niedziela, 26 lutego 2017

Recenzja - Za Zamkniętymi Drzwami

"ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI" - B.A. Paris 



Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością. 
Inni spytaliby, dlaczego Grace nigdy nie wychodzi bez męża z domu i dlaczego w oknach ich sypialni są kraty.. 

Na te i inne pytania możemy odnaleźć odpowiedź tylko w lekturze książki - do czego, mam nadzieję, Was zachęcę. 


"Za zamkniętymi drzwiami" jest powieścią, której premiera odbiła się naprawdę głośnym echem wśród czytelników i blogerów. Sam opis jest bardzo zwyczajny i na pierwszy rzut oka możemy przewidywać, iż pozycja ta to nic specjalnego i szczególnie zapadającego w pamięć. Muszę przyznać, że pomysł na fabułę nie jest zbyt oryginalny, ponieważ motyw przemocy domowej i psychicznej jest często wykorzystywany w literaturze. Jednakże jest w tej książce coś co sprawia, że wywołuje ona silne emocje i lekkie zamieszanie w głowie czytelnika. 

Grace i Jack - idealne małżeństwo, które w przyrodzie nie występuje, po prostu nie ma możliwości, aby cokolwiek było tak cudowne jak ten związek. Bohaterowie książki są nierozłączni - wszystko robią razem. Grace nie ma możliwości wyrwania się spod władzy męża, nawet jeśli chodzi o drobne, codzienne sprawy. Kobieta nie posiada dokumentów, pieniędzy, telefonu komórkowego, poczty elektronicznej, a w jej pokoju brak nawet długopisu i kartki papieru. Czytelnik już z samego opisu dowiaduje się, że coś musi być nie tak, pytanie tylko co i dlaczego? Odpowiedź przychodzi po kilkudziesięciu stronach, kiedy Jack wyjawia Grace swoją tajemnicę a kobieta przekonuje się, że wpadła w bardzo poważne kłopoty. 

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Grace. Rozdziały naprzemiennie dotyczą wydarzeń obecnych i tych z przeszłości. Dzięki temu dość dobrze poznajemy całą historię związku Grace i Jack'a. Czytając określone fragmenty trudno nie pomyśleć o tym jaką naiwnością wykazała się główna bohaterka już podczas pierwszych miesięcy związku z tym mężczyzną. Nie chcę za dużo zdradzić, ale pewne przemyślenia same się nasuwają. To co potem dzieje się z Grace jest skutkiem nie do końca przemyślanych decyzji jakie kobieta podjęła pod wpływem miłości do Jack'a. Dzięki temu, że wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy Grace mamy bardzo dużo czasu, aby ją polubić lub nie. Wbrew pozorom kobieta ta, nie jest kolokwialnie mówiąc - głupia. Ona tylko zaufała niewłaściwemu człowiekowi, który to wykorzystał. Choć zgadzam, jak już wspomniałam, z tym, iż mogła ona nieco dłużej zastanowić się nad pewnymi decyzjami, albo chociaż zwrócić uwagę na pewne rzeczy, które na przykład dla mnie od początku były dziwne. 

Na początku wspomniałam o tym, że książka B.A. Paris ma w sobie coś co szczególnie skradło moje serce. Jest to warsztat literacki i styl pisania autorki. Powieść napisana jest w taki sposób, iż słowa dosłownie przepływają przez nasz mózg. Po pewnym czasie czytamy już mechanicznie i bez żadnego zgrzytu - przy tej pozycji nie ma potrzeby robienia sobie przerw w lekturze. Kilka godzin wyjętych z życia - gwarantowane.  Z tego co się dowiedziałam, to "Za zamkniętymi drzwiami" jest debiutem autorskim. Biorąc to wszystko pod uwagę - jestem naprawdę pod wrażeniem całej historii. Tematyka jakiej dotyka książka nie jest niczym odkrywczym i nie pokazuje nic co nie byłby już przekazane przez innych twórców. Jednakże to co dzieje się na kartach powieści czyli fabuła jest jak najbardziej wytworem autorki. Chwali się to, iż B.A. Paris już za pierwszym podejściem stworzyła ciekawą historię, którą zachwycili się czytelnicy na całym świecie. Nie każdy autor zaczyna swoją karierę z takim rozmachem i nie wielu kończy z takim skutkiem - pierwszy bestseller na koncie

Jak łatwo można się domyślić z mojej recenzji - ja książkę B.A. Paris polecam. "Za zamkniętymi drzwiami" bardzo przyjemnie mi się czytało i jestem usatysfakcjonowana historią, którą  otrzymałam na kartach tej książki. 


Wydawnictwo - Albatros 
Data Wydania -15.02.2017 
Liczba stron - 304 



Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Albatros!  

piątek, 24 lutego 2017

Recenzja - Alcatraz kontra bibliotekarze

"ALCATRAZ KONTRA BIBLIOTEKARZE - PIASEK RASZIDA" - Brandon Sanderson 


Alcatraz Smedry, wychowywany przez rodziców zastępczych, nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje przesyłkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Zostaje on jednak niemal natychmiast skradziony przez tajemniczą organizację Bibliotekarzy. To wywołuje łańcuch wydarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy bojowników sprzeciwiających się Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom przejąć pełną władzę nad światem. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talentem do bycia wyjątkową ofiarą losu… 

Brandon Sanderson - nazwisko tak głośne w literaturze fantastycznej, że aż wstyd nie znać. Ja twórczość tego pana poznałam dopiero teraz, przy czytaniu pierwszego tomu serii Alcatraz kontra Bibliotekarze. Dziwne, że dopiero teraz zdecydowałam się sięgnąć po książkę Sandersona i to jeszcze książka dla dzieci. Jednakże w każdym z nas kryje się dziecko, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby czytać powieści dla młodszych czytelników. Cieszę się, że w końcu poznałam styl pisania autora i lekko musnęłam jego twórczości. 

Książka posiada dziwny, ale bardzo dobrze oddający treść opis. Głównym bohaterem jest Alcatraz Smedry, który na trzynaste urodziny otrzymuje spadek po zmarłych rodzicach. Nie jest to bynajmniej coś tak przyziemnego i normalnego jak pieniądze, ale piasek. Tak, właśnie to chłopiec otrzymuje po rodzicach. Niedługo potem zjawia się tajemniczy pan, który twierdzi, iż jest dziadkiem Alcatraza. Co może z tego wyniknąć i o co właściwie chodzi z tym piaskiem? Kim są Bibliotekarze? 

 Książka pisana jest w narracji pierwszoosobowej, tak więc sam autor opowiada nam swoją historię. Coś jak autobiografia tylko z przymrużeniem oka i bardziej dla dzieci. Fajnie wpływa to na odbiór całej powieści, którą naprawdę przyjemnie się czyta. Styl autora jest bardzo mocno przystosowany do młodszych czytelników, a więc nie ma najmniejszych problemów z odczytaniem i zrozumiem fabuły. Akcja książki jest szybka i zmienna, co za tym idzie cały czas podążamy za Alcatrazem i przyglądamy się jego niewiarygodnym przygodom. Chłopiec ma niezwykły talent do pakowania się w różne, dziwne sytuacje oraz do psucia wszystkiego co wpadnie w jego ręce. Brzmi ciekawie, a dodatkowo ta 'oferma życiowa' ma ochronić całą swoją rodzinę przed Bibliotekarzami. 

Niezwykłe wrażenie podczas czytania książki dają ilustracje, które poczynił Hayley Lazo. Bardzo fajnie komponują się z fragmentami tekstu i niezmiernie cieszą oko czytelnika. Ciekawe i estetyczne rysunki tylko dodają magiczności całej historii. 

"Piasek Raszida" to pierwsza część z serii Brandona Sandersona dla dzieci. Po tym tomie czuję się zaciekawiona i czekam na kolejną część. Mimo, iż pozycja jest z gatunku 'dla dzieci' - nie ważne, nie patrzcie na to tylko czytajcie, bez względu na wiek. 

Wydawnictwo - IUVI 
Data wydania -25.02.2017 
Liczba stron - 312 



Za egz. powieści dziękuję wydawnictwu IUVI! 
 

poniedziałek, 20 lutego 2017

Recenzja - Jak gdybyś tańczyła

"JAK GDYBYŚ TAŃCZYŁA" -


Molly ma fajne życie, ciekawą pracę, kochającego męża i… pilnie strzeżoną tajemnicę z przeszłości. Ich rodzina wkrótce się powiększy – pojawi się w niej adoptowane dziecko, tymczasem Molly walczy z niepewnością i lękiem. Czy pokocha maleństwo, którego nie urodziła? Czy będzie dobrą matką? Uświadamia sobie, że prawdziwa rodzina powinna być zbudowana na prawdzie. Dwadzieścia lat wcześniej w tragicznych okolicznościach straciła ukochanego ojca. Nigdy nie wybaczyła bliskim kłamstw, jakimi ją karmili. Odeszła z domu i przed światem udawała sierotę. Teraz musi wyznać mężowi, że jej matka wcale nie umarła na raka, a jej krewni wciąż mieszkają w Morrison Ridge, małej miejscowości w Karolinie Północnej. Co więcej, Molly ma dwie matki – adopcyjną i biologiczną. I obie nigdy o niej nie zapomniały. Molly boi się teraz, że wyznanie prawdy przekreśli jej największe marzenie, by zostać matką i zrujnuje jej małżeństwo. Skoro pragnie być dobrą mamą, musi jednak znaleźć sposób, by pogodzić się ze swoją przeszłością i uwierzyć w przyszłość. 


Kolejna książka Diane Chamberlain za mną. Nawet nie jestem w stanie wyrazić słowami jakie emocje wywołała u mnie ta powieść. Doprowadziła mnie do łez i kilkudniowego kaca książkowego. Dzięki "Jak gdybyś tańczyła" przypomniałam sobie za co pokochałam twórczość Chamberlain. 

Nikt nie potrafi pisać takich powieści jak Diane Chamberlain. Jej książki są cudowne i niezapomniane, a historie w nich zawarte niepowtarzalne. Przeczytałam już kilka z tych, których zostały wydane w Polsce i każda była niesamowita i wciągająca. "Jak gdybyś tańczyła" to najnowsza z nich, którą miałam okazję czytać. 

Książka podzielona jest na rozdziały, gdzie jedne dotyczą teraźniejszości, a drugie przeszłości. W San Diego Molly i jej mąż starają się o adopcję dziecka. Natomiast w Morrison Ridge nastoletnia Molly wraz z przyjaciółmi przeżywa okres buntu oraz doświadcza nieprawdopodobnej straty, z którą nie potrafi się pogodzić. Dlatego też decyduje się na wyprowadzkę z rodzinnych stron i w miarę upływu lat stara się zapomnieć o przeszłości, co jest bardzo trudne. Przeszłość  i teraźniejszość idealnie wpasowują się w siebie i dopełniają.

Fabuła jest tak doskonale poprowadzona, że czytelnik dosłownie płynie przez tę książkę. Każdy fragment jest dokładnie przemyślany, a rozdziały wzajemnie się zazębiają. Całość tworzy niesamowitą powieść, którą można pochłonąć w kilka godzin. Styl pisania autorki jest lekki i bardzo przyjemny co tylko ułatwia czytanie o tak trudnych tematach.  

Diane Chamberlain w swoich książkach porusza trudne problemy obyczajowe. Tym razem spotykamy się z tak zwaną otwartą adopcją i skutkami jakie ona niesie. Autorka porusza również kwestię choroby i niepełnosprawności - dokonuje analizy z kilku punktów widzenia. Pomiędzy wierszami możemy dostrzec też burzliwy  temat eutanazji. Wszystkie te zagadnienia  zaobserwujemy na kartach powieść "Jak gdybyś tańczyła". 

Diane Chamberlain to autorka po której książki mogę sięgać w ciemno. W tej chwili mam pewność, że każda z jej powieści niesamowicie mnie zainteresuje. "Jak gdybyś tańczyła" jest bardzo wzruszającą książką, która doprowadziła mnie do łez ( co zdarza się niezwykle rzadko). Tematyka jaką porusza i styl pisania Chamberlain oraz bohaterowie przez nią wykreowani - połączenie idealne. 


Wydawnictwo - Prószyński i S-ka 
Data wydania - 12.01.2017 
Liczba stron - 504 



Za możliwość lektury książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka