Camillą Parker Bowles, które prowadzą do rozpadu dwóch małżeństw.



Akcja powieści osadzonej w sytuacji społeczno-politycznej Wielkiej Brytanii i Europy zaczyna się w latach siedemdziesiątych XX wieku, a kończy w roku 2005. Skupia się na życiu dwóch sławnych małżeństw, ale prezentuje też galerię nieprzeciętnych i wpływowych postaci z ich otoczenia. Ukazuje historię wielkich namiętności, rodzenie się i umieranie miłości, walkę o prawo do samostanowienia, a także starania o określenie swojej roli w świecie. Trylogia jest pierwszą próbą powieściowej fabularyzacji życia Diany, księżnej Walii, Camilli, obecnej księżnej Kornwalii, i księcia Karola. Swego rodzaju subiektywnym studium ich życia."
- opis Wydawcy 


Druga część trylogii "Opowieści z angielskiego dworu" - Diana, zawiera w sobie opis, chyba najburzliwszych lat małżeństwa księcia Karola z Dianą Spencer. W tej części bliżej przyglądamy się temu związkowi oraz bardzo skomplikowanej relacji małżonków. "Diana" to również przedstawienie nadal trwającego romansu Karola z Camillą - niestety to, że oboje są w formalnych związkach nie kolidowało z ich miłością, przynajmniej w teorii. W rzeczywistości jednak potajemne spotkania i rozmowy księcia z kochanką doprowadzały Dianę do szewskiej pasji. Kobiecie nie udawało się zachować pokerowej twarzy, a wręcz przeciwnie księżna Walii zdecydowanie przeciwstawiała się romansowi męża. Odważnie mówiła w mediach i w prasie o prawdziwej naturze Karola, o jego wieloletnim romansie z Camillą, wprost atakowała nie tylko swojego męża, ale również całą Rodzinę Królewską.


Jak już pisałam przy okazji pierwszej części "Karol" podtytuły kolejnych książek czyli - Karol, Diana i Camilla, nie mają odzwierciedlenia w zawartości tych pozycji. W każdej części autorka skupia się na wszystkich bohaterach, ich wewnętrznych przeżyciach i emocjach. To, iż tytuł drugiego tomu wskazywałby na to, że autorka poświęciła w nim więcej uwagi Dianie jest mylące. Podobnie było w przypadku części pierwszej.


Po przeczytaniu drugiego tomu "Opowieści z angielskiego dworu" miałam bardzo podobne odczucia jak po skończeniu pierwszej części. Książka bardzo mi się podobała, czytałam ją z wielkim zainteresowaniem - i piszę to z punktu widzenia osoby, która do tej pory przejawiała bardzo znikome zainteresowanie monarchią brytyjską. Oczywiście podstawowe rzeczy wiedziałam, choćby z wiadomości telewizyjnych, ale moja wiedza ograniczała się raczej tylko do wydarzeń obecnych. Natomiast cały szum medialny wokół księcia Karola, księżnej Diany i Camilli ominął mnie z bardzo prostego powodu - po prostu, gdy te wydarzenia miały miejsce byłam zbyt mała, aby cokolwiek pamiętać i rozumieć. Więc myślę, iż dla takich osób jak ja książki pani Magdaleny Niedźwiedzkiej będą bardzo interesujące i dające pewien obraz całej sytuacji. Natomiast osoby z nieco większym bagażem doświadczeń, które coś już wiedzą na ten temat mogą mieć inne zdanie o tej trylogii. Jednakże myślę, że warto sięgnąć po książki z tej serii, ponieważ nawet jeśli nie poszerzą naszej wiedzy to na pewno umilą czas.


Autorce nie można odmówić wyśmienitego talentu i warsztatu pisarskiego. Obie części z trylogii "Opowieści z angielskiego dworu" czyta się bardzo przyjemnie. Na pewno jest to zasługa bardzo plastycznych opisów, nie tylko otoczenia, ale przede wszystkim opisów wewnętrznych przeżyć bohaterów. Przez tę książkę się dosłownie przepływa. Jest fajnie napisana, dialogi są, wydaje mi się bardzo prawdziwe i niezwykle wartkie. Ja byłam i nadal jestem bardzo usatysfakcjonowana formą tych książek.  Co za tym idzie serdecznie Wam ją polecam.







Wydawca - Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
Data Wydania - 21.11.2017 
Liczba stron - 408 
Cykl : Opowieści z angielskiego dworu [ 2 ] 



Za egz. książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka 



Zapraszam Was na moje profile społecznościowe: 

wtorek, 3 kwietnia 2018

Ślepy Archeolog

"Ślepy Archeolog" - Marta Guzowska 


"Tom Mara jest błyskotliwym, pewnym siebie i odnoszącym spore sukcesy archeologiem, szefem wykopalisk na Krecie. I od lat jest niewidomy. Stracił wzrok jako osiemnastolatek podczas trzęsienia ziemi. Ma jednak doskonały słuch, węch i niezwykle wrażliwy dotyk. Wykształcił pamięć niemal absolutną – pamięta dokładnie każdy kamień, a na podstawie zapachu powietrza i kąta padania promieni słonecznych na twarz jest w stanie podać dokładną lokalizację.

I uważa, że ma rzeczywistość pod kontrolą.

Aż na terenie wykopalisk ktoś znajduje ciała polskich turystów. Chwilę później ginie pies asystentki, a Tom zaczyna dostawać esemesy z zagadkami – jeśli ich nie odgadnie, asystentka także zginie. Mara podejmuje niebezpieczną grę. Wie, że przeciwnik nie cofnie się przed niczym.

Gdy rzeczywistość zaczyna płatać figle, Tom gubi się w domysłach. Ktoś chce go wrobić w kradzieże? Postradał rozum i wszystko mu się wydaje? A może to część misternego planu, w którym stawką jest jego życie?" 
- opis Wydawcy 


Miłośnikom kryminałów nie trzeba przedstawiać sylwetki Marty Guzowskiej. Przyznaję szczerze, że choć w swojej kolekcji książek posiadam serię z Mario Ybl i słyszałam o niej same pozytywne recenzje to nadal ich nie przeczytałam. Dopiero współpraca przy promocji najnowszej książki autorki czyli właśnie "Ślepego Archeologa" poniekąd zmotywowała mnie do sięgnięcia po prozę pani Guzowskiej. 


Głównym bohaterem "Ślepego Archeologa" jest Tom Mara - szef prac wykopaliskowych na Krecie. Mara jest mężczyzną w średnim wieku, przystojnym, wykształconym, osiągnął w swojej dziedzinie naprawdę bardzo dużo ( między innymi doktorat), a przy tym wszystkim Tom od 20 lat jest niewidomym. Brzmi bardzo nieprawdopodobnie, że człowiek który nic praktycznie nie widzi pracuje na wykopaliskach archeologicznych i dodatkowo radzi tam sobie lepiej niż nie jeden w pełni sprawny człowiek. Tom Mara to bohater, którego cechuje bardzo duża pewność siebie, momentami nawet może się on wydać irytujący. Jednak na pewno nie można odmówić mu inteligencji i wielkiego uporu w dążeniu do celu, a także wytrzymałości. To jeden z tych bohaterów z którymi od początku czujemy silną więź. 


Fabuła książki przedstawia się tak jak czytam w opisie od wydawcy. Podczas prac wykopaliskowych na Krecie zespół Toma odkrywa zwłoki dwójki turystów z Polski. W niedługim czasie po tych wydarzeniach Mara zaczyna otrzymywać dziwne smsy z zagadkami, a stawką w tej grze jest ludzkie życie. 


Bardzo ciekawym zabiegiem w tej książki jest zastosowanie retrospekcji. Rozdziały książki podzielone są na wydarzenia, które rozgrywają w naszej teraźniejszości (ale przeszłości Toma) oraz te mające miejsce na posterunku policji. Przez te fragmenty autorka troszeczkę zaspoilerowała nam co się wydarzyło, ale kto i dlaczego - to już są pytania, na które odpowiedź odnajdziemy na kartach książki. Dzięki tym retrospekcjom "Ślepy Archeolog" bardzo wiele zyskuje, między innymi jest bardziej wciągający i trudniej jest go odłożyć. Każdy kolejny rozdział wzbudza w czytelniku większe zainteresowanie i ciekawość, a z czasem także niemałą irytację. Szczególnie końcowe fragmenty, kiedy zbliżamy się do punktu kulminacyjnego i w pewnej chwili pojawia się bardzo nieoczekiwana informacja, która rzuca zupełnie inny cień na całą sprawę. 


"Ślepy Archeolog" to książka, którą czytało mi się bardzo dobrze i dosyć szybko. Myślę, że jest to zasługa wartkiej akcji i nietuzinkowej fabuły. Mimo wielu opisów, które wynikają z faktu, że główny bohater jest niewidomym przeczytanie tej powieści zajęło mi dwa dni. Biorąc pod uwagę mój ostatni zastój czytelniczy i brak czasu jest to bardzo dobry czas. Spędziłam miłe i pełne napięcia godziny z bohaterami książki Marty Guzowskiej, których również i Wam życzę! 




Wydawca - Wydawnictwo Marginesy 
Data wydania - 14.03.2018 
Liczba stron - 400


Za egz. książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy! 

czwartek, 29 marca 2018

Dzień 7

"DZIEŃ 7" - Kerry Drewery 



"Martha Honeydew wydostała się wprawdzie z przerażającej Celi 7, ale skorumpowany wymiar sprawiedliwości wciąż śledzi każdy jej krok. A Isaac, jedyny zaufany przyjaciel dziewczyny, przebywa w tym samym siedmiodniowym więzieniu, w którym do niedawna siedziała ona. Przedtem on uratował ją, teraz ona powinna zrobić to samo dla niego. Skoro jednak Marthę nieustannie ktoś ma na celowniku, jej szanse na uratowanie przyjaciela wydają się nikłe. Dziewczyna zaczyna się zastanawiać, czy uwolnienie się od nadzoru władz jest w ogóle możliwe. 

Czy Martha i Isaac znów kiedyś będą razem? 

Czy doczekają się życia w lepszym świecie?"



- opis Wydawcy 



"Dzień 7" to doskonała kontynuacja książki "Cela 7", którą miałam okazję przeczytać i zrecenzować kilka miesięcy temu. Początek tej nowej serii zainteresował mnie na tyle, że z chęcią sięgnęłam po część drugą. Zaczynając lekturę zastanawiałam się czy autorka w końcu rozwiąże wszystkie moje wątpliwości i czy drugi tom cyklu okaże się godnym następcą pierwszego? 


Po zakończeniu Celi 7 mogło nam się wydawać, że całe zło jest już za Marthą, że dziewczyna w końcu może odetchnąć. Niestety nic bardziej mylnego - tuż za rogiem czekają kolejne problemy i niepowodzenia. Tym razem to Isaac trafia do celi śmierci, ale czy rzeczywiście powinien tam być? Czy po raz kolejny osadzona została niewłaściwa osoba? Martha za wszelką cenę stara się uwolnić przyjaciela, ale nie to wcale łatwe. Tym bardziej,  że ona również musi mieć się na baczności bo być może ktoś czyha na jej życie. 


Cykl "Cela 7" to bardzo dobrze napisana dystopia dla młodzieży, ale nie tylko. Każdy czytelnik odnajdzie w niej coś dla siebie. Proza autorki jest niezwykle dojrzała na co  składa się nie tylko styl pisania, ale również tematyka takiej dotyczy książka. "Dzień 7" to podobnie jak jej poprzedniczka powieść o szybkim tempie oraz niespodziewanych zwrotach akcji.  To jedna z tych książek, które wywołują skrajne emocje podczas lektury. Więzienie, tortury, kara śmierci, transmitowanie tych wydarzeń na żywo czy despotyczna władza - to tylko niektóre z elementów skomplikowanego świata Celi 7. 


"Dzień 7" mimo, iż należy do gatunku literatury młodzieżowej to ma w sobie wiele rzeczy, które zaspokoją nawet nieco bardziej wymagających czytelników. Przede wszystkim bohaterowie - Martha - dziewczyna młoda o wielkim sercu i duchu walki. Ta bohaterka nie podda się dopóki nie wykorzysta wszystkich możliwości działania. Jej poświęcenie i upór są godne naśladowania. Przez całą książkę niesamowicie jej kibicowałam we wszystkich przedsięwzięciach. 


Książka spod pióra Pani Kerry Drewery jest niesamowicie wciągającą lekturę od pierwszych stron. Jestem pewna, że gdy sięgniecie po pierwszym tom pochłoniecie go w szybkim tempie, na szczęście jest drugi tom - "Dzień 7", a niebawem pojawi się trzeci. Czekam z wypiekami na policzkach. 





Wydawca - Młody Book 
Data wydania - 15.02.2018
Cykl - Cela 7 [2] 
Liczba stron - 448 


Za egz. tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Młody Book! 

Maresi. Kroniki Czerwonego Klasztoru

"MARESI. KRONIKI CZERWONEGO KLASZTORU" - Maria Turtschaninoff


"Maresi jest nowicjuszką w Czerwonym Klasztorze mieszczącym się na niewielkiej wyspie. Mieszkające w nim siostry wierzą w duchową opiekę Pramatki i siłę wiedzy. Pewnego dnia do klasztoru przybywa Jai. Maresi zaprzyjaźnia się z nią. Jai w domu rodzinnym przeżyła dramat, który powraca do niej co noc w koszmarach sennych. Pobyt w klasztorze ma uchronić ją przed zemstą okrutnego ojca. Jednak ten poprzysiągł, że odnajdzie córkę, gdziekolwiek by była. Wreszcie jego statek cumuje u wybrzeża wyspy. W wydarzenia wkraczają tajemne moce…" 
- opis Wydawcy 




Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę z pogranicza fantastyki i literatury młodzieżowej. "Maresi. Kroniki Czerwonego Klasztoru" to dość niepozorna pozycja, licząca niecałe 250 stron - sami przyznajcie, że to niewiele. Jednakże nawet taka książka może być fajna i zapewnić czytelnikowi świetną rozrywkę. W przypadku "Maresi" tak właśnie jest, albowiem nie jest ona najlepszą książką jaką przeczytałam, ale ma w sobie coś dzięki czemu fajnie spędziłam z nią czas. 


Maresi i Jai to główne bohaterki książki Marii Turtschaninoff. Obie dziewczyny są uczennicami w Czerwonym Klasztorze - miejscu, które należy tylko do kobiet. Czasami wyspę odwiedzają mężczyźni, ale tylko w sprawach handlowych, a ich wizyty trwają bardzo krótko. Każda kobieta w klasztorze ma swoje zadanie - pracę, którą wykonuje, ponieważ jest w danej dziedzinie najlepsza. Maresi dostaje za zadanie spisanie historii opowiedzianej przez Jai oraz tego wszystkiego co wydarzyło się na wyspie po tym jak dziewczyna tu dotarła. Dzięki temu zadaniu dziewczyny spędzają ze sobą bardzo dużo czasu - zaprzyjaźniają się. Rodzi się pomiędzy nimi magiczna więź, co właściwie nie powinno nikogo dziwić biorąc pod uwagę zapach czarów, który ulatnia się z każdego korytarza w klasztorze. Również czytelnicy mogą poczuć magiczny klimat książki, jaki wyłania się z każdej strony. Przeszłość obu dziewczyn była brutalna i obie pragną o niej zapomnieć. Maresi wspomina wszechogarniający głód przez, który była zmuszona opuścić rodzinne strony, a Jai wciąż nawiedzają echa tragedii, w której zginęła jej siostra i matka. 


Jak już wspominałam "Maresi" jest pozycją, która ma swoje wady i myślę, że największą z nich jest mała ilość akcji na jaką liczyłam. Sięgając po tę książkę myślałam, że choć trochę będzie ona zahaczać o literaturę przygodową, ponieważ jej okładka tak mi się kojarzyła. Niestety na kojarzeniu się skończyło, a "Maresi" zawiera w sobie więcej z obyczajówki. Z drugiej strony na korzyść całej książki przemawia jej niezobowiązujący styl. Autorka zadbała o to, aby jej powieść czytało się bardzo przyjemnie i sprawnie. Na pewno dużo w tym zasługi lekkości pióra pisarki, ale też doboru słów, które są również proste i  zrozumiałe dla każdego. Wszystko to czyni "Maresi. Kroniki Czerwonego Klasztoru" książką dla młodszej młodzieży - wydaje mi się, że osoby starsze stażem czytelniczym będą się nudzić podczas czytania. Jednakże wszystko jest kwestią indywidualną, a więc spróbować może każdy. 


"Maresi. Kroniki Czerwonego Klasztoru" są małą objętościowo książką, która dla niektórych może się okazać niewystarczająca, ponieważ autorka nie wykorzystała w 100% potencjału tej historii. Mam nadzieję, że zmieni się to w kolejnych częściach. Niemniej jednak pozycję czytało się w porządku, może bez fajerwerków, ale była to po prostu fajna i odprężająca lektura. 



Wydawca - Wydawnictwo Debit, Młody Book
Data Wydania - 26.10.2017 
Liczba stron - 256 

Za egz. książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Młody Book. 



Zapraszam Was na: